Witam serdecznie,
Niestety ale i mnie spotkała przykra sytuacja w której mój piesek został zdiagnozowany z guzem sledziony.
Suczka 9 lat, mieszaniec, wyraźnie w typie owczarka colie/ wilczaka, waga 28 kg. Normalny, zdrowy pies.. Nagle z dnia na dzień wymioty (5x) i znaczne osłabienie. Szybka wizyta u 1 weterynarza - antybiotyk i leki rozkurczowe (podejrzenie zatrucia), następny dzień brak wymiotów ale piesek ciągle osłabiony, wizyta w klinice u weterynarza 2 - goraczka 40,2 st, pełna morfologia, wyniki w normie poza lipazą (podwyzszona), Lekocytoza i niskim wskaznikiem RETIC+HGB. Wdrozona antybiotykoterapia i kroplowki plus pyralgina na obnizenie temperatury. Wizyta kontrolna na nastepny dzien niestety goraczka nadal 40,2 stopnie. Lekarz zaniepokoil się takim stanem rzeczy i wział pieska na USG, tam okazalo sie ze na sledzionie ma duzego guza. Szybka decyzja i operacja jeszcze tego samego dnia. Guz był wielkości pięści, lekarz nie zauważył przerzutów, guz nie był też pękniety.
Teraz czekamy na wyniki histopatologii. Oczywiscie zdaje sobie z tego sprawę, że szanse na to że to zmiana lagodna albo krwiak są niewielkie. Jestem zalamana, ale staram sie jakos trzymać. Za chwile jade odebrać pieska ze szpitala, dobę po operacji. Ponoć jest juz wybudzona i czuje się ok.
Po przeczytaniu tony artykułów i publikacji naukowych wiem, że szanse na zmianę łagodną/krwiaka wynoszą max 30%. Ponad 66% guzów śledziony u psów to złośliwe mięsakonaczyniaki. Jeśli okaże się najgorsze, mam już umówioną wizytę u doktora Micunia na konsultację, jednak chyba nie zdecyduje się na podawanie chemii, żeby wydłużyć życie psiakowi o 2 miesiące. Już dość się biedna nacierpi tymi igłami, operacjami, kroplówkami..
Nadzieja jednak zawsze umiera ostatnia, jedyne co mnie pociesza to brak przerzutów zauważonych przez lekarza, jednak wiem, ze przy zmianie zlosliwej to kwestia czasu ze one się pojawią :(