ciężko mi znowu dzisiaj opisywać całą sytuację, więc może zacytuję fragment listu, w którym komuś już to spisałem...
mam poważny chyba problem z moim ukochanym 5-cio miesięcznym psiakiem.
już w ostatnich tygodniach wydawało mi się, że nastapiła sielanka i
udało mi się wykorzenić z niego pewne akcenty nieporządane. Chodzi tu o
warczenie i to bardzo konkretne.
Jak pisałem, przez ostatnie tygodnie była sielanka. Ja jemu staram
się zapewniać dosłownie WSZYSTKO, czego dorastającemu psu potrzeba. I bazuje na radach bardziej doświadczonych, przeróżnych mądrych książkach,
źródłach i własnej-wydaje mi się dobrej- intuicji. Staram się
zrozumieć go i myśleć jego kategoriami, by jak najpełniej budować związek
między nami. Poświęcam mu bardzo dużo czasu. Ma dużo ruchu, ćwiczeń, zabawy
odpowiednio przeze mnie dozowanej, wszystko jest pod moją kontrolą, jest
dyscyplina i swietne wyniki w szkoleniu (szkolę go ja sam, staram się, jak tylko się da, robić to metodami
pozytywnymi). Piesio daje mi ze sobą robić wszystko, mogę go odwracać na plecki,
często sam się odwraca i bawi, czuje do mnie respekt, ale jest też bardzo
przywiązany. Wszędzie chodzimy i jeżdzimy razem. umie też sam zostawać w domu,
nie ma z tym żadnych problemów. Nie wymusza na mnie róznych decyzji, a
jeśli czasem próbuje spróbować, to nic z tego nie osiąga. Mogę mu odbierać i oddawać, lub podmieniać
zabawki i smakołyki i inne rzeczy, którymi się zajmuje bez żadnego
problemu.
Aż tu nagle powrócił stary problemik, tylko w zwiększonej formie (a dodam,że piesek,już nie jest taki mały, bo dosięga juz prawie 17 kilo).
Najpierw dotyczył wybitnie smakowitego przysmaku, potem już
jakiegokolwiek. Gdy do niego podchodzę, a on się czymś tam zajmuje (np. swińskim uchem)
, najpierw patrzy "spod czoła", a potem warczy i to konkretnie i głośno,
bardziej chyba ze strachu, że mu to zabiorę i nie oddam. Robi to nawet, jak
przychodzę z czymś "na wymianę", nawet jeśli chętnię tę wymianę
przyjmuje...czasem do tego leży i zaczyna się barrrdzo szybko trząść na
całym ciele, zwłaszcza łapy.
zaczął to robić przedwczoraj, sam juz nie wiem jak reagować. Wcześniej
go za to opieprzałem, raz dałem ręką po tyłku, raz ignorowałem go przez
pół dnia, albo odwracałem na plecy trzymając mu zamknięty pysk. Wszystko
dlatego, że nie zabardzo wiem, co w takiej sytuacji robić, jeśli na
codzień staram się unikac wobec niego agresji...wiem,że niektórzy za takie
numerki, po prostu złoili by mu "raz, a porządnie skórę, tak, żeby sobie
zapamiętał na całe życie"... Ale nie wiem,czy to dobry sposób, bo warczenie to
ważny znak ostrzegawczy u psów, nie chcę go wyeliminować. Chce
spowodować, by dalej całkowicie mi ufał i żeby nie czuł potrzeby warczenia na mnie
po prostu.
jak warczy i ja mu nakażę usunąć się wtedy z miejsca (nie sięgam wtedy
ręką w okolice jego ciała i przedmiotu), które zajmuje i opuszczenie
rzeczy,którą się zajmuje, to powarkuje, ale się szybko usuwa posłusznie.
Natomiast gdy próbuję konfrontacji i kłądę rękę na jego
głowie,lub zbliżam rękę do przedmiotu, albo w takiej bliskiej odległości "paszcza
w paszczę", to wtedy bywa różnie...Wczoraj przegiął i to ostro, bo w
takiej sytuacji pokazał całe uzębienie (poraz pierwszy do mnie) i zaczął
panicznie szczekać. Naprawdę, to był straszny, paniczny wysoki szczek i
wzrok i wark, tak strasznie paniczne, że nie mogłem wytrzeźwieć po tym do
rana. Natomiast ja natychmiast wziąłem go za wszarz, opieprzyłem z całą
siłą swgo głosu (on wciąż warczał i szczekał-nawet wtedy, to już
ewenement w jego przypadku), a jak się rzucał ostro, to go za tą skórę na
karku przycisnąłem do ziemi (wg. starej szkoły :eviltong: ), a jak zamilkł,
wywaliłem do ciemnego przedpokoju, w którym przesiedział ignorowany ładnych parę
godzin, słysząc wszystko, co się dzieje w domu. potem, wciąż go
ignorując wyprowadziłem go na siku i kupe, po czym do rana ignorowaliśmy go. była
też bliska znajoma, którą dobrze zna i on się próbował do niej łasić, a mnie raczej omijał.
Dopiero rano się cieszył i w ogóle. Ale dziś znowu na mnie warczy, specjalnie
znowu dłem mu smakołyk do gryzienia, by sprawdzać jego reakcje no i tak to
się ma. A najlepsze, że jak warknie i go przywołam do siebie, to zostawia
gryzaka i wykonuje jak zegarek grzecznie wszystkie komendy i wszystko,czego
od niego chcę.
nie wiem, moze ma to związek z tym,że ostatnio się trochę tułamy od 2
miesięcy, bo szukamy mieszkania do wynajęcia i jest z tym problem i psiak co
rusz zmienia otoczenie, nie ma jakby swojego terytorium, swojego stałego
legowiska. Choć nie wygląda, jakby był tym faktem zmartwiony, ma humor,
energię i wszelkie oznaki zdrowego, wesołego psa...
Nie wiem, może to przez to, ze czasem udaje mu się w nocy ukradkiem
kłaść w moim łóżku i się rozpanoszył? nie wygląda na takiego...
co myślicie???
problem jest pilny, bo moja włąściwa reakcja powinna nastąpić już teraz, tym bardziej, że jak dałem mu dziś znowu na spróbowanie świńskiego ucha, to nawet jak nad nim stał i nie gryzł, to pokazał jeszcze lepszy arsenał niezadowolenia, coraz gorzej to wygląda jak dla mnie. A przecież do tej pory szło mi świetnie i wszyscy zazdroscili mi świetnie ułożonego i radosnego pieska.