Pewnie ten wątek powinien być na "pogryzieniu" ale nie chcę tam zostać zlinczowana. Mam pieska schroniskowego od 6 lat, dwa tygodnie po tym jak go nam przywieźli zaczęły się problemy. Problem z wyjściem na klatke, którą traktuje jak przedłużenie mieszkania, behawioryści, ćwiczenia, szkolenia, ćwiczenia z nią. Jednak nie mamy tu sąsiadów współpracujących nie ma tego jak ćwiczyć z nikim. Mieszkamy na 1 piętrze, więc gdy z nią wychodzę oczywiście zawsze w kagańcu i na smyczy, patrzę ile ludzi porusza się po klatce, czy jest to ktoś kogo ona lubi czy nie itd.. to samo w drodze powrotnej, tak by nikt nie miał pretensji ani się nie bał, bo czasem szczeka dość agresywnie. Pies nie został uznany za agresywnego, jedynie lękowy i do tego broniący terenu.
ale do rzeczy, po 6 latach uważania na nią, zachowywania wszelkich środków ostrożności, co też nas dużo kosztuje, zwłaszcza to czekanie aż ruch na klatce minie, i to samo z powrotem, na spacerach chodzi ładnie, pieski uwielbia, gorzej z ludźmi, jak kogoś pozna i zaufa to kocha na zabój.. no i w zeszłym tygodniu niestety wydostała się przez źle zabezpieczone (nie widzielismy drzwi, ani zajścia calej sytuacji) wybiegła na korytarz i ukąsiła lekko kogoś w nogę. Pomimo załagodzenia sytuacji, zapytań czy ma ta osoba jak, pojechać do lekarza -miała auto- chciała sama, zdezynfekowanie rany i przyniesienia apteczki, okazania książeczki szczepień, i numeru telefonu i pozostania z nimi w kontakcie, zapytan co u lekarza i jaie dalsze kroki..i zapewnień, że zwrócimy kasę za wszystko, oni zgłosili nas na policje. Nasz pies wbił jej 3 zęby na 4 mm.. mamy obserwacje weterynaryjną, mamy się stawić na komendzie po obserwacji z wydanym zaświadczeniem, ale boję się co dalej. Z tymi ludźmi myślę cieżko będzie się dogadać, bo babka wydawala się że nie chcę zaogniać sytuacji, do tego twierdzila,że widziala,ze te drzwi są otwarte, ale ich nie zamknęła bo nie jest u siebie w bloku- bo w odwiedzinach i nie będzie się rządzić- ale mogła zapobiec tej tragedii.. no ale wiadomo moja wina....
do tego cały blok już wie, choć nie widzieli zdarzenia, myślą, że ugryzła jak z nią wychodziłam, a wtedy pilnuje wszystkich środków ostrożności. Rodzina tej kobiety hapniętej jej teście mieszkają u nas w bloku i teraz jest sensacja.. wczoraj szli zaczepili sąsiada ktory nie zna szczegółów i im opowiedzieli że stąd wybiegł pies.. inni sąsiedzi dziwnie się na mnie patrzą.. źle się z tym czuję. Jakby była agresywna to by jej odgryzła nogę, to było ostrzeżenie.. ogólnie to 3 osoby nagle stały przed drzwiami, a ona chwile szczekała nim wybiegla, co nie wzbudziło naszych podejrzeń, bo ona czasem szczeka jak ludzie łażą po klatce, nie wiedzielismy że drzwi są uchylone, one jak są zamkniee czy uchylone to i tak słyszy się wszystko co na klatce.. ...
wstydzę się nawet całej sytuacji, przepłąkałam 3 dni, nie myśle o niczym innym i boję się jak to się zakonczy..a do tego lincz ze strony sąsiadów, których nie interesuje że przez 6 lat zachowywałam wszelkie środki ostrożności ale raz .. stało się to.. a ona już od samego poczatku była naznaczona bo ze schroniska...
nie wiem czego mogę się spodziewać..policjant nawet był zaskoczony, że sprawa trafila na policje mimo, że chcielismy polubownie to jakoś załatwić bo nie wielkie ugryzienie itd..
bardzo źle się czuję z tą sytuacją... ludzie cię od razu przekreślają po czymś takim. A teście tej kobiety bedą teraz robić czarny marketing nam i naszemu psu..
już nawet myślałam by napisac jakieś oświadczenie w związku zaistniają sytuacją i powiesić je na klatce..ale nie wiem ile osób wie o tym zdarzeniu...