Jump to content
Dogomania

anzorka

Members
  • Posts

    56
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by anzorka

  1. Z dzisiejszej wizyty u psów jestem całkiem zadowolona. Owczarki wawerskie odbyły swój standardowy spacer, ale chodziły ładnie, grzecznie siadały i były miłe dla spotykanych psów (w większości). Prezes bardzo ładnie przywitał się z niedużym i niezbyt przyjaznym pieskiem a potem mieliśmy okazję przyjrzeć się jak wychodziła na spacer cała gromada psów – 3 berneńczyki i owczarek niemiecki i to w stadzie – i nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia, przyglądał się bez szczególnych emocji, ale z życzliwym zainteresowaniem. Tosia do psów swojej wielkości odnosiła się przyjaźnie, ale to stado dużych psów (wracał, gdy szłam z Tosią) zrobiło na niej wrażenie – nie chciała podejść bliżej, a gdy one podeszły, zresztą nie bardzo blisko, poszczekała na nie i wycofała się. Fuks spotkał się tylko z dwoma maluchami, które go obszczekały, ale wcale nie popsuło mu to humoru i był dla nich, jak zwykle, bardzo miły. Poza tym uświadomiłam sobie, ze owczarki chodzą cały czas w obrożach i nie wiem jak reagują na zakładanie. Przed spacerem każdemu założyłam przez głowę obróżkę Zorki nie zdejmując ich własnych. Nie szło to wprawdzie sprawnie, ale żaden nie ma problemu z zakładaniem obroży. Problemy wynikały z tego, że wszystkie się kręciły i przepychały, bo każdy chciał już iść na spacer i wpadały na tego, który miał siedzieć spokojnie i czekać na założenie obroży. Z Rysiem nie byłam na spacerze. Ograniczyliśmy się znowu do kilkakrotnego zakładania obróżki i mnóstwa głaskania i smakołyków po tym. Spróbowałam mu też przypomnieć branie na ręce, ale nie był tym zachwycony, więc na razie to odpuściłam i koncentruje się na obroży. No i tym razem chyba było cieplej, bo ręce mi tak nie zmarzły jak ostatnio. Ale niestety idzie zima i będzie z tym coraz ciężej bo zimno i ciemno. Przydała by się jeszcze jakaś pomocna i ciepła ręka, albo ciepły dom na zimę (dla psa oczywiście), jak widać może być nawet z innym psem, albo i kotem.
  2. Dziś udało mi się pojechać do psów. Skoro Bebi i Ruda znalazły już swoich opiekunów i zostało tylko 4 psy to wydawało się, że w końcu będę miała dość czasu dla wszystkich. Niestety psy są tak spragnione towarzystwa, że choćbym tam siedziała i cały dzień nie będą miały dość. Z owczarkami wawerskimi posiedziałam najpierw trochę, żeby się uspokoiły po szalonych, radosnych skokach na początku. Gdy towarzystwo już grzecznie siedziało i podstawiało się do głaskania wyjęłam smycz, no i wszystkie chciały wyjść na spacer. Prezes i Fuks próbowały nawet czy by się nie dało wyjść przede mną, ale furtka była dobrze zamknięta. Spacery były standardowe i niezbyt długie (do końca ulicy i z powrotem - to informacja dla bywalców), ale po drodze ćwiczyliśmy chodzenie przy nodze i siad. Wszystkie już to ładnie robią, ale Fuks jest najmniej zainteresowany taką zabawą i bardziej odpowiada mu węszenie i próby integracji z kolegami zza płota, nawet jak nie są zbyt przyjaźnie nastawieni. Prezes i Tosia natomiast często same przychodzą do nogi albo wręcz zabiegają drogę (tego trzeba by oduczać) całe wpatrzone czy już będziemy siadać (i zapewne czy będą nagródki). Tym razem obcy pies, który się nam pętał przez wszystkie spacery nie zrobił na nich wrażenia, psy ledwie na niego rzuciły okiem, a Tosia nawet chciała się z nim pointegrować, ale po króciutkim kontakcie on się wycofał i nas obszczekał. Po spacerach jeszcze się chwilę z nimi pobawiłam. Są bardzo niedopieszczone, przepychają się do głaskania a mi brakuje trzeciej ręki, na czym najczęściej traci Tosia, bo jest najmniejsza i ją odpychają. Myślę, że dla nich (może dla Fuksa najmniej) jedną z atrakcji spaceru jest zmonopolizowanie choć na trochę człowieka od głaskania i karmienia. Z Rysiem zmieniłam trochę plan wizyty. Ostatnio stawiałam na spacery, ale okazało się wbrew moim oczekiwaniom, że spacery dla Rysia to wcale nie taka wielka atrakcja. Natomiast bardzo się nasiliły kłopoty z zakładaniem obroży. Przed okresem spacerowym zakładałam mu już bez większych problemów, a ostatnio jest wyraźnie gorzej. Chyba Rysiowi nie podoba się pomysł, że po wejściu do kojca zakładam mu obróżkę (przykrość) i wychodzimy na spacer (też nic miłego). Tym razem założyłam mu obróżkę i przez pozostały czas bawiliśmy się i manipulowaliśmy obróżką. Odkąd jest sam w kojcu bardzo domaga się kontaktu i to nawet bez smakołyków, choć te oczywiście są mile widziane. Wydaje mi się, że był z tego układu bardziej zadowolony niż ze spaceru, a i do bezproblemowego zakładania obroży trzeba go na pewno przyzwyczaić. Poza tym robi się zimno i mokro, marzną ręce i łapy zapewne też, a niedługo będzie na dodatek ciemno, a 4 psy nadal szukają ciepłego domu.
