Czy gdzieś w prawie jest dokładna definicja, co znaczy puszczanie psa luzem albo puszczania go poza kontrolą?
No bo przecież fakt, że nie ma zapiętej smyczy, jeszcze niczego nie przesądza. Nawet to, że nie ma z nim kontaktu wzrokowego. Są przecież GPS-y, które pozwalają prowadzić nasłuch albo i wręcz "zadzwonić" na to urządzenie. I dajmy na to taką sytuację, że nie nawołuję psa krzykiem, tylko właśnie za pośrednictwem sprzętu. A on się słucha, ale postronni widzą tylko psa, który biegnie, a właściciela nie są w stanie dostrzec.
Pytam czysto teoretycznie. Ale spodziewam się, że jak zwykle przepisy nie nadążają za rzeczywistością i wszystko zależy od interpretacji danej osoby.