Jump to content
Dogomania

anzorka

Members
  • Posts

    56
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by anzorka

  1. Już trochę ponad rok minął od ostatniego wpisu i trochę się zmieniło. Z 6 psów, z którymi zaczynałyśmy mamy dalej kontakt (i to dobry) z 4. Bebi niestety zaginęła bez śladu i pewnie nie dowiemy się nigdy co się z nią stało. Może miała szczęście i udało jej się znależć dom. Ruda niestety odeszłą, alena koniec życie trafiła na naprawdę wspaniały dom. Była chora, ale czuła się żle tylko przez ostatnich kilka dni. Rysio - teraz Misio - trafił na bardzo ciepłych, rozsądnych i wyrozumiałych ludzi i widać, że się do nich bardzo przywiązał i czuje się przy nich pewnie. Fuks też ma kochający dom a ostatnio bardzo polubił kocie towarzystwo. Tosia dalej jest z Martą i układa im się wspaniale. Prezes - o czym pewnie nie wszuscy wiedzą - został u Uli już na stałe. Gdy ula wyjeźdza mieszka u mnie i jakoś dogadujesię z Zorką. Od czasu do czasu wyjeżdza na wspólne wakacje z Tosią i Martą, a czasem umawiamy się we 3 i w 3 psy (czasem i w więcej) na wspólny spacer. Przynajmnie dla tych 4 psów wygląda to na happy end (choć może cdn....) Pozdrowienia dla tych wszystkich, których to jeszcze interesuje
  2. W końcu mamy szczęśliwe zakończenie. 5 listopada rano Fuks wystąpił w TV. Dzięki pomocy Fundacji Tadeusza Mateckiego miał okazję zaprezentować się w kąciku adopcyjnym w pytaniu na śniadanie. W tej nowej i trudnej dla niego roli poradził sobie świetnie i jesteśmy z niego bardzo dumne. Na dodatek występ był skuteczny. Parę osób dopytywało się o niego po programie, a dwie rodziny były na tyle zainteresowane, że przyjechały w zeszłą sobotę spotkać się z psami do Konstancina. Na szczęście jednym spodobał się Prezes a drugim Fuks, więc nie było konfliktu interesów. W ciągu tygodnia oba psy wylądowały w nowych domach. Prezes w domu z ogródkiem (w budzie i dużym kojcu) a Fuks w mieszkaniu. W obu domach były już psy, czasem i po przejściach, ludzie sprawiają wrażenie rozsądnych i serdecznych do zwierząt w ogóle a do psów (i kotów) w szczególności. Z tego co już wiemy o ich pierwszych krokach w nowych miejscach to wszystko jest na dobrej drodze. Teraz tylko trzymać kciuki, żeby szybko zaprzyjaźniły się z nowymi opiekunami. Oczywiście cieszę się ogromnie, ale trochę mi pusto....
  3. Niestety zapeszyłam (myślę o Rysiu), ale nie bardzo, bo jednak skończyło się szczęśliwie. W zeszłym tygodniu Rysio wymknął się z domu na działce i popędził w pola. Nie bardzo chciał wrócić na wołania nowej pani (był w tej rodzinie dopiero od 3 tygodni). Dopiero następnego dnia, po nocy gdy było cicho i spokojnie, Rysio wrócił na działkę i z pomocą obojga państwa od Rysia i trochę z moją udało się namówić go żeby do nas wrócił. Na razie jest bezpieczny i wyglądał na zadowolonego z powrotu na łono rodziny. Jak widać w domu czuje się już całkiem dobrze [IMG]http://imageshack.us/a/img13/8362/wdomunastale.jpg[/IMG] A Fuks i Prezes dalej nie mogą doczekać się własnych domów...
  4. Jeszcze jedna dobra wiadomość, nie tak rewelacyjna jak poprzednia, ale też warta przekazania, choć już nie najnowsza. Ulka była trochę temu z wizytą u nowym (właściwie już starym) domu Rudej, i po tej wizycie była zachwycona: Otóż gdzieś przepadł rudy wypłosz, którego wyadoptowałyśmy - zamiast niego jest wesoły pies, nieśmiały w stosunku do obcych :) Byłam dziś z wizyta u Alicji, Krzysztofa, Rudej i Alberta. Albert jak zwykle wylewny (to jedna z moich najbardziej udanych adopcji :)), natomiast Ruda to nie ten pies, co trzy miesiące temu. Gdy podjeżdżałam (rowerem), to właśnie ona szczękała przy plocie (uszy do góry, ogon do góry i w ogóle w stylu "niezła impreza") gdy tylko pojawiłam się na prowadzącej do domu Alicji i Krzysztofa polnej drodze. Albert dołączył do niej, po czym usiłował mnie zalizać przez bramę (trudne, ale możliwe dla zdolnego psa), a Ruda, nadal oszczekując wycofała się pod dom. Ruda nabrała ciała - do psa tłustego jeszcze jej baaaardzo dużo brakuje, ale wreszcie, po raz pierwszy od kiedy ja znam, pierwsza myślą na jej widok nie jest "jaki biedny chudy pies". Byłam tam ponad trzy godziny, Ruda nie podeszła do mnie, ale zachowywała się spokojnie, zajmowała sobą, zachęcała do zabawy Alberta, łasiła do Alicji (jeśli mnie w pobliżu Alicji nie było), a nawet po prostu poszła spać. Zmiana w stosunku do jej poprzedniego zachowania, gdy krążyła nerwowo i nieufnie - kolosalna. To porostu nieśmiały, nieufny pies, który jest u siebie - Ruda chyba wreszcie uwierzyła, ze ma swój dom (z perspektywy jej przygód widzę, ze "dom pomiędzy" hotelikiem a domem stałym to w jej przypadku był duży błąd - dla niej ważniejsza była stabilizacja, no ale wówczas wydawało się to dobrym pomysłem...). Cierpliwość Alicji przynosi efekty. Ruda nie będzie pewnie nigdy psem "hop do przodu", ale jednak będzie miłym psem w spokojnym domu typu "chata za wsią". I na dodatek wybitnym stróżem - Alicje i Krzysiek nie potrzebują na razie dzwonka :).Oby następne adopcje też się tak kończyły, a ciągle mamy jeszcze dwa psy na składzie.
