Przeczytalam ten watek bardzo dokladnie. I mam pytanie, czy dopuszczacie mozliwosc po przeprowadzonych rozmowach z przyszlym wlascicielem, wizytach przedadopcyjnych itp, zrezygnowac z punktu o sterylizacji?
Juz tlumacze o co mi chodzi. Od zawsze, prawie 30 lat w moim domu byly suczki. Zawsze dopilnowane w czasie cieczki. W tej chwili mam 3 sunie i pieska. Jak ktoras z dziewczyn ma cieczke to kawaler wyjezdza na ten czas do moich rodzicow albo sa trzymani w oddzielnych pokojach. Zdaje to egzamin od 9 lat (tyle czasu mam pieska).
Okolo 7 lat temu strailam moja kochana sunie na stole operacyjnym. Zmarla bo byla zle podana narkoza... :-( :-( Minelo juz tyle lat a ja nadal jak slysze operacja, narkoza czuje skret zoladka. Po tamtym 2 razy moje inne pieski byly operowane i to co czulam czekajac pod sala operacyjna... nie da sie opisac... oczekiwanie czy psiak sie wybudzi po operacji...
Sama adopcja jest stresem i dla psiaka i dla nowego wlasciciela. Nowe miejsce, nowy czlonek rodziny... Czy trzeba jeszcze dodatkowo operowac, narazac na kolejny stres, zostawienie w lecznicy na czas operacji? A psiak mysli czy sie po niego wroci?
Sledze pare watkow na Dogo, wiem ze ludzie potrafia byc okrutni ale nie wszyscy.
Czy w uzasadnionych, nie wiem czy moj za taki uznacie, przypadkach rozwazylybyscie odstapienie od tego punktu?