  3. Ostatnio byłam u naszych psów w poprzednią środę, ale potem padłam martwym bykiem i leżałam tydzień. Nie żebym zmęczyła się aż tak przy psach, ale pisać nie bardzo miałam jak. Choć Bebi już jest w domu i zostało mi tylko 5 psów, ale czasu i tak nie jest za dużo, a chciałam z wszystkimi wyjść na przyzwoity spacer. Najpierw poszłam z Rudą. Nie mam już z nią problemów z wzięciem za smycz (przychodzi sama żeby się przywitać) ani z wyjściem za furtkę. Poszłyśmy aż do lasu. Była trochę spięta. zwłaszcza na początku. Przestraszyła się roweru (chyba zauważyła go jak był już blisko) a i obcy ludzie też byli podejrzani. Za to z obcymi psami nie miała problemów – obwąchiwały się i szłyśmy dalej. Sporo rozglądała się i później nawet węszyła z zainteresowaniem, ale nigdzie nie nasikała (wszystkie pozostałe psy, nawet Bebi na tych krótkich spacerach na lince, sikały w ciekawych miejscach). Był to chyba mój ostatni spacer z Rudą, bo w sobotę pojechała do Łubnej na oswojenie się z warunkami domowymi, a stamtąd ma jechać już do stałego domu. Spacer z owczarkami wawerskimi jak zwykle był bez problemów, choć miałam okazję do przyjrzenia się jak reagują na obce psy chodzące luzem, nie za siatką. Było ich wyjątkowo dużo, chyba gdzieś w pobliżu jest jakaś cieczka. Jak można się było spodziewać Fuks wystartował do takiego psiaka (mniejszego od niego) z uśmiechem, ale na jego wycofywanie się i to ze zjeżoną nieco sierścią powiedział tylko „i tak cię lubię” i poszedł dalej nie oglądając się. Prezes miał chwilę wahania, ruszył do delikwenta z wyciągniętą na wprost szyją i głową, ale gdy tamten się trochę cofnął, choć znowu zjeżony to od razu odpuścił i tylko po paru krokach obsikał teren. Najbardziej zdziwiło mnie zachowanie Tosi. Pies był jej wielkości i choć był nieufny nie zachowywał się wrogo, ani nawet nie podszedł bardzo blisko – nie było kontaktu (tylko Ruda się obwąchała z obcym, z wszystkie pozostałe załatwiły to na odległość). Tosia natomiast zjeżyła się, zrobiła aż koci grzbiet, i gdy delikwent od razu się nie cofnął nawarczała na niego. Z Rysiem natomiast nie zdążyłam wyjść za bramę. Od ostatniego razu zdążył oczywiście sobie zdjąć obróżkę i słyszałam, że z zakładaniem jej były kłopoty. Gdy weszłam od razu mu ją założyłam i to bez problemu. Postanowiłam więc potrenować trochę to zakładanie więc zdjęłam obróżkę, no i z założeniem drugi raz już tak łatwo nie poszło. Udało się to po dobrych 10 minutach gimnastyki. Pobawiliśmy się jeszcze trochę w kręcenie obrożą i na smyczy wyszliśmy z kojca bez problemu, ale przez furtkę Rysio nie chciał już wyjść, choć był namawiany i kuszony smakołykami. Reakcje owczarków wawerskich na obce psy uświadomiły mi, że od bardzo dawna nie miały one kontaktów z obcymi psami. Choć psów wokoło mają dużo, to są to ciągle te same psy, a kontakty z nimi są przez siatkę. Na spacerach przydało by im się trochę treningu w bezpośrednich kontaktach, ale o to nie będzie tak łatwo. Poza tym nie mogłam doczekać się telefonu od nowej opiekunki Bebi i sama do niej zadzwoniłam. Nie była bardzo rozmowna, chyba się gdzieś spieszyła, ale z tego co mi powiedziała wynika, że Bebi powoli przyzwyczaja się do nowej sytuacji. Jest jeszcze bardzo nieśmiała, ale zainteresowana otoczeniem. Ale na spacery ciągle jeszcze jest wynoszona w transportówce (na smyczy i do ogrodzonego wspólnego ogródka). To może i dobrze, bo od pierwszych spacerów u mnie, gdy uznawała, że ma dość wrażeń sama się tam chowała. Pozostaje nam tylko trzymać kciuki za psy w domu i w drodze do domu i szukać domów dla tych co jeszcze czekają. Może na zimę któryś jeszcze znajdzie ciepłe miejsce na stałe.
