No i koniec. Walka przegrana, Fifa odeszła o 3 rano w klinice na Bemowie. Rano obudziła nas dusząc sie i ani tlen ,ani sterydy w wiekszej dawce nie pomogły, nie doczekała operacji a na zdjęciu rtg nie było juz nawet widac tchawicy. Popiepszona choroba, która nie daje szczeniakom żadnych szans. Zostawiła smutek i rozpacz po sobie. Beznadzieja. Przegraliśmy tak beznadziejnie. A były takie 4 dni ze nawet nie kaszlnela, juz myslelismy ze wszystko sie unormowalo, co to było? takie jej pozegnanie z nami? Strasznie nie dobrze sie to skończyło, miała tylko 2 miesiace. Urodziła sie z wyrokiem.Ciężko sobie znaleźć miejsce w domu, którym nie slychac tupotu malych lapek, nie slychac delikatnego szczeku przed podaniem jedzenia i mruczenia przy misce,albo tego wyjatkowego szczeniecego zapachu, nawet brakuje nam mokrej i posiusianej podlogi. Dziekuje za zainteresowanie moimi wczesniejszymi postami i za pomoc oraz słowa otuchy... Wiem ze teraz jest jej dużo lepiej