  5. Chyba już nie zapeszę i mogę przekazać wspaniałą wiadomość. Rysio od tygodnia jest w nowym domu!!! Wygląda na to, że opłacało mu się poczekać bo trafił do fajnych ludzi, którzy bardzo go od początku polubili i będzie miał, a właściwie już ma wspaniały dom NA STAŁE. Zostały jeszcze Fuks i Prezes, ale ciągle szukamy i mamy nadzieję, że i im się w końcu poszczęści.
  6. Nowe ogłoszenia już od pewnego czasu chodzą nam po głowie, ale ciągle nie ma czasu, żeby się za nie zabrać. Na razie ledwo się wyrabiamy żeby utrzymać jaką taką ciągłość z wizytami u psów. Z zaległych nowin, to wizyty Tosi u starych kompanów i bardzo dla wszystkich miłe spacery w 4 psy.[IMG]http://imageshack.us/a/img38/7242/we4napolach3.jpg[/IMG]
  7. Dalszy ciąg zaległości - tym razem o Prezesie w mieście też od Uli, u której gościł [IMG]http://img715.imageshack.us/img715/3742/przeddomem1.jpg[/IMG] przed domem, [IMG]http://img855.imageshack.us/img855/6995/spacer1i.jpg[/IMG] na spacerze [IMG]http://img52.imageshack.us/img52/3540/wdomu2.jpg[/IMG] w domu Po Fuksie, który gościł u mnie w maju i Rysiu, który kilka dni socjalizowali się u Asi (dzieki wielkie - i niechze Ci Pan w wielu szczesliwie wyadoptowanych psach wynagrodzi :)), przyszla kolej na Prezesa. Podziekowania za gotowsc naleza sie Agnieszce od Biszkopta, która gotowa była do transportu w sobotę (ale okazało się ze hotelik "nieczynny" był w sobotę wieczór i nie byłoby jak Prezesa oddać)."Usługi transportowe" w niedzielny ranek i wieczór świadczyli w ramach sąsiedzkiej pomocy Kasia i Mateusz, wybrali się tez z wawerczakami na spacer w Konstancinie. Samochód był dość wysoko zawieszony i Prezes nie miał ochoty wskoczyć na siedzenie, ale podsadzić dal się bez problemu i w środku zachowywał się jak to on – czyli trochę dyszał , chwile postał etc - ale absolutnie nic ponadto. Jednym słowem potwierdza się, ze jest samochodowy. Tych z Was, którzy znają mnie nie tylko z maili o psach wawerskich nie zaskoczy głębia moich odkryć: ale reszta nich lepiej nie opluje ekranu nagłym wybuchem radości: otóż Prezes wyraźnie różni się od Fuksa :). Mniej optymistyczna jest konkluzja, ze różni się tez troszkę od Prezesa sprzed dwóch miesięcy: on bardzo, bardziej w tej chwili chyba niz. Fuks, potrzebuje mieć swojego człowieka i swój dom. Ze schodami i śliską powierzchnia niemal nie było problemu, a jeśli to nieporównywalnie mniejszy niż początki Fuksa. Za to problemem było pokonanie wiatrolapu, szczególnie "najście frontalne" na odbijającego się w dolnej części drzwi psa... Pierwszy raz weszliśmy z niezawodna jak zawsze Ania - wiec i Prezes i ja byliśmy spokojniejsi ;). Przy powrocie z samodzielnego spaceru trochę się sfrustrowałam bo musiałam stać w szerokim rozkroku podpierając oboje drzwi (do i z wiatrolapu) i czekać aż się Prezes namyśli. Przyznaje ze przyśpieszyłam proces namyślania pociagniecien za smycz. W domu tez był inny niż Fuks: dużo odważniej penetrował, nie miał kłopotu z klepka, nie trzymał się tylko dywanu. Usiłował sprawdzić co jest na blacie, i co widać przez okno. Na wyjrzenie przez okno pozwoliłam - wlazł w tym celu na kartony z książkami stojące pod parapetem i nie spanikował, gdy książki zaczęły mu "umykać" spod łap. Potem już leżąc na podłodze tez patrzył przez okno i szczekaniem zgłaszał gdy "ktoś na nasze niebo włatał" (pojedynczy szczek sygnalizacyjny, nie jakieś darcie mordy). Do otwartej klatki właził kilka razy po smakołyki. Nie wiem na ile większe penetrowanie mieszkania wynikało także z tego, ze cale mieszkanie było otwarte (przy Fuksie zamknięta była sypialnia), no i nie było Zulki, która powarkiwałaby na niego z fotela (choć ona na Fuksa powarkiwała gdy podchodził bliżej niż te pół metra do fotela, a nie gdy chodził gdzieś dalej, a on mimo to trzymał się dywanu, czyli okolic fotela). Dzień był tez gorętszy i może dlatego Prezes chętnie "zalęgał" bezpośrednio na podłodze. Podobnie jak Fuks był cały czas w "stanie czuwania", nie spal (choć leżał czasem na boku). Układał się tak, aby mnie widzieć, ale nie był tak namolny jak Fuks w wymaganiu kontaktu fizycznego. Natomiast tak jak i Fuks nie znaczył :) Gdy wyszłam na korytarz, zastałam go po powrocie pod drzwiami. Towarzyszył mi gdy chodziłam po domu, ale odgłosy zmywania, czy pralki, umiarkowane trzaskanie garami, grające radio, etc. nie robiło na nim wrażenia. Bardziej przeżywał spacery, choć nie strącił panowania nad sobą. O dziwo największe wrażenie zrobiło na nim kilkuletnie dziecko kopiące plastikowa