  4. Mam dobrą wiadomość, W ostatnią sobotę 1 października o 9 rano Bebi pojechała do domu.!!! Była u mnie przez ostatnie dni żeby trochę się przyzwyczaić do ludzi i poznać z nową opiekunką, która jakoś nie mogła dojechać do Konstancina. O początkach już pisałam, a w ciągu ostatniego tygodnia okazało się na dodatek, że całkiem niezły z niej pieszczoch. Z początku bardzo nieśmiało, zaczęła zaczepiać mnie dotykając rąk pyszczkiem, gdy robiłam coś w klatce. Z dnia na dzień rozkręcała się coraz bardziej, lizała po ręku, zaczepiała łapką a nawet wywalała się brzuchem do góry, żeby ją głaskać. Pod koniec trudno było jej sprzątać w klatce, bo napraszała się o pieszczoty i lizała po twarzy. Często siedziała w wejściu do klatki, ale wyjść się jeszcze bała, choć mam wrażenie, że bardzo mało już jej brakowało. Niestety do osób, z którymi nie znała się tak długo dalej zachowywała dystans, ale nie była już to głównie ciekawość, a nie panika jak wcześniej. W każdym razie przekonałam się, że można ją wyciągnąć z tego przerażenia całym światem, w jakim tkwiła i mam wrażenie, że zrobiłam tu dobry początek. Należy teraz trzymać kciuki, żeby z nową opiekunką udało się to dociągnąć do końca. Ja miałam dużo radości z obserwowania jak z pod totalnego wypłosza zaczyna wyglądać wielki pieszczoch i radosny i ciekawski piesek. Myślę, że już dawno tak pożytecznie nie spędziłam urlopu. Pozostałe psy dalej czekają na swoje domy, a już wszystkie są kontaktowe i smyczowe, a większość nawet samochodowe. Nic tylko dokooptować je do rodziny.
  5. Miałam długą przerwę w pisaniu co nowego więc napiszę po kolei. W ostatni wtorek (20.09) przywiozłyśmy z Martą Bebi do mnie do domu. Miałyśmy czas tylko na podróż tam i z powrotem, więc z resztą psów nawet się nie przywitałyśmy (z wyjątkiem Rudej, która biegała przed wejściem). Miałam straszną korridę z wpakowaniem Bebi do transportówki, bo za żadne skarby nie chciała wyjść z klatki. Po drodze była spokojna, nie nabrudziła i nie wymiotowała. W domu bardzo szybko przeszła do przygotowanej klatki (dużej, bo pożyczonej od Zuli). Zorka, wbrew moim obawom, zachowała się całkiem ładnie – raz lekko warknęła i na tym skończyło się powitanie intruza. Dotąd zresztą najczęściej udaje, że nie ma tu żadnego obcego psa, ale gdy daję coś dobrego Bebi melduje się natychmiast i oczywiście też jej się trochę smakołyków dostaje. Mimo, że dostęp do klatki ma cały czas, zdarz jej się raz czy dwa razy dziennie szczeknąć z dezaprobatą, a poza tym jest spokój. Bebi z początku była bardzo wypłoszona, ale już pierwszego dnia jadła z ręki bez szczególnych oporów. Z każdym dniem widać, że mniej się boi, macha ogonem gdy podchodzę , słucha przekrzywiając łepek i stawiając uszy gdy się do niej zagaduje, czasem piszczy, żeby do niej zajrzeć. Przychodzi też obwąchać nawet pustą rękę, ale pogłaskać ją mogę tylko po pyszczku, gdy próbuję dalej to się cofa. Nie chce też wyjść z klatki nawet po przysmaki, wystawia łepek, ale łap za próg nie przestawia- na razie (i to nawet gdy Zorki nie ma w pokoju). Poza tym opracowałyśmy bezdotykowy sposób wsadzania psa do transportówki i wczoraj i dziś „poszłyśmy” z Bebi na spacer. To znaczy ja szłam, a Bebi siedziała w transportówce. Wypuściłam ją dopiero w spokojnym miejscu, z dala od ruch i niezbyt uczęszczanym. Bebi wyszła dość szybko (trochę się bałam, że nie wyjdzie). Była na długiej lince, a ja trzymałam się w przyzwoitej odległości od niej. Była trochę spięta, ale węszyła, przyglądała się okolicy, interesowały ją zwłaszcza muchy, i parę razy podeszła do mnie całkiem blisko, a nawet dała się pogłaskać. Nie miała też problemu z załatwianiem się na uwięzi. Parę razy, gdy chciała pójść tam gdzie jej nie puszczałam, np. w krzaki, łapała zębami za linkę, ale puszczała gdy się nią potrząsało (linką nie psem). Bardzo na to uważałam, bo wiem, że przegryzła przynajmniej jedną smycz. Gdy miała dość wrażeń sama weszła do transportówki (przezornie stawianej pod murem, by łatwiej było tam ją skierować. W środę odwiedziła ją pani, która chce ją adoptować. Na tej pierwszej wizycie Bebi nie wzięła nic od niej z ręki i bardzo się wycofywała w głąb klatki, ale gdy pani się trochę cofnęła to zajadała aż jej się uszy trzęsły. Ma ogromny apetyt i je niewiele mniej niż Zorka. Na drugiej wizycie było już lepiej i już brała z ręki. Trzecia dopiero jutro. Kobieta, która chce ją adoptować wydaje się rozsądnie podchodzić do tego problemu. Jest cierpliwa i z góry zakłada, że to może potrwać bardzo długo nim Bebi się z nią całkiem oswoi (spytała, czy trochę się oswoi do Bożego Narodzenia).. Życzę jej by miała miłą niespodziankę i myślę, że to całkiem prawdopodobne, że w stabilnym otoczeniu Bebi szybciej dojdzie do jakiej takiej normy. Trzymajmy wszyscy kciuki, żeby im się udało.
