Jump to content
Dogomania

an-na4

Members
  • Posts

    73
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by an-na4

  1. Witam! Piszę, bo jestem rozgoryczona i zła. Dlaczego? Przez pewien czas byłam dt dla Borysa - to ja ponoć wyadoptowałam go do garażu (tak twierdzi andzia69). Nagle w ostatnią niedzielę cudownie odnaleźli się własiciele Borysa / Nerona. Oczywiście ciesze się, że jest już w swoim domu, ale.... Z prawdopodobienstwem graniczącym z pewnością uważam, ze jego właściciele na jakiś czas podrzucili go pod opieke dogomaniaków i ludzi z labradorów, w czym co niektórzy im pomogli. Oto przynajmniej niektóre przesłanki na których opieram swoje przypuszczenia: Kashgood napisała "Dzisiaj na moje podwórko przybłąkał się piękny, czarny labrador. Jest młody, weterynarz określił go na rok-1,5. Nie ma chpia. Już jakieś kobiety dzwoniły po schron żeby nie pozarażał ich dzieci . Nie wykazuje on żadnej agresji w stosunku do psów/kotów i dzieci, właściwie to do nikogo. Nie znacie może kogos komu zaginął taki labek? itd" Na moje pytanie na pv czy jest jakakolweik szansa na odnalezienie domu Borysa, jak został odnaleziony, w czym był odpisała mi - to nie ja go znalazłam. To kto go znalazł, na żadnym z forów nie znalazłam historii jego znalezienia, szczegółó poszukiwań. itp. Choć mówiłam Fridaoo / asiek 72, ze psiak boi się windy i klatki schodowej wiec raczej nie mieszkał w bloku, a raczej mieszkał w domku Malików wydaje się w takiej sytuacji oczywisty do sprawdzenia. W czasie kiedy u mnie był ani andzia 69, ani Fridaoo / asiek 72 nie interesowały się nim - nie było maili, telefonów, czy sms-ów zaintersowały sie dopiero kiedy w ostatni czwartek napisałam, że jest w nowym domu i podpisana została umowa tymczasowa.Wtedy dopierop się zaczęło - oszczerstwa, wycieczki personalne (np. dot. mojej samotnmości - nikt oczywiście nie zainteresował się tym dlaczego jestem samotna, może właśnie starciłam męża i dziecko w wypadku? Ważne nie były fakty, ich weryfikacja, np. wizyta kontrolna, zadanie pytania, ważne było tylko by poniżyć... I nagle w CUDOWNY sposób w niedzielę (?) odnajdują sie właściciele. Podobno Pani sama wychowuje 2 małych dzieci, a mąż pracuje za granicą. Podobno Pani głównie interesuje sie tym, czy dom w którym Borys jest obecnie jest dobrym domem, bo może by go nie odbierała? Dlaczego kiedy prosiłam Fridaoo / asiek 72 o zrobienie wizyty przedadopcyjnej w Końskich i w Kielcach to ona nie mogła - może po prostu wiedziała, ze nie ma takiej potrzeby, bo psiak ma dom, a teraz chodzi głównie o małą przerwę wakacyjną dla właścicieli? Dlaczego psiak w ciągu tygodnia od jego "znalezienia" - do czasu trafienia do mnie nie był odrobaczony, itp. Przecież im wczesniej wykona się pewne czynności, tym szybciej psiak ma szansę na adopcję, a chyba o to chodzi by znajdowac im domy? Teraz rozumiem dlaczego andzia 69 i Fridaoo / asiek 72 zaczęły mnie i agasz zaczęły obrzucac takim błotem - czyżby najlepsza obrona była atak? Co mnie jeszcze dziwi - w czwartek andzia69 nie miała problemu ze zmiana nazwy wątku Borysa na dogomanii (obelżywy w stosunku do