piłkę (trzeba zabrać do Konstancina i pokopać nad jeziorkiem...). W trakcie spaceru zakotwiczyliśmy w cieniu i po jakimś czasie położył się i obserwował. Był jednak bardziej ostrożny i mniej ciekawy niż Fuks. Innych psów raczej unikał niż koniecznie chciał się przywitać. Po kilku incydentach z objawami paniki przy gwałtownych dźwiękach na spacerach w Konstancinie poprosiłam Anie by przez wizyta w mieście oswoiła go z szelkami. Ani wkładanie szelek, ani noszenie, ani napięcie smyczy mocowanej do szelek nie robi na min wrażenia. Na spacery dla bezpieczeństwa chodził na dwóch smyczach- dłuższa do szelek i przypięta do mojego pasa, - krótsza normalnie do obroży. Ania prowadziła go na obu smyczach spiętych razem (czyli jak jedna długa smycz, przypięta jednym końcem od obroży, drugim do szelek). Prezes tez ze spaceru "sam trafiał" do domu, przy czym zachęcał mnie żebyśmy wsiedli do samochodu, który nas przywiózł (i stal na parkingu pod domem). Pod koniec dnia był już wyraźnie syty wrażeń, w samochodzie leżał z głową na łapach, a w Konstacinie chętnie wszedł do kojca. Gdy na podwórku przed blokiem spotkaliśmy Mateusza (rano był na spacerze, przywiózł nas etc.), Prezes nie miał ochoty się z nim witać, wręcz odsunął się, choć po chwili "podszedł obwąchać od tylu" (tzn. nie spanikował, ale okazał wyraźny brak zaufania, a nawet niepewność). Paterze na reakcje Prezesa i mam wrażenie, ze zwyczajnie szkodzi mu bycie w dość małym kojcu, z coraz to innymi psami za sąsiadów (niestety nasze psy to jedni ze "starszych" pensjonariuszy w Konstancinie...), bardzo potrzebuje mieć już dom. Bardzo proszę POMOZCIE znaleźć im domy. Dotychczas dwa psy wyadoptowala Marta (w tym jednego sobie :)), ja upchnęłam Ruda, ale Rys, Fuks i Prezes są z nami już półtora roku. To bardzo długo dla nich. Niestety nie wiem jak zainteresować nimi jakieś organizacje czy fundacje - ani te do których pisze, ani te gdzie wśród członków mam ludzi znajomych nie chcą nam pomoc. Być może wynika to stad ze "nasze" psy nie są traktowane jako bezdomne - choć przecież nie maja domów..... Nie wiem jak z tego wyjść. Nie bardzo wyobrażam sobie ich w hoteliku przez kolejne miesiące. Pytajcie proszę po znajomych, rozdawajcie ulotki. Od czasu do czasu bywa jakiś telefon z ogłoszenia (tak raz na dwa tygodnie), ale np. ostatnio Pani chciała zaadoptować Fuksa w niedziele popołudniu - ale już, natychmiast, o 16, nie była skłonna czekać do 20. W poniedziałek zaś w ogóle nie była dostępna bo pracuje i do głowy jej nie przyszło, ze może nie jest najrozsądniej adoptować psa w niedziele po południu, a w poniedziałek zostawić na 9 godzin w nowym miejscu (tak ze względu na psa, jak i mieszkanie...).
  8. [IMG]http://img850.imageshack.us/img850/8392/p5032733.jpg[/IMG] Tym razem poszło lepiej, jak na analfabetę komputerowego. Fuksa w mieście jak widać czuje się całkiem dobrze. [IMG]http://img100.imageshack.us/img100/5376/p5032726.jpg[/IMG] Na schodach na początku było ciężko, ale potem było całkiem ok.
  9. Mam mnóstwo zaległości, na początek jak się uda to parę zdjęć z Fuksem w mieście .[IMG]http://img100.imageshack.us/img100/5376/p5032726.th.jpg[/IMG] [IMG]http://img18.imageshack.us/img18/9169/p5032724.th.jpg[/IMG] Jak pisała Ula, radził sobie bardzo dobrze.
  10. Dawno nic nie pisałam, ale trochę się działo. Niestety o Bebi dalej nic nie wiadomo, a pozostałe 3 psy dalej szukają domu, ale coraz bardziej się cywilizują. Rysio spędził 5 dni w domu tymczasowym w Warszawie i radził sobie całkiem dobrze i z miastem i z innymi psami, które mieszkają na stałe w tym samym domu Prezes też odbył przeszkolenie w mieście, Był na dwóch jednodniowych pobytach u Uli. Nie miał zupełnie problemów ze schodami, ani ze śliską powierzchnią podłogi w domu, co było u Fuksa, za to wyszło, że nie lubi małych pomieszczeń i ma obawy przed przechodzeniem przez ciasny przedsionek w wejściu do bloku. W ogóle wydaje się też, że miasto zrobiło na nim większe wrażenie niż na Fuksie, był bardziej spięty na spacerach i na widok podchodzących blisko obcych. Poza tym oczywiście dalej zabieramy psy na spacery w Konstancinie jak tylko mamy czas. Wszystkie spacery bardzo lubią, ja je spuszczam ze smyczy, żeby trochę poszalały, a rzadsi goście prowadzają je na linkach. Wszystkie są bardzo spragnione kontaktu z człowiekiem i głaskania, nawet bardziej niż smakołyków. Wczoraj smarowałam je odkleszczaczem i bardzo się to im wszystkim podobało, potraktowały to jak głaskanie i stały (albo leżały) spokojnie.
