No cóż. Z góry mówię, że tej sprawy po prostu nawet nie warto komentować...
Byłam dziś z Goldim u "naszego" weta. Po pierwsze powiedział, po zajrzeniu w gardło psiaka, że o anginie w ogóle nie ma mowy bo to nie te objawy i wygląd itp.
Następnie zaczął badać układ pokarmowy Goldiego. I... powiedział, że ów dziwny twór, przez który Goldi miał być "cięty", to... NERKA.
Tymczasem Goldi jest juz rześki, ma znow łobuzerski błysk w oku. Wszystko wskazuje na to, że jest juz prawie zdrowy, mam mu teraz dawać do jedzenia np. rozmoczoną karmę wymieszaną z siemieniem(tak to się odmienia?), coś, co "łatwo przechodzi".
Pozdrawiam i życzę zdrówka oraz samych wykształconych weterynarzy ;)