  6. Dziś kolejna dobra wiadomość o naszych psach. Mamy psy nie tylko smyczowe, ale i samochodowe. Wszystkie owczarki wawerskie czyli Tosia, Prezes i Fuks weszły bez problemów do samochodu i posiedziały tam trochę. Przed tym był oczywiście spacer i to długi bo byliśmy we trójkę - Marta zorganizowała wsparcie w postaci pana, który całkiem dobrze dogadywał się z Fuksem. Wszystkie miały dziś naukę chodzenia przy nodze, siadania i przychodzenia gdy są na długiej lince. Wcześniej poszłyśmy jeszcze tylko we dwie na spacer z Rysiem i Rudą. Szło powoli, ale doszliśmy do końca ulicy – Ruda była tam po raz pierwszy. Ruda ma jeszcze kłopoty z podchodzeniem do mniej znanych osób i jest na spacerach wypłoszona i spięta, ale Rysio zaczyna się rozkręcać. Rysio ma już własną samozaciskową obróżkę (uszytą przez Tomka, bo nie mogłam takiej nigdzie kupić), którą zostawiłam u niego w kojcu – nie będzie mnie w Warszawie w przyszłym tygodniu, ale może ktoś będzie miał czas i ochotę na spacer z Rysiem. Bebi merda ogonkiem, ale ręki nadal się boi, choć już jakby trochę mniej – dalej się kuli pod dotykiem, ale nie odwraca się i nie wciska pyszczka w róg klatki, tylko spuszcza głowę i patrzy kątem oka jak ta straszna ręka się zbliża. Trzeba tylko nad nią mocniej popracować. A poza tym koniec wakacji to doskonały moment na zaopiekowanie się psem - wiem, bo sama tak zrobiłam już 5 lat temu. Trochę miałam obaw jak to będzie, ale było wspaniale, choć z początku trochę trudno i nadal jestem z tej decyzji bardzo zadowolona.
  7. Na ostatniej wizycie było tyle wrażeń, że zapomniałam o jeszcze jednej dobrej wiadomości: i Prezes i Fuks puszczone na długiej lince (7 m) bez problemu wracają, gdy się je woła. Z resztą psów jeszcze tego nie próbowałam, ale przypuszczam, że z Tosią i Rysiem taż powinno być dobrze. No chyba, że któreś znowu mnie zaskoczy...
  8. W ostatnią sobotę byłyśmy u psów we dwie – to zupełnie inna robota, w końcu udało się przyzwoicie popracować z każdym psem. Z dużymi chłopakami, czyli z Prezesem i Fuksem, poszłyśmy aż do „miasta” czyli do ulicy Długiej, gdzie jest całkiem spory ruch. W pierwszym momencie było trochę wahania, zwłaszcza u Fuksa, czy nie lepiej zawrócić, ale poszedł i na długości całego przystanku autobusowego przemaszerowaliśmy chodnikiem wzdłuż jezdni bez żadnych kłopotów. Ale do domu wracały chętnie i z dużą ulgą. Potem zabrałyśmy na spacer Tosię i Rudą. Ruda przed spacerem dalej nie dała się Marcie pogłaskać ani wziąć na smycz, ale na spacerze gdy zamieniłyśmy się psami nie było już problemu. Za to Tosia dała Rudej do zrozumienia, żeby się z nią nie spoufalała pokazując ząbki. Może to poszło o smakołyki, bo na wstępie przywitały się wprawdzie bez szczególnego entuzjazmu, ale bez żadnych oznak wrogości. No i dobra wiadomość o Rysiu. Oficjalnie dołączamy go do psów szmyczowych!!! Poszedł z Martą na długi spacer już bez żadnych problemów, choć trochę trzeba mu było pomóc z decyzją o wystawieniu tylnych łap za furtkę. Z obróżką właściwie nie ma już problemu. Ja w czasie tego spaceru poszłam do Bi. I tu na razie bez większych zmian. Przychodzi po smakołyki, pomachuje leciutko ogonem, gdy się do nie mówi, ale głaskana kuli się w kącie klatki.