  11. Nie mamy nadal żadnych wiadomości o Bebi. Dzięki akcji dziewczyn (chyba głównie Julity) ogłoszenia wiszą w kilku miejscach w Rucianym i okolicy. W Rucianym ktoś nawet widział podobnego psa, ale w obroży a Bebi uciekła bez, więc to raczej nie ona. Zawiadomiłam też schronisko, z którym współpracuje gmina Ruciane, ale tam też jej nie ma. Na razie czekamy. Staramy się też nie zapominać o pozostałych psach. Wprawdzie w tym tygodniu nie miały spaceru, ale w poprzednim był a długi weekend miały całkiem urozmaicony. Podsyłam opis Uli z czwartkowego pobytu Fuksa u niej Coby tchnąć trochę optymizmu, z lekkim opóźnieniem donoszę, ze Fuks spędził dzien. majowego święta w Warszawie i świetnie się zachowywał. W mieszkaniu było OK pod każdym względem: tzn. ani nie penetrowali namolnie, ani się szczególnie nie bal. Do klatki (rozłożonej i otwartej zajrzał po smakołyki, ale nie "zamieszkał" w niej. Zulce się nie narzucał, ale tez jej powarkiwaniem specjalnie nie przejmował (tzn. nie musiałam ani jej ani jego bronić przed tym drugim). Spokojnie na spacerach spotykał inne psy, ludzi, rowerzystów, samochody i motocykliści etc. tez nie robili większego wrażenia. Na kilka chwil (podlanie kwiatów na klatce) został sam (tzn. z Zulka) w domu i zniósł to w miarę spokojnie, pogodził się tez z tym, ze wyszła Ania (w końcu najlepiej mu znana) i został z nami. Ze spaceru - już tego pierwszego - sam mnie do domu "zaprowadził". Z załatwianiem się w nieznanym miejscu nie miał kłopotów, chęć "wyjścia za dużą potrzeba" bardzo wyraźnie sygnalizował. W domu, acz spokojny i przytulasty, nie koniecznie się całkowicie zrelaksował - tzn. pokładał się i owszem (najlepiej przy kimś), ale zdrzemnął się raz i to nie na długo. Wyzwaniem były dla niego schody na klatce schodowej. Schody na zewnątrz pokonał z marszu i bez problemu, natomiast te "gresowe" wymagały dłuższego namysłu i początkowo mocno ugiętych łap. W sumie na moje 3 piętro weszliśmy i zeszliśmy 3 razy (przy okazji wyjść na spacer) i za każdym razem było coraz lepiej. Ostatnie zejście było wspólnie z Zulka - i tempo mieli podobne . Wydaje się, ze problemem są nie same schody, ale dotychczas mu nieznana śliska nawierzchnia - bo w domu tez preferował dywan i wykładzinę, niechętnie łaził po "gołej (lakierowanej) klepce". Jestem z niego bardzo dumna! Choć to oczywiście zasługa Ani (ale z niej tez jestem dumna).
  12. Wielkie dzięki. Z tego co udało się wyciągnąć od opiekunki Bebi to była nawet bez obroży. Nie wiem co się dokładnie stało, bo mam informacje tylko z drugiej ręki, bo pani nie odbiera telefonów ode mnie. Wątek spróbuję założyć, na pewno nie zaszkodzi, ale pewnie jest ich tak dużo, że trudno w nich znaleźć właściwego psa.
  13. Niestety mam bardzo złą wiadomość. Bebi, adoptowana na jesieni w ostatnią sobotę (28.04) zaginęła na mazurach w miejscowości Kamień, w połowie drogi między Mikołajkami a Rucianym Nidą. Opiekunka wróciła do Warszawy bez psa i nie można z niej było wyciągnąć żadnych szczegółów. Chcę jednak spróbować odszukać psa, choć zdaję sobie sprawę, że szanse są niewielkie. Proszę wszystkich, którzy wybierają się w tamte okolice, albo znają kogoś kto tam będzie, żeby zwrócili uwagę czy nie włóczy się tam suczka, wielkości kota, czarna podpalana z dłuższym włosem na ogonie. Może być nieufna do ludzi. [IMG][URL="http://imageshack.us/photo/my-images/687/bebik.jpg/"][IMG]http://img687.imageshack.us/img687/7421/bebik.jpg[/IMG][/URL][/IMG] [IMG][URL="http://imageshack.us/photo/my-images/542/bebi2.jpg/"][IMG]http://img542.imageshack.us/img542/7007/bebi2.jpg[/IMG][/URL][/IMG] Dałam ogłoszenie na dogo w zgubionych psach, ale nie bardzo mi to wyszło i obawiam się, że niewiele to da. Nie udało mi się wstawić tam zdjęć. Jeśli ktoś mógłby z tym pomóc to będę bardzo wdzięczna, tak jak i za każdą pomoc w tej sprawie.