mnie), a teraz piszę że nie może tego zrobić - cóż się zmieniło? Czuję się OSZUKANA i wykorzystana. Dodam, że jest mi strasznie głupio i wstyd przed rodziną do której trafił ode mnie Borys, bo zrobiła to z dobrego serca, miała czyste intencje. "Niestety" syn właścicieli przeczytał fora i wie co o nich niektórzy wypisywali NIE ZNAJĄC ICH. NIKT NIE POFATYGOWAŁ SIĘ BY SPRAWDZIĆ, NIKT NIE POFATYGOWAŁ SIĘ BY ZAPYTAĆ. Borys faktycznie miał legowisko w garażu, który jest częścią domu, z którego do domu jest przejście. Tylko odpwiedzcie sobie, czy wszystkie Wasze psych za jedyne legowisko mają Wasze łóżka? Psiak zaglądał do domu, ale na razie nie chcial w nim bywać, po prostu fajniej bylo w ogrodzie z ON-ką. Chłopak biegał z nim, jeździł na rowerze, uczył sztuczek. Ale nikt o nic nie pytał, wydawał jedynie kategoryczne opinie. Szczerze mówiąc to zazdroszcze braku wątpliwości. Jeśłi byłam hotelem dla właścicieli chcących odpocząć od Borysa to poroszę zapłatę za dobę hotelową i o zwrot kosztów - malowanie przedpokoju, benzyna za wizyty kontrolne w Końskich i Rakowie, rozmowy telefoniczne, itp. Wszyscy moi znajomi byli zaangażowani w pomoc Borysowi, a teraz co mam im powidzieć, że ktoś ich wykorzystał? Chciałabym tylko nadmienic, że przede mna Borys był na tymczasie w podkieleckiej miejscowości, gdzie nie mieszkał w domu (nie wiem gdzie, ale Pani mówiła że wieczorem / nocą szczekał pod oknami) współnie z bernardynką i dużym mieszańce.... hmmm i jak ma sie to do tych głosów świętego oburzenia? W głowie mi huczy od argumentów potwierdzającym moje wątpliwości, ale niech starczy to co napisałam.
  2. Witam! Piszę, bo jestem rozgoryczona i zła. Dlaczego? Przez pewien czas byłam dt dla Borysa - to ja ponoć wyadoptowałam go do garażu (tak twierdzi andzia69). Nagle w ostatnią niedzielę cudownie odnaleźli się własiciele Borysa / Nerona. Oczywiście ciesze się, że jest już w swoim domu, ale.... Z prawdopodobienstwem graniczącym z pewnością uważam, ze jego właściciele na jakiś czas podrzucili go pod opieke dogomaniaków i ludzi z labradorów, w czym co niektórzy im pomogli. Oto przynajmniej niektóre przesłanki na których opieram swoje przypuszczenia: Kashgood napisała "Dzisiaj na moje podwórko przybłąkał się piękny, czarny labrador. Jest młody, weterynarz określił go na rok-1,5. Nie ma chpia. Już jakieś kobiety dzwoniły po schron żeby nie pozarażał ich dzieci . Nie wykazuje on żadnej agresji w stosunku do psów/kotów i dzieci, właściwie to do nikogo. Nie znacie może kogos komu zaginął taki labek? itd" Na moje pytanie na pv czy jest jakakolweik szansa na odnalezienie domu Borysa, jak został odnaleziony, w czym był odpisała mi - to nie ja go znalazłam. To kto go znalazł, na żadnym z forów nie znalazłam historii jego znalezienia, szczegółó poszukiwań. itp. Choć mówiłam Fridaoo / asiek 72, ze psiak boi się windy i klatki schodowej wiec raczej nie mieszkał w bloku, a raczej mieszkał w domku Malików wydaje się w takiej sytuacji oczywisty do sprawdzenia. W czasie kiedy u mnie był ani andzia 69, ani Fridaoo / asiek 72 nie interesowały się nim - nie było maili, telefonów, czy