Mój 16 letni pies dostał pierwszego ataku przedsionkowego chyba z 2,5 roku temu. Dostał kroplówkę i jakieś antybiotyki. Ze względu na wiek, nie robiłem żadnych tomografów, czy rezonansów. Musiałbym go też wieźć 450 km do Warszawy, a i co miałbym niby zrobić z faktem np. problemów w mózgu ? Podawałem mu też Karsivan na poprawę mikrokrążenia. Następny atak powtórzył się po roku. Znowu kroplówka i już stałe podawanie Karsivanu.
Piers żyje do dziś (pomimo, że Wet, już przy pierwszym go skreślała), ledwo co słyszy, ale jeszcze w miarę dobrze widzi, potrafi biegac jak szalony, czy przejść 10 km (dalej nie da już rady) i ma super apetyt.
Przy wizycie u Wet-a słyszę, że pies chyba jest nieśmiertelny. To już moje drugie "uśmiercane" przedwcześnie zwierzę przez konowałów (wcześniej kotka z białaczką), które wyszło na taką prostą, że nie mogli uwierzyć. Dlatego nie radzę podejmować pochopnych decyzji dla tzw. dobra zwierzęcia, a zmienić lekarza, czy nawet i cierpliwie poczekać, bo pewne rzeczy potrafią same się cofnąć.