  14. Na ostatnim spacerze byłam sama i psy wyprowadzałam pojedynczo. Nad jeziorkiem Fuks bardzo zainteresował się samochodem, w którym ktoś grzebał w bagażniku. Podszedł blisko i zaglądał do bagażnika z taką miną jakby się zastanawiał, czy nie warto tam wejść. Odwołany wrócił do mnie, ale jeszcze oglądał się na samochód. Widać auto dobrze mu się kojarzy, gdy wsiada do samochodu z nami zawsze dostaje coś dobrego. Za to zupełnie zignorował rowerzystów. Prezes nie miał na spacerze tylu atrakcji. Zaczęłam ich obu uczyć, żeby siadały nie przede mną, ale z boku, przy nodze. Dopiero zaczynamy, ale mam wrażenie, że Prezesowi idzie lepiej, może dlatego, że ma całkiem dobrze opanowane chodzenie przy nodze, a Fuks ciągle ma kłopoty z dłuższym chodzeniem w tak nudny sposób. Udało mi się też przechytrzyć Rysia, tak żeby leżał na kolanach całkiem bez stresu. Dotąd, gdy go podnosiłam był bardzo zaniepokojony. Nie próbował się wyrywać, ale był cały spięty. Teraz, gdy usiadłam na trawie i Rysio położył się obok do głaskania wgarnęłam go sobie na kolana i głaskałam dalej, a Rysio dalej się podstawiał do głaskania zupełnie na luzie.
  15. W ostatni wtorek zabrałam nasze psie towarzystwo na spacery już pojedynczo. Tak się złożyło, że nad naszymi jeziorkami kręciło się trochę ludzi. Zwykle tam nikogo nie ma i psy widują obcych ludzi po drodze, gdy są na smyczy a gdy są luzem to najczęściej z daleka. Chyba tylko ze dwa razy gdy psy były luzem spotkaliśmy się z kimś, kto szedł drogą. Tym razem na każdym spacerze spotkaliśmy kogoś z bliska. Fuks i Prezes były zaciekawione, ale nie podchodziły blisko. Fuks po kilku krokach w stronę gościa tylko przyglądał się chwilę i gdy człowiek go minął wrócił do swoich spraw. Prezes był czujniejszy, obszedł delikwenta łukiem, powęszył za nim i sam wrócił do mnie. Rysio był najmniej zainteresowany. Trochę zboczył, żeby zejść z drogi człowiekowi, ale tylko rzucił na niego okiem i zajął się obsikiwaniem krzaka. Za to w drodze powrotnej, już na lince, obszczekał rower. Jak widać obcy ludzie nie robią na psach wrażenia, przynajmniej w niewielkich ilościach. Trzeba by je zabrać do miasta, żeby sprawdzić jak zareagują na większą ilość ludzi na raz, ale sądzę, że też będą spokojne. Na tych kilku spacerach po pobliskiej ulic (na smyczy oczywiście) nie było z żadnym najmniejszego problemu.
  16. Witam po Wielkanocy. Chyba zjadło nam parę ostatnich postów, ale od czasu ostatniego, który się ostał sytuacja nie zmieniła się zbytnio. Dalej mamy 3 wspaniałe psy szukające domu. Wszystkie ładnie chodzą na spacery, przychodzą wołane, więc spuszczam je i biegają luzem, są kontaktowe, a nawet pieszczochy, są zdrowe i odkleszczone - brakuje im tylko opiekuna na stałe. Na ostatnim spacerze wprowadziłam jeszcze jedną innowację: sama zabrałam na spacer i Fuksa i Prezesa na raz. Trochę się bałam czy dam radę ich utrzymać, jeśli będą ciągnąć (razem ważą chyba trochę więcej niż ja a do tego są silne), ale udało się całkiem nieźle. Przypięłam ich na dwóch końcach tej samej smyczy i trzymałam się w środku i udawało mi się całkiem dobrze ich obu kontrolować. Na początku trochę ciągnęły, ale Prezes raczej trzymał się blisko mnie i dzięki temu pomagał mi przytrzymywać Fuksa gdy mu się za bardzo spieszyło. Nad jeziorkiem oczywiście ich spuściłam i mogły poszaleć. Prezes zaliczył podrapanie nosa do krwi - chyba wsadził go między sztachetami na posesję, gdzie mieszkają ze cztery małe, ale jazgotliwe pieski i to był skutek wsadzania nosa w nie swoje sprawy. W drodze powrotnej i Prezes i Fuks przeszli koło płotu posesji dziamgotów przy nodze tylko z niewielką pomocą smakołyków.Gdy wracaliśmy do domu po godzinie spaceru oba psy były wybiegane i trochę zmęczone i już nie było żadnego problemu. Z tego eksperymentu jestem bardzo zadowolona, ale myślę, że nie będę tego zbyt często powtarzać. Fuks i Prezes powinny od czasu do czasu pobyć trochę oddzielnie i przyzwyczajać się do bycia sam na sam z człowiekiem. Ale gdy będzie mało czasu na spacer można z tego skorzystać. Rysio na spacerze też biegał luzem i dalej bardzo sobie ceni pieszczoty. Tuż przed Wielkanocą zgłosiłam Fuka i Prezesa na wątek poszukujący dużego psa do towarzystwa. Trzymajmy kciuki, żeby coś dobrego z tego wynikło.
