Witam. Rok temu przygarnęliśmy pieska od znajomych. Niedługo potem piesek dostał napadu paraliżu, nie mógł ruszać tylnimi łapkami i piszczał. Trwało to może 2 minuty. Potem wróciło do normy.
Dwa dni potem zaczęła się zachowywać inaczej, chodziła przy ścianach, nie potrafiła ocenić odległości, tak jakby nie widziała. Nagraliśmy filmiki.
Trwało to pół dnia. Po wizycie u weterynarza, zdiagnozował padaczkę. Piesek dostał Luminal.
Na jakiś czas się poprawiło, ale ostatnio jest tylko gorzej.
Zmiany dawek leków, relanium podczas ataków. Nic nie pomaga.
Z racji iż wcześniej leki pomagały, nie robiliśmy szczegółowych badań.
Teraz może być już za późno, nasz błąd
Teraz ataki wyglądają inaczej, pieskowi drętwieje szczęka, ślini się ( krztusi się tą śliną), podczas ataków nie może jeść ani pić, wodę podajemy mu strzykawką, jedzenie darujemy bo może się zakrztusić. Jest zdezorientowana. Ale merda ogonkiem, kontaktuje, szuka wlascicieli. Niestety to trwa całe noce, ostatnio co drugi dzień
Po konsultacji z weterynarzami zaczęliśmy od morfologii i biochemii aby wykluczyć encefalopatię wątrobową. Czekamy na wynik ( nasz weterynarz musi krew zawieść do innego miasta). Konsultowaliśmy się z innym weterynarzem. Stwierdził że najlepszym rozwiązaniem byłoby wywieść pieska do Gdańska do szpitala w celu kompleksowej diagnostyki, przede wszystkim potrzeba rezonansu magnetycznego.
Niestety koszty leczenia przewyższają nasze możliwości. Do tej pory robiliśmy co mogliśmy.
Druga opcja przedstawiona przez weterynarza to niestety eutanazja.
Szkoda patrzeć jak piesek się męczy, lecz z drugiej strony szkoda też nie dać mu szansy na porządną diagnostykę.
Pomyśleliśmy że zamiast go usypiać, spróbujemy znaleźć mu nowy dom. Myślę że to będzie uczciwe wobec pieska, dać mu szanse.
Proszę was, wiem że zaraz znajdą się komentarze typu po co brałeś psa skoro Cię nie stać.
Przygarnęliśmy kundelka, nikt się nie spodziewał że będzie chory. Skoro Ja nie mogę mu pomóc, postaram się poszukać kogoś kto jest w stanie przynajmniej spróbować.