Zbieram się do napisania sobotnich wydarzeń i nadal cieżko ... cały dzień w schronie był porażką - zaczeło się od kartonu z 6 szczeniaczkami ;/ a skonczylo na scenie jak z auta wywalaja suczke.
Poszłam z pracownikiem do boksu, Rudy odrazu uciekł do budy. Na lince wyciągnął go i poszliśmy do weta. Wyobrazacie sobie psa 45 kg, ktory usiluje choc glowe schowac za kanape, kuli sie z ogonem podwinietym pod siebie i ledno co stoi na chwiejnych nogach ?! Normalnie łzy w oczach. Zaczełam go głaskać i z niedowierzaniem patrzył, że po roku siedzenia w boksie ktoś go dotyka i nie krzywdzi. W gabinecie było już tylko gorzej - pogniłe dziąsła (nie wiem czy mógł jeszcze jeść) , obie przednie łapy w stanie beznadziejnym, wiek oceniono na 10 lat ! (a nie 5 jak miał w karcie przez rok czasu ). Przy dokladnym badaniu stawów nie miał siły podnieść się z łokci, piszczał i skomlał ... Porwane ucho,skóra na grzbiecie w beznadziejnym stanie. W gabinecie ani razu nie warknąl, nie zwracał uwagi na chodzace wokol koty,ludzie go tez juz przestali interesowac. Psiak to obraz rozpaczy,bólu i zaniedbania. Niestety Rudy został uśpiony...