Witajcie,
potrzebuję wsparcia.
Od tygodnia jest z naszą rodziną (rodzice plus 10latka) prawie 3 miesięczny pudel miniaturowy samiec.
Pies jest kochany.
W domu cudowny.
Ma klatkę kennelową i dobrze z nią współpracujemy.
Nie niszczy mebli ani żadnych przedmiotów , od 2 doby u nas wychodzi za potrzebą na dwór - póki co zawsze jest z nim ktoś w domu. W nocy często trzyma aż do 5 rano, czasem zdarza mu się siusiu, ale wyłącznie na matę treningową.
Grzecznie leży, gdy my jemy. Nie żebrze za jedzeniem. Ładnie je swoje karmy itp. Chętniej od jedzenia z miski woli zabawki węchowe - ma kilka rozmaitych i wybiera je zamiast miski.
Bez większego skomplrnia itp zostaje sam w pokoju i czeka na kogoś z nas. Nie budzi nikogo w nocy, nie zaczepia. Nie wskakuje na łóżko.
Ogromna z niego przytulanka. Nawet swoje gryzaki (bardzo je lubi) często wciąga na kolana człowieka, gdy siedzimy na podłodze i gryzie gryzaki będąc na człowieku.
W domu nie skacze na nikogo, nie gryzie nikogo - no jest cudowny.
W domu ładnie trenuje chodzenie, siad, leżeć oraz "zostaw" z karmą w dłoni - zamykamy i mówimy zostaw - nagradzamy, gdy nad sobą zapanuje.
Problem pojawia się, gdy wychodzimy z nim na zewnątrz - mamy swój ogród. Czeka na ostatnie szczepienie i wówczas zaczniemy wychodzić poza ogród. Teraz tylko w ogrodzie. Kupiliśmy zabawki do gryzienia i szarpania osobno na dwór i staramy się aktywnie spędzać z nim czas na zewnątrz, w domu trenujemy bardziej intelektualnie.
No i na zewnątrz załatwia potrzebę, trochę węszy, chwilę bawi się zabawkami, ale szybko się rozkojarza i nadmiernie angażuje się w atakowanie butów i dolnej części kurtki - zazwyczaj córki. Nawet zabawką czy smaczkiem nie można go odwołać.
Dziwi mnie zmiana w nim poza domem, bo to bardzo dobry i czuły piesek. Nie chciałabym go zbyt karać itp. Myślę, że nie rozumiem czynnika, który go do tego prowokuje.
Więc proszę o radę, co z tym mogę próbować robić.