1) Wieczor. Ogladam telewizje. Zwykle Łaciata lezy obok mnie ale kątem oka widzę,ze siedzi w przedpokoju z nochalem zwroconym w stronę kuchni. Wołam ją, ona nie reaguje. Popatrzyła tylko na mnie i siedzi dalej. Ide do kuchni i nic nie widze. Siadam i ją wołam, ona nic. Uszy czujne, nochal w stronę kuchni, skupione psie spojrzenie. Wstaję i idę do kuchni. Nic nie widzę ale pies mnie obserwuje. Pytam się -Gina ,o co chodzi? -a ona podbiega do kuchenki gazowej. Nie dokręciłam kurka z gazu..
2) Wieczor. 19.30. Pies spi. Nagle zrywa się z posłania i zaczyna biegać od drzwi do pokoju,z pokoju do drzwi, na balkon znowu do drzwi.Zaczyna skamleć,widzę ,ze jest przerażona. Cały czas biega,zaczyna wyć. Uświadamiam sobie ,że nie wrócił jeszcze moj syn. Panika psa zaczyna mi się jakby udzielać. Uspokajam psa ale bardziej uspokajam tym siebie. Nie ma mojego dziecka a powinnno już być. No i ten pies...Za chwile telefon z policji. Syn pobity,okradziony,jest na komisariacie..
Przykład nr.1 Całkowicie do wytłumaczenia. Obcy zapach zaniepokoił psa. Łaciata jak mogła tak mi pokazała ,że coś jest nie tak.
Przykład nr.2 Niewytłumaczalny dla mnie bo Gina nigdy wczesniej ani nigdy pozniej tak się nie zachowywała.Może właśnie telepatycznie ,w innej przestrzeni poczuła strach i ból mojego dziecka.
Kocham mojego psa bardzo. Za jej nos,za brązowe oczy i jej mądre spojrzenie.Nawet kocham ją za każdy milimetr jej łaciatego sierściucha liniejącego cały rok i kocham ją za jej białe włosy na moich ciemnych ciuchach, czarne włosy na białych ciuchach i tricolorowe włosy na wszystkich ciuchach.:multi:Teraz konczy 10 lat i widze ,że się starzeje. Ma 3 guzy, siweją jej uszka i już sie boję tego dnia kiedy będę musiała zadecydować o jej życiu i śmierci, choć modle się o to by odeszła jak najpóżniej ze starości na moich rękach. Na pewno jej wtedy powiem,choć nie zrozumie moich słow ale zrozumie moje myśli ,że przezyłam przy niej piękne chwile i dziękuję jej za każdą z nich i ze do konca moich dni będzie w moim sercu. Jest i będzie psem mojego życia.