  17. Nie miałam kiedy o tym pisać, ale i w zeszłym tygodniu i w tym nasze psy miały swoje zimowe spacery. Z Fuksem i Prezesem wprowadziłam pewną innowację – zaczęłam je spuszczać. Rysiowi też czasem puszczam linkę luzem, ale on mało szaleje i nie jest mu to bardzo potrzebne, wystarczy jak czasem z nim podbiegnę,. Za to po dużych psach widać było, że bardzo by chciały pobiegać trochę szybciej niż ja. W zeszłym tygodniu i Fuksa i Prezesa puszczałam luzem, ale z przypiętą linką – gdy dochodziliśmy nad jeziorka puszczałam linkę żeby pobiegały. Prezes biegał i węszył po krzakach i trawach, ale nie szalał i często sam wracał do mnie nie wołany (nie całkiem bezinteresownie - dostawał smakołyka i pogłaskanie). Natomiast Fuks odstawił wspaniały pokaz biegów, skoków i zakrętów z szorowaniem łopatką po śniegu – istny Fuks – torpeda. Jak patrzyłam na rozhasanego Fuksa, uświadomiłam sobie, że one od ROKU nie miały okazji żeby tak poszaleć. Bałam się trochę, żeby nie zaczepił gdzieś tą ciągniętą za sobą linką, bo przy szybkościach, które rozwijał mogło to się źle skończyć. Po tym był już trochę spokojniejszy i cały szczęśliwy i z jęzorem do ziemi. Nawet szalejąc nie odbiegał daleko (ale dalej niż Prezes) a wołany przybiegał szybko, choć sam przychodził rzadko. W tym tygodniu i Prezesa i Fuksa po prostu odpięłam z linki i chodziły luzem. Całkiem ładnie się pilnują, nawet gdy mnie wyprzedzają czekają na rozdrożu, albo wracają same, a wołane pędzą do mnie (i po smakołyka). Potrzebny im tylko własny człowiek do codziennych spacerów. Iizolda, dzięki za ofertę, ale dziś i tak nie mogłam, a jutro wybieramy się z Martą i być może jeszcze z chętnymi do opieki na stałe nad jednym psem (tfu, tfu, żeby nie zapeszyć i nie piszę na razie nic więcej).
  18. Tosia już ma dom, ale mamy jeszcze trzy psy szukające dobrych domów. Po dwóch tygodniach przerwy (poprzednio byłam 18.01) udało mi się w końcu dotrzeć do Konstancina i wyprowadzić nasze psy na spacer. Mimo tęgiego mrozu (rano było -20) spacery były udane. Rysio trochę narzekał na marznięcie łapek gdy był na lodzie (na wyślizganym przez samochody), ale tam gdzie śnieg był bardziej puszysty albo wystawały z pod niego liście i trawa było w porządku. Za to Prezes i Fuks nic sobie z zimy nie robili i hasali na całego. Fuks nawiązał znajomość z czarnym, kudłatym psem tylko trochę mniejszym od niego. Ładnie się przywitały, Fuks był przy tym bardzo powściągliwy (jak na niego) w okazywaniu sympatii, a po tym zgodnie się bawiły. Właścicielka nowego kolegi miała poważny kłopot z odłowieniem go, a ja byłam z Fuksa bardzo dumna, bo on bez problemu przychodził gdy wołałam (był na lince, ale cały czas rozwiniętej i nie trzeba było jej używać). Choć wygląda na to, że psy dobrze sobie radzą z zimnem, ja bym jednak wolała żeby już było trochę cieplej. No i wszystkie nasze trzy psy są gotowe do pójścia do domów i już są lepiej ułożone niż niejeden, który ma dom. A jeszcze wiele można je nauczyć, są bardzo chętne do nauki.
  19. Dzięki za piękne zdjęcia. To ze wspólnego spaceru (w 3 osoby i 3 psy) 4 stycznia. Dla tych, którzy psów nie rozpoznają: z dwóch owczarków wawerskich ten jaśniejszy i troszkę większy to Prezes, a ten bardziej beżowy pieszczoch to Fuks. Mały delikwent w czerwonej obróżce to Rysio. Widać, że spacer to dla nich wielka radość i myślę, że nic więcej nie trzeba pisać. [FONT=&quot]Podobny spacer (też w trzy psy), ale niestety krótki był jeszcze 7 stycznia. W tym tygodniu niestety nie było spaceru (tym razem to była siła wyższa). Może w przyszłym tygodniu będzie lepiej.[/FONT]
  20. Ostatnie wizyty przebiegają w zasadzie standardowo. I przed świętami i na ostatnich dwóch wizytach (w środę i dzisiaj) miałam wsparcie, najpierw Uli, potem zupełnie dla psów nowej Kasi , a dziś Julity, która u psów już raz była, ale wtedy nie spotkała się z Rysiem (poszła na spacer z Tosią, a ja w tym czasie przekonywałam Rysia do wyjścia za furtkę, skutecznie zresztą). Fuks i Prezes bardzo się cieszą z każdej nowej osoby i nie mają żadnego kłopotu z nowymi ludźmi. Rysio przy osobach całkiem nowych trochę się przypłaszcza gdy jest głaskany, ale sam przychodzi żeby go głaskać i szybko się z nowymi oswaja. Dalej nie lubi brania na ręce, ale to straszny pieszczoch, więc jak będzie już miał swoich ludzi na co dzień to powinien się szybko przyzwyczaić to bliskich kontaktów i pewnie to polubi. Na smyczy (właściwie na 3 metrowej lince) chodzi już bez żadnych problemów, nie ciągnie i nie szaleje tylko metodycznie obwąchuje i obsikuje okolicę. Rysio rzadko rozwija linkę do końca, nie ma potrzeby używać niczego dłuższego. Na dwóch poprzednich spacerach miał towarzystwo Strzałki (młodej suczki, niedużego mieszańca z haszczakiem, z którą mieszkał razem przez pewien czas – jak są dwie osoby to głupio wychodzić z jednym psem jak tam tyle ich siedzi w kojcach), ale spacer wychodzi mu tak samo dobrze z i bez towarzystwa. Dzisiaj z Julitą przetestowałyśmy reakcję Rysia na samochód. Nie był zainteresowany wsiadaniem, ale nie bał się otwartych drzwi i smakołyki