Eee, chyba już jest za późno... Z resztą pozwoliłam sobie chwilę wcześniej obstrzyc Świniaka i raczej mi to ładnie nie wyszło.
Powiem Wam szczerze, że Świń mimo wszystko zostawił po sobie większość dobrych wspomnień. W dom mamy się przepięknie wkomponowała. To był ostatecznie bardzo miły i przytulaśny piesek... Bardzo szkoda, że nie miała szczęścia w życiu od początku. Pewnie nie byłaby ślepa i pewnie te jej wszystkie zaburzenia neurologiczne byłyby lepiej diagnozowane i może pożyłaby dłużej. U mamy niestety nie była jedynaczką, wokół której kręcił się świat. No i niestety nie było kasy na skomplikowane operacje, które i tak nie dawały większych nadziei. Ale w mojej ocenie ostatecznie Świniuch była ze swego życia całkiem zadowolona. Wytulona, wygłaskana, nakarmiona... no i chyba się wreszcie czuła gdzieś bezpiecznie.