Puszek od soboty w nowym domu na krakowskim Kazimierzu. Niby radosne wydarzenie, ale ja jestem pełna wątpliwości. Właściwie to od początku nie byłam pewna co zrobić. Panie adoptowały już raz psa ze schroniska, owczarkowatego Tysona i oddały go po jakimś czasie, bo podobno był agresywny w stosunku do innych psów. To trochę dziwne i wzbudziło moje podejrzenia, ale Foksia poradziła, żeby nie oceniać ludzi po jednej adopcji, bo różnie mogło być. Postanowiłam dać szansę, bo wydawało się, że Panie bardzo polubiły Puszka, zależało im i wydawały się troskliwie. W niedziele rano zadzwoniłam do Puszka; Pani mi powiedziała, że wszystko O.K., "tylko ta łapka...". "Tylko ta łapka..." oznaczało, że jest trochę rozczarowana, chociaż dzień wcześniej opowiedziałam jej dokładnie o niepełnosprawności Puszka. Dzisiaj wieczorem wybieram się podpisać umowę adopcyjną i zobaczę jak jest, może po prostu jestem przewrażliwona i źle oceniam sytuację. Czy macie jakieś uwagi lub rady dla mnie? Nie chciałabym popełnić błedu.