sms-ów zaintersowały sie dopiero kiedy w ostatni czwartek napisałam, że jest w nowym domu i podpisana została umowa tymczasowa.Wtedy dopierop się zaczęło - oszczerstwa, wycieczki personalne (np. dot. mojej samotnmości - nikt oczywiście nie zainteresował się tym dlaczego jestem samotna, może właśnie starciłam męża i dziecko w wypadku? Ważne nie były fakty, ich weryfikacja, np. wizyta kontrolna, zadanie pytania, ważne było tylko by poniżyć... I nagle w CUDOWNY sposób w niedzielę (?) odnajdują sie właściciele. Podobno Pani sama wychowuje 2 małych dzieci, a mąż pracuje za granicą. Podobno Pani głównie interesuje sie tym, czy dom w którym Borys jest obecnie jest dobrym domem, bo może by go nie odbierała? Dlaczego kiedy prosiłam Fridaoo / asiek 72 o zrobienie wizyty przedadopcyjnej w Końskich i w Kielcach to ona nie mogła - może po prostu wiedziała, ze nie ma takiej potrzeby, bo psiak ma dom, a teraz chodzi głównie o małą przerwę wakacyjną dla właścicieli? Dlaczego psiak w ciągu tygodnia od jego "znalezienia" - do czasu trafienia do mnie nie był odrobaczony, itp. Przecież im wczesniej wykona się pewne czynności, tym szybciej psiak ma szansę na adopcję, a chyba o to chodzi by znajdowac im domy? Teraz rozumiem dlaczego andzia 69 i Fridaoo / asiek 72 zaczęły mnie i agasz zaczęły obrzucac takim błotem - czyżby najlepsza obrona była atak? Co mnie jeszcze dziwi - w czwartek andzia69 nie miała problemu ze zmiana nazwy wątku Borysa na dogomanii (obelżywy w stosunku do mnie), a teraz piszę że nie może tego zrobić - cóż się zmieniło? Czuję się OSZUKANA i wykorzystana. Dodam, że jest mi strasznie głupio i wstyd przed rodziną do której trafił ode mnie Borys, bo zrobiła to z dobrego serca, miała czyste intencje. "Niestety" syn właścicieli przeczytał fora i wie co o nich niektórzy wypisywali NIE ZNAJĄC ICH. NIKT NIE POFATYGOWAŁ SIĘ BY SPRAWDZIĆ, NIKT NIE POFATYGOWAŁ SIĘ BY ZAPYTAĆ. Borys faktycznie miał legowisko w garażu, który jest częścią domu, z którego do domu jest przejście. Tylko odpwiedzcie sobie, czy wszystkie Wasze psych za jedyne legowisko mają Wasze łóżka? Psiak zaglądał do domu, ale na razie nie chcial w nim bywać, po prostu fajniej bylo w ogrodzie z ON-ką. Chłopak biegał z nim, jeździł na rowerze, uczył sztuczek. Ale nikt o nic nie pytał, wydawał jedynie kategoryczne opinie. Szczerze mówiąc to zazdroszcze braku wątpliwości. Jeśłi byłam hotelem dla właścicieli chcących odpocząć od Borysa to poroszę zapłatę za dobę hotelową i o zwrot kosztów - malowanie przedpokoju, benzyna za wizyty kontrolne w Końskich i Rakowie, rozmowy telefoniczne, itp. Wszyscy moi znajomi byli zaangażowani w pomoc Borysowi, a teraz co mam im powidzieć, że ktoś ich wykorzystał? Chciałabym tylko nadmienic, że przede mna Borys był na tymczasie w podkieleckiej miejscowości, gdzie nie mieszkał w domu (nie wiem gdzie, ale Pani mówiła że wieczorem / nocą szczekał pod oknami) współnie z bernardynką i dużym mieszańce.... hmmm i jak ma sie to do tych głosów świętego oburzenia? W głowie mi huczy od argumentów potwierdzającym moje wątpliwości, ale niech starczy to co napisałam.
