Trzymam kciuki za Twoją psinkę. Ja niestey nie miałam nawet cienia szansy uratować swojej suni ( 11 lat ). Od pierwszego ataku padaczki do jej zejścia minęło zaledwie 36 godzin. W tym czasie miała 20 ataków padaczki. Była tak wykończona, że nic do niej nie docierało. Nie jadła, nie piła, stała w koncie i czekała na następny atak. Potem juz nawet nie miała siły stać. Ratując ją miałam wyrzuty sumienia że to robie, zamiast pozwolić jej odejść. Jak ja błagałam Boga aby zabrał ją przy następnym ataku, bo wiedziałam, że nie ma już dla niej ratunku a nie chciałam brać takiej decyzji na własne sumienie. Niestety, moje prośby nie zostały wysłuchane. Do końca swoich dni będę żyła z tą świadomością, że uśmieciłam największego swojego przyjaciela.
Życzę Ci abyście tą walke wygrały.