:( Dziękuję. Tak wygląda jakby nie była pora, uczestniczy mocno i jest mega przytulaśna i uwielbia jesc. Włożyłam w nią serce i jest taka idealna, kompatybilna mi i kochana. Ja jestem ułomem na rencie i spędzam z nią ostatnie 9 lat razem 24h/dobę. Nie wyobrażam sobie obudzić się rano i nie zobaczyć jej mordki na ramieniu, ale wiem i próbuję sobie wmawiać, że się zmuszę do zabicia gdy będzie cierpieć, choć znając życie jakieś katusze ją dopadną w nocy, gdy nie będzie czynnego weta i umrze w cierpieniu sama z siebie.
Miała 4 lata temu wycięte 'torbiele' z macicą, jajnikami i czymś jeszcze, z tych kobiecych narządów, ale przypuszczam że to był nowotwór. Niedługo później zaczęły się pojawiać guzy na brzuchu, przy sutkach, jak u złośliwego, i tak do tej pory ciągle jakiś nowy na całym brzuchu, klacie, na jednej stopie i na ramieniu. Myślę że są też w pęcherzu i odbycie, bo miała okres że albo przez jakiś czas popuszczała mocno we śnie i tak o, a potem dwójka przez sen i w losowych momentach dnia, ale poprzechodziło po paru miesiącach i teraz dla odmiany ma zaparcia czasami, choć i kupy w domu i łóżku się zdarzają jak złapie coś w kuchni.
Chyba że bravecto poczyniło szkody, dostała jedno ponad 4 lata temu... :/ zaufałam wetowi i nie zweryfikowałam na czas. Ataki padaczki mniej więcej co rok, chyba że niezauważalne też pomiędzy, ale na razie wiemy że kolejny może zabić ze względu na serce, które jest leczone gdzieś od półtora roku. Wet zrobił badanie oczu, jedno ma coś ze źrenicą, rozlaną chyba, stwierdził że jedna część twarzy jest jak po udarze i "lepiej nie będzie, będzie tylko gorzej".
Choć teraz jak myślę, wspominam ostatnie tygodnie, to mam wrażenie że już nie widziała na oko od jakiegoś czasu, świeżo wyleczona infekcja skórna uśpiła moją czujność, a to jednak ciągle coś się dzieje. To prawda, ukrywają, cwaniara umie ukrywać i z tymi torbielami była odratowana w ostatniej chwili.