  3. No cóż ja mogę dodać - łatwo kogoś oskarżać, mieszać z błotem szkoda ża przedtem nikt nie zadał sobie trudu i nie zapytal, nie sprawdził.... Cóż jeszcze - jest mi zwyczajnie i po ludzku przykro, poza czasem i wysiłkiem oddałam Borysowi część swojego serca i nie pozwoliłabym by ktoś go skrzywdził. Ma teraz swoją rodzinę, która o swojej suni mówi "to członek naszej rodziny" i nie mam podstaw przypuszczać by Borysa traktowali inaczej. Jestesmy umówieni z agasz na wizyty u Borysa i wspólne spacery, bo przecież pozostał w Kielcach, a nie z innych powodów wcześniej przez andzię 69 i aiek72 sugerowane
  4. Borys od środy wieczorem jest juz w nowym domku w Kielcach. Podpisana została umowa tymczasowej adopcji - jeśli nowi właściciele przeprowadzą kastrację to zostanie z nimi podpisanan umowa adopcyjna. Jest w domku z ogródkiem. 18-letni syn właścicieli biega po pobliskim lesie / parku i będzie mu towarzyszył. Pani chodziła z kijkami treakingowymi, no a teraz będzie chodziła z Borysem. Zdjęcia później, o jeszcze nie umiem ich wstawiać.
  5. Wizytę przedadopcyjną pod Końskimi zrobilam z agasz z dogomanii - domek niestety odpada. Za to Borys jest coraz fajniejszy. Dzisiaj wieczorem bawił się z innymi psami z taką psią radością z życia Poza tym jest genetelmenem - grzecznie czeka aż jaga skonczy jeść dopiero potem sam konsumuje
  6. Pan chciał się spotkać wczoraj i czekal, a dziś ma pogrzeb w rodzinie - więc sadzę, że o tym fakcie powiedział wcześniej, a nie dziś o 14-ej. Dlatego nie odbiera telefonów, bo na pogrzebie raczej trudno - ja sama teraz głupio się czuję nagabując go sms-ami
  7. Mam pomysł / prośbę :roll: Znajoma agasz też była zainteresowana adopcją Borysa - może można byłoby i u niej zrobić wizytę przedadopcyjną. Nawet jeśliby Borys poszedł do tego domku pod Końskimi to może ta rodzina mogłaby zaopiekować się innym psiakiem w potrzebie. Mieszka w Kielcach, w domku przy ul. Ściegiennego na 500 metrowej działce, z lasem za płotem. Obecnie mają 12-letnią ON-kę, która od roku choruje na raka, jest po operacji. Myślę, że więcej informacji ma agasz z naszego forum.
  8. [INDENT]Czy jest ktoś kto pilnie mógłby zrobić wizytę przedadopcyjną dla Borysa w Końskich? Chlopak ma szansę na DS (mlode małżeństwo z domkiem). Mogą wziąć Borysa od zaraz. W rozmowie telefonicznej wydają się być OK. Może dałoby się w umowie przedadopcyjnej zawarunkować kastrację i sprawdzić to w wizycie poadopcyjnej? Źle się czuję myśląc o tym, że Borys będzie narażony na kolejna zmianę i to nie do DS tylko na kolejny tymczas (prawdopodobnie hotel). [/INDENT]
  9. Czy jest ktoś kto pilnie mógłby zrobić wizytę przedadopccyjną dla Borysa w Końskich?:razz:
  10. Pojawiła się szansa na DS. przekazałam tej osobie numer telefonu do osobyodpowiedzialnej z labradorów. Trzymam kciuki, by był to dobry "ludź" dla Borysa:multi:
  11. Nie mam takowego, a zamknięcie go w małej łazience wydaje mi się nie najlepszym rozwiązaniem. Zabawa z butelka trwa tylko chwilę - 2 rzuty i traci zainteresowanie. Rozumiem też, ze dla niego to ogromny stres - stracił dom, błąkał się, a ja jestem jego kolejnym domem. Widze też, ze mnie pilnuje, chyba boi się kolejnej straty. Wmi się, że najlepszym rozwiazaniem jest jak najszybciej znaleźć dla niego nową rodzinę. Miejsce i ludzi którzy będą "jego". Ludzi spędzających czas aktywnie, w czym mógłby towarzyszyc im Borys. To madry pies i ma potencjał. Potrzebuje tylko swoich "ludziów", ktorzy umiejętnie wskażą mu jego miejsce w nowym stadzie i nie pozwolą mu dominować...
