Witam
Jest to moj pierwszy post na dogomanii, napewno nie ostatni:). Czytam dogomanie od momentu kiedy postanowiłam miec pieska.
Szczeze mowiac nie wiem od czego mam zaczac ale napewo od tego aby ustrzec osoby przed kupowaniem pieskow z podejzanych hodowli, od podejzanych sprzedawcow i bez rodowodu a co najwazniejsze ksiazeczki zdrowia. Wiem wiem ze piszecie o tym juz od dawna, ale ja bede kolejna osoba ktora jeszcze raz to napisze i udowodni ze mieliscie racje -stety albo niestety:/
Pieska kupilam okolo 2 tygodni temu jest to mieszanka yorka z chihuahuou.
Piesek miał 2,5 miesiaca - niestety serce wzieło gore nad rozsadkiem poniewaz wiedziałam ze robie blad kupujac pieska bez rodowodu i ksiazeczki ( jedynie po odrobaczeniu) ale kiedy zobaczylam tego szkraba sie zakochalam i nie bylo juz nic innego istotnego. Nie musze juz dodawac jak mila byla dziewczyna ktora go sprzedawala. Zapewniajac ze jest zdrowy poza tym lopiezem. Nie moglam zobaczyc rodzicow pieska poniewaz ona byla perwszym kupca ale musiala odsprzedac jednak pieska.( dluga historia)
Kiedy go mialam juz w domku odrazu pojechalam z nim do weta zeby sprawdzic czy wszystko ok poniewaz piesek zacza wymiotowac i robic rzadkie kupki. ( myslalam ze to z powodow nowego otoczenia i z nerwow) Nie znam sie na pieskach ale juz na pierwszy rzut oka okazalo sie ze ma najprawdopodobniej zapalenie spojowek. Wet przyznal racje aczkolwiek nie to bylo najgorsze- okazalo sie ze piesek ma parwowiroze:(.
Nie zycze najgorszemu wrogowi zeby cos takiego przeszedl ( ani dla pieska ani dla wlascieciela). Walka o pieska trwala okolo 4-5 dni. Codzinnie z rana antybiotyki i inne zastrzyki plus do tego 3 razy dziennie kroplowka. Po 3 dniu juz zwatpilam ze piesek wyzdrowieje:( Wił sie i strasznie piszczał, nie chciałam juz mu przedłuzac cierpienia, ale wet powiedział ze walczy o swoje zycie i zebym mu dala wyzdrowiec mimo jego wielkiego cierpienia. Kolejne noce cale niedospane i kursowanie 3 razy dziennie do weterynarza. 5 dnia piesek juz wydobrzal , zaczal pic , niewymiotował krwia. Byłam strasznie zadowolona.
Myslalam ze to juz koniec:(. Piesek wydobrzal kilka dni i wet zdecydował ze mozna robic pierwsze szczepienie. Piesek nie byl myty ciagle sie drapal, ale przez parwowiroze nie moglam go wykapac, tak samo pozniej wet odradzal po szczepieniu. Lulu ciagle sie drapala, miala juz strupki pojechalam wczoraj do weta zeby pokazac pieska i jego skore i siersc:( ktora wyglada okropnie, przeswity , cala zaczerwieniona z lopiezem.
W koncu wywalczylam kompiel :( i chyba zrobilam bardzo zle :( Piesek wczoraj zostal wykapany a dzisaj juz ledwo trzyma sie na nogach, wymiotuje, robi kupke i siku pod siebie:(, ciezko oddycha. Nie mam pojecia co sie znowu dzieje. Dzwonilam do weta doradzil zeby pieska trzymac w cieplym ze moze sie przeziebil przez kompanie:( Nie wiem czy ma racje czy sie myli:(.
No i taka jest historia mojej kochanej lulu, az lzy naplywaja kiedy pomysle co by sie stalo z pieskiem zebym go nie wziela do siebie:( napeawno wszystko zostalo by zlekcewarzone i lulu juz dawno by zdechla.
Mam nadzieje ze wydobrzeje.
Przeraszam ze tak sie rozpisalam ale przez te 2 tygodnie piesek juz przeszedl tyle chorob:( i tyle do napisania.
3majcie kciuki bede sie odzywac, a w razie jakis pytan prosze dawac znac poniewaz jezeli chodzi o parwowiroze to chyba jestem juz ekspertem:)