  9. Wczoraj byłam u naszych psów. Zrobiłam 3 dłuższe spacery z dużymi psami. Każdy spaceruje trochę inaczej. Fuks leci do przodu i trzeba go uczyć, żeby zwracał trochę więcej uwagi na osobę, z którą idzie. Już załapuje, że ciągnięcie nie popłaca, ale gdy dłużej musi pomyśleć nad zluźnieniem smyczy aż piszczy, żeby iść dalej. Prezes po kilku pierwszych zrywach i obsiusianiu paru miejsc uspokaja się i chodzi ładnie, często sam z siebie przy nodze i to trzeba mu utrwalać. Oba nie mają kłopotu z psami zza płotu, Fuks stara się z nimi zaprzyjaźnić, nawet gdy nie są do niego miło nastawione, Prezes jest albo umiarkowanie przyjacielski, albo je olewa. Tosia też ładnie chodzi na smyczy, trzyma się blisko, ale do psów zza płota odnosi się z rezerwą, albo i trochę z obawą. Jak uda mi się znaleźć czas na dłuższy spacer, chcę spróbować, czy duże psy będą wracały z większej odległości na wołanie (oczywiście nie będę spuszczać, tylko wezmę długą linkę) Z Rysiem dalej chodzi się bardzo powoli, ale po wyjściu za bramę (co dalej idzie na smakołyki) przechodzimy na większą ilość głaskania i pochwał, a na mniej karmienia. Zakładanie obróżki też stanowi już coraz mniejszy problem. Zdążyłam jeszcze parę chwil pobyć z Bi. Dalej siedzi w klatce, choć po sterylce jest wszystko w porządku. Pomachuje trochę ogonem gdy się do niej mówi i przysuwa się bliżej po smakołyki, ale gdy się ją głaszcze jest bardzo spięta, cała się kuli i pewnie by uciekła, gdyby miała taką możliwość. Pocieszające jest to, że moment po tym przychodzi do ręki po coś dobrego. Mam nadzieję, że gdy popracuje się nad nią bardzo intensywnie to się uda ją po trochu z tego wyciągnąć. Tym razem z Rudą ledwo miałam czas się przywitać. Teraz, gdy z każdym psem trzeba już pracować indywidualnie te 1.5 godziny, które mogę temu poświęcić to o wiele za mało na 6 psów. Ciągle na kogoś nie starcza mi czasu, a trzeba to robić spokojnie i w rytmie odpowiednim dla psa, a nie w pośpiechu i z zegarkiem w ręku. Poza Bi, która stanowczo jeszcze nie dojrzała do domu, reszta już czeka najlepiej na stałego, albo przynajmniej tymczasowego opiekuna, który będzie mógł częściej niż raz na tydzień poświęcić im trochę czasu. Przy odrobinie pracy te psy będą migiem wspaniałymi towarzyszami na codzień.
  10. W ostatni piątek udało mi się odwiedzić psy. Miałam mało czasu, więc z większością było dość rutynowo. Duże psy po 15 minut spaceru, wszystkie wychodzą już całkiem bez problemu a wręcz z dużą ochotą – pchają się do wyjścia i trudno wyjść z jednym zostawiając resztę w kojcu. Rudą dalej trzeba namawiać do opuszczenia podwórka, ale udaje się i poszłyśmy na mały spacer mimo, że obok ktoś budował ogrodzenie (straszne, bo obcy i jeszcze na dodatek hałasował). Rysia też udało mi się namówić na wycieczkę za bramę. Wychodził niechętnie i po wyjściu nie bardzo chciał gdziekolwiek iść. Z trudem udał mi się namówić go żeby, stając co parę kroków, przeszedł na wysokość sąsiedniej posesji. Ale nie był wystraszony a raczej zdziwiony. Ogon miał do góry, ale stawał co chwila i pilnie się rozglądał. Do domu wracał chętnie, ale nie biegiem i już w kojcu sprawiał wrażenie bardzo z siebie zadowolonego. No i zakładanie obróżki i smyczy nie stanowi już większego problemy, choć dalej nie jest to to co Rysio lubi najbardziej. Spacer z Rudą i Rysiem zajął mi sporo czasu i na Bi ledwie mogłam rzucić okiem. Po sterylce dalej jest w kaftaniku i siedzi w klatce, no i wypłosz jak zwykle.
  11. Cześć wszystkim ostatnio bardzo zaniedbuję korespondencję, psy na szczęście udaje mi się trochę mniej zaniedbywać. Bebi do imienia bardzo się chyba nie przywiązała, ale reaguje na nie jako na sygnał, że dadzą coś dobrego, więc może dobrze by było, żeby nowe było trochę podobne (przynajmniej też krótkie na dwie sylaby i może zostawić jej jakieś bi na końcu). Poza tym to Xxxbi jest świeżo po sterylce, która była 9 sierpnia. Byłam tylko przy ładowniu jej do samochodu i widziałam jaką korridę odstawiła przy tym ze strachu. U weta podobno było jeszcze gorzej. Mam nadzieję pojechać tam jutro i zobaczyć jak się czuje. XXbi jest od dobrego tygodnia w klatce w domu u Pani Beaty, ale jak na razie nie widać postępów w oswajaniu. Żeby ją wyciągnąć z tego ogromnego strachu przed wszystkim trzeba bardzo dużo pracy (i czasu wyłącznie dla niej) i na razie nie mam koncepcji jak to zrobić. Na ostatnich wizytach poza rutynowymi już spacerami z dużymi psami (owczarkami wawerskimi) zaczęłam już spacery z Rudą. Za pierwszym razem wyszła tylko 3 kroki za bramę i wróciła w panice zanim zamknęłyśmy za nią furtkę. Przy następnej wizycie przeszła już ulicą długość dwóch posesji , a za ostatnim razem doszłyśmy do ulicy (to coś powie tym co znają miejsce, ale to po prostu jeszcze trochę dalej niż poprzednio). Ruda szła bardzo ostrożnie. Co pewien czas siadała i rozglądała się czujnie, gdy coś jechało , albo ktoś przechodził to nawet się kładła, ale ani razu nie wpadła w panikę. Wracała też spokojnie nie szarpiąc się i nie ciągnąc. O ile Ruda zaskoczyła mnie całkiem dobrym zachowaniem na spacerach, to Rysio zadziwił mnie brakiem chęci do tychże. Wydawało mi się, że jak otworzy mu się kojec to wyjdzie i pójdziemy na spacer. No i nic z tych rzeczy. Gdy Rysio stanął w bramce trzeba go było zachęcać smakołykami do wyjścia, a po zrobieniu paru kroków dał dyla z powrotem. Za następnym podejściem, ubrany w szeleczki też zrobił parę kroków na zewnątrz i dalej nie chciał. Gdy nalegałam jednym szybkim ruchem wyszedł z szelek (a były założone dość ciasno) i wrócił do siebie. Za trzecim razem dopasowałam mu obroże samozaciskową Zorki i w niej zabrałam na zewnątrz. Też chciał wracać, ale mu nie pozwoliłam i jak się uspokoił wywabiłam go na smakołyki jeszcze kawałek i potem wróciliśmy spokojnie do kojca. Rysio na szczęście szybko się uspokaja, więc sprawa jest do wypracowania, ale będzie to wymagało trochę więcej zachodu niż myślałam, jednak nie ma lekko. I to już chyba wszystko z nowości. Po następnej wizycie postaram się coś napisać, zwłaszcza gdyby były jakieś rewelacje. No i oczywiście nasze psy nieustająco szukają chętnych do wszelkiej formy współpracy -od spacerów po dom chociaż tymczasowy a najlepiej stały.