  12. Rozwala mnie :nie: sytuacja, taka którą mogę zobrazować tak - wracamy ze spaceru, moja Jaga na klkatce schodowej idzie za mną, potem idzie jeszcze wolniej, potem "przyziemia" i cała jest jednym wilekim strachem. Sunia boi się wejść do domu, bo boi się, że on znowu będzie jej "dokuczał". Próbowała mu się odszczeknąć, ale on na to nie zwraca uwagi i probuje nadal, wykorzystuje każada chwilę mojej nieuwagi, a co sie dzieje podczas mojej nieobecności - wolę nie wiedzieć, ale po powrocie do domu znajduję sunie wciśnieta w kąt, tak by miał jak najmniejsze mozliwości jej dopadnięcia :cry: :cry:
  13. Ja go właśnie na takiej długiej smyczy wyprowadzama (połączyłam dwie długie smycze). Puszczam go luzem w takim zakątku parku, gdzie nikt się nie kręci, by mógl sobie pobiegać, a ja mogę go dzięki jej dlugości złapać, ale mam wrażenie że on nie wie jak może się bawić czy to sam, czy to z innymi psami. Problem polega na tym, że on nie umie sie bawić, tzn. byc może jeszcze nie odkryłam co go kreci - rzucam mu patyki, puste plastikowe butelki, ale on za nimi nie chce biegac (nie aportuje). Podobnie jest z piłką (nawet taka piszczącą). Dawałam mu w domu kość sznurkową, innne zabwaki i i nic. Nawet nie umie się bawić w przeciąganie:crazyeye::shake: Nie interesują go żadne psie gryzaki (kości wapnowane, uszy, itp.). Na wieczornym spacerze usiłował zdominować/ zmolestować mlodą rotkę, ale ta dała mu radę i nie pozwoliła się zdominować - trochę się poprzepychały, ale i przy okazji pobiegały (bo oczywiście usilował i nie tak łatwo z tego rezygnuje:diabloti:
  14. To niestety jest bardzo kłopotliwe - sunia jest zmęczona ciągłymi atakami napalonego nastolatka :shake::angryy: Kicie też są tą sytuacją zestresowane, ponieważ nawet po powrocie ze spaceru jest naładowane energią :crazyeye::cool3:
  15. Wróciliśmy - Borys zostal obejrzany, został odrobaczony, dostał "wcierkę". Waży 37 kg. Za tydzień idziemy na szczepienia. Na kastrację jesteśmy umówieni 3 wrzesnia o godz. 10.30. Wszystko u doktora Łukasza Steinhoffa. Nadal zachowuje się jak napalony nastolatek. Generalnie to wulkan energii, ktory nie odstępuje mnie na krok (co bywa kłopotliwe na moich 36 m2). U veta byliśmy z agasz i jej Maksem - chlopaki niestety pokłóciły się o suchą karmę i doszło do ostrej pyskówki :ups:
  16. Z pracy do domu wracałam z "duszą na ramieniu" - jednak ku mojemu zdziwueniu żadnych strat, ani w członkach stada (mimo iz jedna z kitek nadal się ukrywa), ani w mieniu (mieszknie całe). Troszkę posczekał, ale potem koleżanka podsłuchiwała pod drzwiami i była cisza. Na południowym spacerze OK, choć nadal molestuje Jagę. Idziemy do veta.
