Witajcie!
jestem tu nowa, więc w razie czego, dajcie znać jak coś źle napiszę ;)
mam problem z moim bokserem. We wtorek 13.04 mieliśmy zabieg kastracji. Mój pies jest obustronnym wnętrem, w związku z czym jądra wycinane miał z jamy brzusznej w której utkwiły. Przez pierwsze dwa dni wszystko było super, rana się goiła. W piątek mieliśmy mieć wizytę na 14:00, ale rano o 11 zauważyłam że pies plami intensywnie z rany (żywo czerwona wydzielina wyglądająca z pozoru jak czysta krew). Wystraszyłam się i pobiegłam z nim do weta, który stwierdził obrzęk prącia i uznał że ten obrzęk powoduje wysięk. Pies dostał antybiotyk i rana została spryskana srebrem. Niestety wczoraj pies znów zaczął broczyć, wydzielina lała się przez chwilę jak z kranu, powstała kałuża na podłodze i po chwili koniec. Teraz ma tak, że kilka godzin opatrunek jest suchy i nagle siada i zaczyna mu się lać ciurkiem, przy czym pies się trzęsie i ma opuszczone uszy... potem znów spokój. Proszę powiedzcie czy to jest normalne? Jestem w stałym kontakcie z wetem, ale on nie uważa żeby była potrzeba otwierania rany, a ja nie wiem czy po takim czasie powinno to jeszcze tak intensywnie broczyć... czy ktoś z Was miał taką sytuację?