  12. W ciągu ostatniego miesiąca zaniedbywałam trochę nasze wawerskie psy - udało mi się odwiedzić je tylko 2 razy. Mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości będzie trochę lepiej. Wczoraj mimo średniej pogody udało mi się je odwiedzić. Tosia świeżo po sterylce (26.07), ale już postanowiła wziąć sprawy w swoje łapy i stanowczo domagała się dołączenia do reszty owczarków wawerskich, no i postawiła na swoim. Prezes i Fuks odbyli każdy po 15 – 20 minutowym spacerze (w tym Prezes zaliczył bliskie spotkanie ze śmieciarką i zniósł to dzielnie). Poza tym domagali się głośno powrotu Tosi i bardzo się ucieszyli, gdy wróciła. Ruda, która ciągle jest na przydomowym podwórku i innymi niedużymi psami przyszła się przywitać bez dłuższego wahania. Bardzo spokojnie zniosła ubieranie w szelki i pochodziła trochę na smyczy (w szelkach). Jest już tylko o krok od usmyczowienia. Jak już co bardziej wtajemniczeni zapewne wiedzą Bebi okazał się suczką. Został(a) przedwczoraj odłowiony/a i w klatce jest intensywnie oswajany i czeka na sterylkę, którą trzeba by przeprowadzić jak najszybciej. Na razie jest bardzo wypłoszona, co niestety jest u niej stanem zwykłym, gdy tylko coś się dzieje. Rysio natomiast był wczoraj w kiepskim nastroju do współpracy. Być może wypłoszyło go odławianie Bebiego i to, że po raz pierwszy od bardzo dawna został bez towarzystwa. W każdym razie nie dał się ubrać w szeleczki (co już się udało bez większych kłopotów przy poprzedniej wizycie), i protestował po staremu piszcząc i kładąc się na ziemi. Natomiast po smakołyki i do głaskania to i owszem, przychodził bardzo chętnie. I to by było na tyle, mam nadzieję, że niedługo cdn.
  13. Mam pytanie, gdzie mamy przesłać fakturę za sterylizacje Tosi i czy może to być kopia (skan czy ksero). Resztę opłaty za sterylizację pokrywa nam fundacja, która też potrzebuje faktury, a nie wiem czy weterynarz może to rozbić na dwa. Chcę też spytać, czy jest szansa na dofinansowanie sterylizacji Rudej, też suczki do adopcji, która się odbyła 2 tygodnie temu i była opłacona z prywatnej kieszeni.
  14. Chyba udało mi się zgłosić Tosię do sterylki. Dałam tylko link do wątku, bo zdjęć żadną miarą nie umiem wkleić. Dopiero wieczorem będę wiedzieć, czy jutro rano będę mogła jechać do psów.
  15. Chciałam zgłosić do sterylizacji suczkę Tosię z tego wątku: [url]http://www.dogomania.pl/threads/203219-Dramatyczna-sytuacja-ps%C3%B3w-po-%C5%9Bmierci-pana-potrzebna-pomoc!?p=16404680#post16404680[/url][IMG]http://www.dogomania.pl/%5CNasze%5CAnia%5CRozne%20m%5CPsy%20z%20wawra%5CZdiecia1_06_2011%5CTosia1[/IMG] Suczka jest do adopcji, średniej wielkości, przebywa w tej chwili w hoteliku.