wyjadał wchodząc do środka tylko przednimi łapkami. Dalej nie bardzo miał ochotę, więc zostawiłyśmy to na następny raz. Za to Fuks i Prezes w pełni wykorzystują całą długość linek (chyba z 7 metrów linki i jeszcze dopięta długa smycz). Ruch bardzo je cieszy i spacery z nimi to duże przyjemność. Wołane bardzo ładnie przychodzą i siadają w oczekiwaniu na smakołyki, a po chwili ganiają dalej. Czasem trochę szarpią, ale trudno od nich wymagać żeby pamiętały, jaka jest długość linki (myślę, że by się nauczyły gdyby wychodziły częściej). Ostatnio gdy spacery są przyzwoitej długości do domu wracają już spokojniej, a Prezes nawet przy nodze. Na ten rok to wszystko. Po ponad 8 miesiącach (ja jeżdżę do Konstancina od 20 kwietnia) z sześciu zostały nam trzy psy (w tym Rysio z widokami na dom), ale wszystkie już kontaktowe, smyczowe i samochodowe (Rysio prawie) i w ogóle gotowe do pójścia do domu. CZEKAJĄ. No i życzą wszystkim szczęśliwego Nowego Roku, dobrej zabawy sylwestrowej, dużo radości i pogody i grona ludzi, na których zawsze można liczyć. I ja się też przyłączam.
  21. Grudzień dla psów okazał się niezbyt obfity w wizyty, ale nie było tak żle jak to tu wygląda. Mam spore zaległości w relacjonowaniu tego, co się działo u psów. Po ostatnich radosnych doniesieniach to już mało ważne i trochę musztarda po objedzie, ale dla porządku zapiszę co jeszcze pamiętam. Byłam tam 3.12 (w sobotę) razem z Martą. Poszłyśmy na spacer z Fuksem i Rysiem, żeby Tosi nie zostawiać samej. Ostatnio, gdy została bez towarzystwa wyszła z kojca, chyba górą po siatce. Na spacerze Rysio powarkiwał na Fuksa, ale ten nie dał się sprowokować, był raczej zdziwiony, że ktoś może go tak niemiło potraktować. Po spacerze okazało się, że Tosia mino wszystko wyszła z kojca i również z posesji i p. Beata zastała ją na drodze. Na drugą turę zabrałyśmy więc Tosię i Prezesa. Po spacerze Prezes wrócił do kojca, a Tosię zabrałyśmy do Marty do domu na konfrontację z kotami. Podróż była bez żadnych problemów, Tosia była spokojna, leżał, albo wyglądała przez okno. Do domu wchodziła bardzo ostrożnie przystając na każdym piętrze, czasem nawet siadając na wycieraczce. W domu też było spokojnie. Jedna z młodych kotek trochę na nią fukała, druga ją zignorowała a najstarsza nawet podeszła obwąchać. Tosia na koty nie reagowała zupełnie, patrzyła na nie, raz powąchała tą podchodzącą, a poza tym nic. Ja po tym pojechałam do domu, ale wiem od Marty, że Tosi nie bardzo podobał się spacer po ciemku (była zaniepokojona i szczekała na cienie i na inne psy). Na noc wróciła do Konstancina i po drodze już była spokojna. Po tym miałam dłuższą przerwę w wizytach, ale wiem, że Tosia dalej wychodziła z kojca, mimo że został zamknięty również od góry (i właściwie stał się wolierą) i musiała trafić do klatki. Wiem też, że dziewczyny były w Konstancinie chyba 8 grudnia a w międzyczasie Tosia opanowała również wychodzenie z klatki (rozkładając ją przy okazji) i sytuacja z nią była naprawdę niewesoła. Na szczęście tydzień później pojechała do domu. Ja byłam znowu u psów wczoraj. Zostały nam już tylko 3, więc w końcu te półtorej godziny, które mam wystarcza na przyzwoite spacery z całą trójką. Z wszystkimi po kolei poszłam nad jeziorko. Był mróz, i na jeziorku był cienki lód. Psy jak zwykle chciały się napić i lód łamał się im pod łapami. W okolicy domu było parę psów luzem, ale nie podchodziły do nas i spacery z Prezesem i Rysiem były bez żadnych psich kontaktów. Z Fuksem natomiast mieliśmy małą przygodę. Bardzo uparcie chciał nas sprawdzić jakiś spory pies wielkości Fuksa, ale sporo od niego masywniejszy – typu buldog. Szedł kawałek za nami na sztywnych łapach, ze sztywno wyciągniętą do przodu głową i z bardzo podejrzliwą miną. Fuks był na długiej lince i jak zwykle na spacerze był zajęty okolicą. Gdy pies był dalej Fuks go ignorował, a gdy zaczął podchodzić bliżej wycofywał się. Z bliska pies zaczął trochę na nas powarkiwać. Weszłam między nich i odgoniłam go trochę, ale nie starczyło to na długo. Pies był „pański” i nawet gdzieś z daleka było słychać nawoływania i pogwizdywania, zapewne właściciela, ale on nic sobie z tego nie robił. Wyglądało na to, że koniecznie chciał sprawdzić, czy uda mu się przegonić Fuksa. Fuks wycofywał się póki miał gdzie. Gdy w końcu znalazł się między jeziorkiem i podchodzącym i powarkującym psem stanął do niego przodem, zjeżył się i gdy ten podszedł jeszcze bliżej też zawarczał. Przez chwilę stały tak i powarkiwały na siebie. Ja czułam się trochę nieswojo, ale nie chciałam się wtrącać na tym etapie konfrontacji. Na szczęście obcy pies po chwili przestał warczeć, odwrócił się i pognał w stronę skąd go wołano. Fuks był tym incydentem zdenerwowany i aż przyszedł na dłuższe pogłaskanie, co mu się na spacerach nie zdarza, ale szybko wrócił do swoich zwykłych zainteresowań. Wybieram się do psów jutro, ale nie wiem, czy przed świętami znajdę jeszcze czas na pisanie, więc już dziś życzę wszystkim, którzy trzymają za nas kciuki (może to zaczyna skutkować) Wesołych Świąt, oczywiście też od naszych psów.
