Norton powoli dochodzi do siebie- paracetamol działa. Norti ożywił się i widac, że łatwiej żyje. Tuli się, już spokojnie wychodzi na spacer, dalej wracając do domu przyśpiesza ale to chyba minie.Kot dalej się go boi i czasem jest agresywny (dziś zasłoniłem Nortiego nogą podczas jej ataku [nikt nie czemu tak wściekle zaatakowała, tego jeszcze nie było] i w nagrodę mam imponującą kolekcję szram i strupów bo kot 2-krotnie wczepił się w moją łydkę i nie chciał zleźc, ale co tam...) Co do weterynarza- to jeśli w jakiś sposób tego nie wytłumaczy (a w to wątpię)- weźmiemy go na warsztat.