  17. Jesteśmy po wieczornym spacerku - dodatkowo przyszła koleżanka z Bonitą shi - tzu. No cóż facet gustuje w małych kobitkach - tak go rozochociła :ups: że potem molestowal Jagę, która generalnie "kazała mu spadać" nieco zaskoczona jego karesami :D z Na parkowych alejkach co chwila słyszę "jaki śliczny pies", "ma sierść jak aksamit" - no po prostu robi furorę.....
  18. Noc minęła spokojnie. Borys spał na kafelkach, a potem na dywanie - na razie legowisko zlekceważył. Poranny i południowy spacer OK. Borys idzie grzecznie na smyczy, nie ciągnie, umie chodzić na luźnej smyczy. Boi się jedynie wchodzenia po schodach, windy, ale tu Jaqa daje mu przykład. Generalnie szuka kontaktu ze mną i z Jagą, chce byśmy się z nim bawili - patrzy się jakby mówił "no zróbmy coś, zróbmy...". Nie umie się bawić zabawkami, próbowałam kość sznurkową, piłeczkę. Zobaczymy co będzie dalej. Z przysmaków kość wapnowaną zlekceważył, suszone przełyki zjadł. Budzi zainteresowanie znajomych, są nawet tacy co chcieliby go adoptować...
  19. Wróciliśmy ze spaceru. Bylismy dużą sforą, tzn. ja z Borysem i Jagą koleżanka z Dogomanii agasz z cocker spanielem Maksem i adaptowaną malutką sunią Zuzą. Spotkaliśmy tez znajomą goldenkę Emę i znajomego Atosa. Borys jest pozytywnie nastawiony do ludzi - wita ich radośnie, chce być głaskany, itp. Inne psy też wita radośnie, chce się bawić, nie przejawia wobec żadnego z nich agresji. Usiłował biegać za Zuzką, ale ta biegała, ale i go obszczekiwała a on nic na to. Atos jest starszym psem - nawarczał na niego a ten lekko mu się odszczeknął, ale nic więcej - żadnego warczenia, czy też innej agresji. Ema usiłowała go molestować seksualnie.... Na smyczy nieco ciagmie, ale bez przesady.... Ludzi wita radośnie i z entuzjazmem, tzn. usiluje na nich skakać, ale po zwróceniu uwagi latwo rezygnuje z takiego zachowania i wydaje się że to zachowanie łatwo będzie skorygować. W domu mnie nie odstępuje, chodzi za mną, liże mnie i dopomina się o pieszczoty.... No.... to na razie tyle.....
  20. Samochodem widać, że jeździł wcześniej, bo wsiadł chętnie, a potem podziwial widoki za oknem (cała szyba uśliniona...). Woli jednak fotel obok kierowcy, a nie tylna kanapę, więc moja Jaga musiała ustąpic mu miejsca... Jeden kot nadal się ukrywa, a drugi go okrzyczał, ale chyba dlatego że Borys próbował wyjeść karmę z kocich misek. Generalnie chłopak jest "żerty" - natychmiast opróżnił miskę i to z takim entuzjazme, że nie wiedziałam czy te odgłosy to odgłosy jedzenia (miska "strzelała"), czy też demoluje łazienkę. Próbowałam zająć go zabawką, ale nie bardzo wiedział co z nią robić. Po wejściu do mieskzania obwąchał je całe, a teraz leży na środku pokoju. Zobaczymy co będzie na spacerze. Zdam relację po powrocie.
  21. Borys, bo tak go nazwałysmy jest już ze mną. Chłopak jest kontaktowy i zna podtsawowe komendy (siad, leżeć). Z moja Jaga na razie sie dogadują, ale zobaczymy co będzie dalej...
  22. Jedziemy do niego w sobotę. Zobaczymy jak sie sytuacja rozwinie. Mam nadzieję, że będzie móg zostać u mnie i dogada sie z moimi zwierzakami.
  23. Nie. Nigdy nie pomagałam w ten sposób psu. Mam jednak własnego psa, sunię Jagę i trochę doświadczenia z psami
  24. Gdyby był potrzebny DT, to może ja mogłabym jakoś....:roll:
×
×
  • Create New...