  22. Dzisiaj udało się w końcu pojechać do Konstancina w dwie osoby. Owczarki wawerskie były bardzo zadowolone z nowego kontaktu. Poszliśmy na spacer we dwa psy, czyli z Fuksem i Prezesem. Prezes całkiem ładnie chodził przy nodze, mimo że pierwszy raz widział prowadzącą. Fuks jak zwykle był bardziej zainteresowany otoczeniem, niż tym co na drugim końcu smyczy, ale i on załapuje już, że nie zawsze można chodzić tam gdzie by się chciało. Poszliśmy na całkiem ładny spacer na pola na końcu ulicy. Potem Julita poszła na spacer z Tosią. Tosia była troszkę wystraszona, ale spacer odbył się bez problemów. Ja poszłam do Rysia. Rysio nadal jest w klatce, bo rozwalanie i przestawianie kojców nadal trwa. Wzięłam Rysia na linkę, bo podobno puszczony luzem nie daje się zamknąć do klatki. W taki sposób Rysio uznał, że wzięcie go na linkę jest tym lepszym wyjściem niż siedzenie w klatce i udało nam się wyjść na spacer za bramę. Na spacerze przeżyliśmy przejazd strasznej śmieciarki (i to tam i z powrotem) i samochodu. Ze spaceru Rysio był zadowolony, ale na podwórko i do klatki wrócił całkiem chętnie. Może ta sytuacja przekona go do spacerów. No i dalej cała nasz czwórka szuka chętnych do opieki choćby tymczasowej i do wizyt i spacerów. Nowi ludzie to dla psów duża frajda.
  23. Byłam dziś u psów, ale w Konstancinie jest teraz ciężko i psom i p. Beacie. Dzięki „życzliwemu” sąsiadowi zza płota trwa już od 2 tygodni rozbiórka kojców. Zostaną same płoty, bo lokalne władze molestowane przez sąsiada dopatrzyły się jakichś nieprawidłowości i nakazały rozbiórkę dachów i chyba też podłogi od kojców. Psy zostaną na zimę tylko w budach, bez wiaty, gdzie mogłyby się schować choćby przed deszczem. Na razie rozbiórka trwa, i część psów została przeniesiona do garażu, żeby zwolnić kojce. Psy są podenerwowane i to było widać na spacerze. Najmniej po Fuksie, bo on zwykle biega od płota, ale Prezes i Tosia też były wyraźnie bardziej rozbiegane niż zwykle. Ale do spotkanych psów nadal są usposobione sympatycznie i towarzysko. Rysio właśnie był w fazie pomieszkiwania w garażu, i choć są tam malutkie przejściowe kojce, to on siedzi w klatce, bo z kojca wychodzi górą (więcej w nim sprytu niż wzrost – jak oceniła Beata). Rysio też był trochę spięty, więc darowaliśmy sobie dziś zakładanie obroży i było tylko trochę wchodzenia na kolana, za to dużo pieszczot i smakołyków. Klatki Rysio nie lubi i po wypuszczeniu go jest kłopot z namówieniem, żeby wszedł z powrotem. Miejmy nadzieję, że ta przebudowa się szybko skończy, bo wszyscy tam są już nią bardzo zmęczeni. No i ciągle nie tracimy nadziei, że może znajdzie się dla któregoś jakaś spokojna przystań jeszcze przed zimą. Teraz bardzo by się bardzo przydała, choćby tymczasowa.
  24. Jeszcze jedna dobra wiadomość. W ostatnią sobotę dzwoniłam do opiekunki Bebi, nie mogłam się doczekać nowych wieści z ostatnich dwóch tygodni. Z tego, co się dowiedziałam wynika, że mała ładnie dochodzi do stanu normalnego psa. Nie potrzebuje już klatki ani transportówki, bo po mieszkaniu porusza się już bez obaw i wychodzi na spacery na szeleczkach. Dalej jest nieśmiała i trzyma się blisko opiekunki, ale zaprzyjaźniła się już z pieskiem z sąsiedztwa. Tak więc, na tym froncie wszystko ma się jak najlepiej.
  25. Dzisiaj psy też sprawowały się dobrze. Owczarki zaczynają załapywać, że bez siadania spokojnie do założenia obroży nie będzie spaceru. Na spacerach sprawują się dobrze i ładnie reagują na obce psy, i prawie nie reagują na ludzi i samochody. Rysio ma w kojcu nową koleżankę i chyba dobrze mu to zrobiło. Zakładanie obróżki idzie nam coraz lepiej, czyli szybkiej i z mniejszą ilością uników.Dziś założyłam mu ją chyba z 5 czy 6 razy.
×
×
  • Create New...