Nigdy nie myślałam o tym, że założę tu wątek...
Pamiętam, że kiedyś siedziałam na tym forum i z kilkoma dziewczynami zbierałam na yorka, a przy moim boku była śliczna Cocker Spanielka...
Dziś, 24.04 nie mam ani jednego ani drugiego pieska...
Fuńciu, Kochanie, walczyłaś z ciężką chorobą, najpierw zapalenie macicy, a potem ostra niewydolność płuc... Dopiero miesiąc temu miałaś 7. urodziny, jeszcze tyle życia było przed Tobą... Byłaś moim kochanym, ślicznym pieskiem, małą iskierką, z tą swoją śliczną białą plamką obok noska, dzięki której Cię wybrałam spośród 8 szczeniąt... Kocham Cię dalej, Twoją śliczną, łaszącą się do mnie mordkę, jednak teraz śpiącą i bez wyrazu, już na wieki... Dlaczego Skarbie? Wszyscy płaczemy po Tobie... Z kim teraz dziadek będzie chodził na swoje długie wędrówki i zostawiał jedzenie polnym zwierzętom? Kto będzie witał mnie w bramie, jak wrócę ze szkoły? Kto będzie szalenie biegał dookoła podwórka jak się będzie z nim droczyło? Kto będzie podawał mi łapę, przybijał piątkę? Nikt...
Cierpiałaś bardzo i z jednej strony jest mi bardzo ciężko, bo Cię nie ma, ale z drugiej już nie cierpisz Kochanie... Wierzę w to, że gdzieś biegasz, beztroska i silna, buszując w trawie... Kocham Cię