pies nam się chyba zagrzał, bo strasznie dyszała, piła hektolitrami wodę i natychmiast ją wysikiwała, nie mogła sobie znalezc miejsca. Nie mogłyśmy mieć ciągle otwartego balkonu, bo kotki by nam zamarzły. Zgłosiłysmy to Robertwi i zastanawiamy sie razem co dalej czynić, ale Robert powiedział, że może bedzie miała domek z ogrodem-jutro się okaże. Naszym zdaniem wtak ciepłym mieszkaniu ona bardzo sie męczy, bo przecież zawsze mieszkała na dworze. może się uda załatwić ten domek,może nasz tymczas przyniesie jej szczęscie