  16. O planach weekendowych nic mi nie wiadomo. Ja jako osoba nie zmotoryzowana nawet wolę w dzień powszedni, bo łatwiej tam wtedy dojechać, a mam jeszcze parę przepracowanych dni do odebrania. W ten weekend się nie wybieram, byłam dzisiaj, jak mi się uda wyrobić ze wszystkim w pracy i pani Beata będzie na miejscu to może pojadę i w piątek. Jeśli nie to pewnie dopiero za tydzień. Z dzisiejszej wizyty mam nową dobrą wiadomość. Tosia dołączyła do psów smyczowych. Byłam z nią dziś na spacerze na drodze i była spokojna, troszkę czujna i zainteresowana otoczeniem, ale nie ciągnęła i w ogóle spacerowało nam się bardzo dobrze. Usiłuję zgłosić Tosię do akcji Kastracja na sterylkę, ale coś mi nie idzie, zwłaszcza nie umiem wstawić zdjęcia. Jestem widać wyjątkowy antytalent komputerowy. Dziś już chyba nie wyrobię się z kolejną próbą. Jeśli i jutrzejsze podejście zakończy się fiaskiem to będę musiała prosić o pomoc mędrszych w tej dziedzinie. Poza tym z dobrych wiadomości to Ruda czuje się dobrze po sterylce, zupełnie nie widać po niej, że coś się działo, biega i szczeka jak zawsze, ale na podwóreczku przed domem, jeszcze nie wróciła do kojca i mieszka w klatce. A Rysia udało mi się dziś wziąć na chwilkę na ręce i zniósł to bardzo dobrze, bez pisku i kładzenia się na ziemi, ale zachwycony nie był. Do smyczy jeszcze mu trochę brakuje, ale przyciągany za sznurek czasem przychodzi, albo stoi i stawia opór ale nie pada od razu plackiem na ziemię. No i Bebi powitał mnie paroma niewielkimi ruchami ogona na boki i wziął parę smakołyków z ręki. Dotknąć się jednak jeszcze nie daje.
  17. Napiszę coś o ostatnich i przedostatnich odwiedzinach u psów. W ostatnią środę byliśmy we dwoje u psów. Byliśmy na spacerze we dwa psy z Fuksem i Prezesem. Prezes był już całkiem spokojny, poszedł na spacer bardzo chętnie i pięknie chodził na smyczy. Chyba już to kiedyś robił i to nieźle, bo od razu ustawiał się przy lewej nodze prowadzącego i trzymał się blisko. Tosia całkiem ładnie obeszła ze mną wybieg, ale nie bawiło to jej zbytnio. Rysio powoli, ale dzielnie przyzwyczaja się do smyczy i do podnoszenia psa. Rudej nie próbowałam brać na sznurek, na razie powoli oswaja się z Tomkiem. Bebi delikatnie wygoniony zza budy zjadł parę smakołyków (jak zdążył przed Rysiem i Rudą), i był bardzo zainteresowany, gdy grzebałam w pudełku z łakociami. Dziś byłam u psów sama. Fuksa i Prezesa trzeba już uczyć, że pies siada (ewentualnie stoi spokojnie) i czeka na głaskanie i smakołyki. Z Tosią dalej trenujemy chodzenie na smyczy dookoła boksu. Rysia dziś przekonałam, że przypinanie sznurka (krótkiego) nie jest straszne a i Ruda też jest trochę mniej niezadowolona gdy się ją przytrzymuje za obroże. Bebi, tak jak ostatnio wyproszony zza budy, był bardziej zainteresowany wizytą, wziął parę smakołyków z ręki, a nawet przyszedł do pustej (ale ładnie dla psa pachnącej). Jak widać robimy postępy i dalej szukamy domów.
  18. Przypominamy się, przypominamy. Jak dobrze pójdzie to w środę odwiedzę to nasze psie towarzystwo i może będą jakieś dobre wiadomości do napisania.
  19. Wszyscy, i psy i dwunogi czekany co z tego wyniknie i trzymamy kciuki (jak kto ma).
  20. Kilka słów po wczorajszej wizycie u psów. Już wszystkie, poza Bebim, przychodzą i witają się bardzo radośnie, czasem aż za żywiołowo. Prezesowi przydałoby się jeszcze trochę spacerów i postaram się z nim wyjść w środę, jeśli będzie nas dwie (lub dwoje), to może znowu we dwa psy, razem z Fuksem spacerowanie idzie im wspaniale.Oba już czekają na swojego człowieka. Tosia i Ruda powoli się przyzwyczajają do pociągania i manipulowania obrożą. Trochę pracuję nad usmyczowieniem Rysia. Nie jest to jego ulubiony sport, ale znosi to już cierpliwie i robi postępy. Myślę, że we własnym domu poszłyby mu już bardzo szybko. Bebi niestety dalej jest najmniej kontaktowy. Reaguje na imię, bo dostaje po nim smakołyki, ale w czasie wizyt na wybieg wychodzi rzadko i na krótko. Potrzeba mu dużo więcej uwagi i czasu niż innym psom. Psy robią postępy, ale niektórym idzie to trochę wolniej, przydałby się jeszcze ktoś od pracy z nimi.
  21. Wielkie dzięki za zdjęcia, ja nie umiem ich wstawiać, no i za wyprawienie psów w szerszy świat. Czekamy na efekty i trzymamy kciuki.
