to fakt, w Owczarkach koło Grudziądza schroniska nie ma już od dawna. Jedynie Węgrowo jakoś funkcjonuje, ale czy można to nazwać schroniskiem...?
Sytuacja sprzed około czterech tygodni:
Znajomi z grudziadza mieli psa, którego przygarneli z ulicy jakieś 8-10 lat temu (dokładnie nie pamiętam), kundel, czarny, mieszaka ratlerka z czyms troche wiekszym i masywniejszym. Uroczo brzydki bo zęby dolnej szczęki wystawały mu na zewnatrz i nachodziły na górną wargę :) psiak nieszkodliwy, biegał po osiedlu domków jednorodzinnych kiedy i ile chciał, z resztą wszyscy w okolicy go znali a na zawołanie grzecznie wracał do domu. No i własnie około czterech tygodni temu nie wrócił... nie było go 3 godziny, szukanie nie przyniosło skutku. Ktoś z okolicy widział samochód ze schroniska zbierający bezdomne psy i zasugerował sprawdzić w Węgrowie. Właściciele pojechali tam od razu, okazało się, że ich pies trafił do schroniska kilka godzin temu i co? jedyne co się dowiedzieli to że schronisko nie mogło ustalić kto jest właścicielem i pies został uśpiony!!!!! szok!!! przecież to było tego samego dnia! kilka godzin po przywiezieniu psa do schroniska! malo tego pies miał obrożę z numerkiem, więc właściciela znaleźli by bez problemu jakby tylko chcieli. Może i pies był stary i brzydki, ale zdrowy, zadbany i w pełni sił.
Wiem, że historia absurdalna, sama bym chyba nie uwierzyła, gdyby nie to, że dotyczy ona ludzi, których osobiście znam od jakichś 16tu lat i odkąd pamiętam przygarniali wszystko co znaleźli na ulicy i co im podrzucono pod drzwi. Przez ich dom przewinęło się tyle psów i kotów, że już nie jestem w stanie policzyć i nigdy nie patrzeli na to czy zwierzak zdrowy czy chory tylko brali do domu. A i z Węgrowa kilka psów wyciągnęli.
Brak słów... no ale to miejsce jednak nosi nazwę schroniska dla zwierząt :( ciekawa jestem tylko ile było tam podobnych sytuacji, bo za pewne ta nie jest jedyna :(