  22. Z radością stwierdzam wielki ruch w temacie. Myślę,że Prezes też już dojrzewa do pójścia do ludzi, choć wymagałby kilku spotkań z nowymi opiekunami na neutralnym, a właściwie na sobie znanym gruncie. Myślę, ze tekst o nim, który już jest jest dobry, ale puszce tu jeszcze trochę od siebie, może się przyda. Dziś albo jutro powinnam mieć trochę nowych zdjęć psów, ale nie wiem, czy uda mi się je tu wkleić. Jeśli nie wyśle mailem. [B]Prezes [/B]jest psem sporym, górna strefa stanów średnich, ale ładnej i lekkiej budowy. Z początku był trochę wycofany, ale nawet wtedy, gdy odsuwał się albo nawet odskakiwał od wyciągniętej ręki nie odchodził daleko i przyglądał się co robię z zainteresowaniem, figlarnym uśmiechem i z machaniem ogonem. Po kilku spotkaniach przychodzi bez żadnych oporów i okazał się też niezłym pieszczochem. Jest bardzo czujny, pilnie przygląda się wszystkiemu, co dzieje się dookoła i od czasu do czasu szczeka ostrzegawczo, ale nie ujada bez sensu, więc doskonale się nadaje na stróża posesji. Jest łagodny i z bardzo miłym charakterem. Jest największy z naszych psów i jak wskazuje imię pełnił w tej grupie rolę przewodnią, ale długo się musiałam przyglądać, żeby stwierdzić choć najmniejsze objawy dominacji. Nawet nie próbuje odganiać innych psów od smakołyków, czasem tylko wpycha się przed Fuksa albo Tosię do głaskania. Dopiero, gdy Tosia miała cieczkę, zdarzyło mu się zamruczeć z dezaprobatą na Fuksa. Obrożę i smycz zaakceptował bardzo ładnie, był już na spacerze poza swoim podwórkiem. Ostatnio podszedł bez namysłu do całkiem nowego gościa, więc robi szybkie postępy w kontaktach z ludźmi.
  23. Witajcie. Wczoraj byłyśmy u psów we dwie z Martą. Poszłyśmy na spacer we dwa psy. Marta wzięła Fuksa a ja Prezesa. Fuks jako stary spacerowicz chodzi bardzo ładnie i ma z tego spaceru dużo przyjemności. Prezes denerwował się trochę, ale towarzystwo Fuksa dobrze mu zrobiło. Zachowywał się bardzo ładnie, nie próbował uciekać, trzymał się dość blisko mnie, ale był zainteresowany otoczeniem i tylko od czasu do czasu sprawdzał gdzie jest reszta. Ze smyczą nie ma problemu, ledwo parę razy pociągnął mocniej. U reszty psów bez nowych rewelacji. Pomyślałam, że nasze psy mają ostatnio kontakt wyłącznie z kobietami. Wiem po swoim psie, że to może mieć znaczenie (moja zdecydowanie bardziej bała się mężczyzn, a u mnie w domu było ich trzech), więc próbuję namówić jednego pana na wycieczkę do psów, może już w najbliższą środę. Może komuś uda się jeszcze jakiegoś faceta zwerbować do pokazania psom. Pozdrowienia [FONT=&quot]Ania od Zorki[/FONT]
  24. Może jeszcze przydało by się wyraźnie powiedzieć, że nasze psy doskonale dogadują się nie tylko z psami, ale i z kotami. Ktoś, kto ma już kota może na pewno dokooptować do niego takiego psa. Poza tym wszystkie mają naprawdę dobre charaktery. Mino wszystkich trudnych przejść zupełnie nie są agresywne. Odwiedzam je już od miesiąca, z początku jako osoba całkiem obca, i robię różne czasem podejrzane dla nich rzeczy, a nigdy nie zdarzyło mi się, żeby któryś chociaż warknął. Zresztą do siebie też są bardzo miłe, wyjadają smakołyki z ręki nos przy nosie i nie ma problemów. Nie było też problemów, czym byłam mile zaskoczona, gdy Tosia miała cieczkę. Była w boksie z Prezesem i Fuksem, czyli dwoma bardzo nią zainteresowanymi samcami, i obywało się bez awantur między nimi. To są naprawdę bardzo fajne i doskonale dograne psy. Wydaje mi się, że Prezes zaczął gonić Fuksa jeśli chodzi o bliskie kontakty z ludźmi. Jutro rano będziemy we dwie, to się przekonamy, czy to był tylko jego dobry dzień, czy to już tak na stałe.
  25. Witam, spróbuję przedstawić Rysia, on jest już bardzo kontaktowy, ale jeszcz nie smyczowy. [B]Rysio [/B]to mały, ale zwinny i sprytny piesek. Garnie się do ludzi, każdego wchodzącego do boksu wita przyjaźnie już przy furtce. Błyskawicznie chwyta smakołyki, również z przed nosa swoim mniej zdecydowanym towarzyszom, ale i samo głaskanie jest dla niego dużą przyjemnością. Miał chyba nieprzyjemne doświadczenia z obrożą. Dość długo nie dawał jej sobie założyć. Gdy w końcu się udało zdjął ją następnego dnia. Następnym razem założyłam mu ją trochę ciaśniej i już w niej został, ale nie lubi przytrzymywania za obrożę. Z początku wycofywał się ta, że prawie z niej wychodził, a ostatnio doszedł do wniosku, że lepiej się wtedy kłaść. Nie daje się też na razie wziąć na ręce, choć jest takiego rozmiaru, że spokojnie można go nosić. Jest bystry i uwielbia smakołyki, więc powinien się szybko uczyć. Ktoś, kto włoży w to trochę pracy i serca i przekona go do siebie do końca będzie miał wspaniałego psiaka na każdą okazję. Tak poza tym to nie jestem pewna, czy psy są kastrowane. Sądząc z tego jak Fuks i Prezes reagowały na Tosię w cieczce to raczej nie.
×
×
  • Create New...