Jump to content
Dogomania

Red_Riding_Hood

Members
  • Posts

    12
  • Joined

  • Last visited

Red_Riding_Hood's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. ['] ['] ['] ['] ['] to dla Ciebie Niunia , dzisiaj mija rowne 5 miesiecy od kiedy odeszlas :placz: w naszych sercach nadal jestes i zawsze pozostaniesz....
  2. Zdrojka przeczytalam historie Twojego Migaczka. Pisalas na moim watku ze mi "zazdroscisz" ze bylam z Niunia w tej trudnej chwili. Podobnie jak Ty mnie nie bylo mnie w domu i tak samo nie pozegnalam sie z Niunia wychodzac. Zawsze to robilam, calowalam ja w mordke i mowilam jak bardzo JA KOCHAM. A czemu nie zrobilam tego wtedy?? Obwinialam troszke mame ze przeciez miala goraczke, powinna zauwazyc cos... ale teraz twierdze ze tak mialo byc. Wlasnie to mialo sie stac jak nie bylo mnie w domu. Sadze ze nasze psiaczki wybraly ten moment zeby przekroczyc TM. Mimo ze ja zdazylam zobaczyc jeszcze Niunie to bylo to bardzo trudne. Przez ponad 3 godziny patrzylam jak umiera :-( Czasami lepiej nie widziec jak ktos kogo KOCHAMY cierpi. Twoj psiaczek nie byl sam a to jest najwazniejsze. Wiedzial ze wszyscy Go Kochacie. A jesli chodzi o grob to wazniejsze jest ze masz Migaczka w sercu i wspominasz go. Ja zakopalam swoja Niunie poniewaz obiecalam jej ze nie zakonczy swojego zycia tak jak zaczela. (znalezlismy ja w worku na smietniku) I tez niedlugo sie przeprowadze a ona tu zostanie, nie bede jej tak odwiedzac ale na zawsze pozostanie w moim sercu. ['] ['] ['] dla Twojego Migaczka Karolina
  3. zdrojka dziekuje... Przeczytalam Twoj watek o Twoim Migaczku. Ja uwazam ze ten dzien nadszedl wlasnie tamtego dnia zebys nie widziala tego jak cierpi. U mnie bylo podobnie, zawsze bylam przy Niuni , jak nie ja to brat , wiedzielismy jak mamy reagowac w razie wypadku. Pojechalam do rodzinki oddalonej o 50km od domu, nigdy nie przypuszczalam ze cos sie stanie, wychodzac tez nie pozegnalam sie z Niunia bo spala. Nie wiem czemu tego dnia tego nie zrobilam, codziennie wychodzac nawet do sklepu calowalam ja w pyszczek i mowilam ze ja Kocham.... Sadze ze tak mialo byc, mialam nie widziec jak to sie dzieje, nie wiem jakbym zareagowala. Podswiadomie zadzwonilam ze juz wracamy i wtedy uslyszalam jej pisk , mama zaczela mowic co sie dzieje :-( jadac samochodem dzwonilam do informacji i weta. Podroz dla mnie byla strasznie dluga a trwala zaledwie 20 minut!!!! Dopiero u weta zobaczylam w jakim jest stanie, podeszlam i poglaskalam ja, kiedy mnie polizala wiedzialam ze czuje moja obecnosc. Przy eutanazji chcialam zostac aby widziec ze juz nie cierpi. Ludzie pytaja sie mnie jak to wytrzymalam ale dla mnie po tym zostala w pamieci jak zasypia i smacznie spi, nie mam widoku co sie z nia dzialo przed tym. Po tym wszystkim wiedzielismy ze nie zostawimy ja u weta. A potwierdzenie tyle tego bylo natychmiastowe gdy uslyszalam zdanie " czy dac Pani worek" Jakbym mogla wrzucic ja do worka, przeciez miala swoj ukochany kocyk!!! Mimo ze mieszkam w bloku jest z nami. Kazdy sasiad powiedzial ze tu jest jej dom i nie maja zadnego sprzeciwu. Lezy dokladnie pod oknami. Codziennie wstajac z lozka patrze na nia. Karolina
  4. :-( dokladnie miesiac temu nasza Niunia odeszla. Jak patrze na ta godzine to az plakac mi sie chce.... :placz: To juz miesiac jak nie ma z nami naszego Kochanego psiaka , a dla mnie to cala wiecznosc. Nadal nie moge sie pogodzic ze jej juz nie ma , ciagle wydaje mi sie ze spi w innym pokoju. Zostaly wspomnienia , zdjecia i klika krotkich filmikow jej Kochanego pyszczka. Jednoczesnie jestem okropnie zla na ludzi. Niunie pochowalismy w miejscu tam gdzie bywala. Kupilam ziemie, posialam trawe i piekne 2 jalowce. Kazdy wiedzial ze to nie jest posiane bez przyczyny. Niestety jakis sasiad zebral sobie ziemie (pewnie komus sie przyda do doniczki). Cale szczescie ze jalowce zostaly bo bylabym naprawde wsciekla :mad: . Poprostu brak mi slow na niektorych ludzi. ['] ['] ['] to dla Ciebie Niunia - codziennie Ciebie wspominamy :-(
  5. Malta-GD dziekuje.. sadze jednak ze nawet gdyby zyly psiaki dluzej to i tak dla nas byloby to za krotko :-( Wedlug tabeli u weterynarza Niunia przezyla 130 lat ludzkich. I mimo tego bolu ktory mi teraz towarzyszy jestem szczesliwa ze moglam miec tak cudownego psa.
  6. ma_ruda wazne ze nasze psiaczki juz nie cierpia, biegaja sobie teraz.. I to jest najwazniejsze ale niestety to my przezywamy ich odejscie, to nam jest z tym zle , przeciez byly tyle lat z nami. Ja ciagle uwazalam ze Nuka jest niesmiertelna, jak jej moze kiedys zabraknac a jednak... Wlasnie jestem po rozmowie z mama , nie wiem czemu ale jestem na nia troszke zla ze gdy zauwazyla ze psina jest ciepla nic z tym nie zrobila. Wiadomo kazdy reaguje inaczej, moze gdybym ja byla nie doszloby do tego udaru. I ciagle nasuwaja mi sie jakies mysli co poszlo nie tak.. przyznam sie jeszcze ze przez pierwsze dni ciagle widzialam ja w tej ziemi, wydawalo mi sie ze te zastrzyki eutanazji nie zadzailaly i ocknela sie w ziemi.. ma_ruda trzymaj sie cieplutko bo naprawde wiem co przezywasz, mi jest tak samo ciezko. I ciesze sie ze jest takie forum gdzie wszyscy mozemy sie wspierac w tych trudnych dla nas chwilach. Ja nawet nie chce miec juz zadnego psa, bo uwazam (jak na razie) ze ten dom nalezy tylko do Niuni.
  7. Agga dziekuje... ma_ruda wiem ze walczylam ale jednak mojej wewnetrzne ja mowi mi ze moglam jeszcze poczekac, przeciez cuda sie zdarzaja. Ja widzialam jaka ona miala silna wole aby zyc , jak bardzo walczyla... Przeczytalam dzisiaj wszystkie Twoje posty i wiem ze Ty tez walczylas , przeciez to nie Twoja wina, ze weterynarz nie zauwazyl tej choroby... Gdy moja psinialezala juz na stole lekarka powiedziala ze prawdopodobnie to guz mozgu.. a ze miala wczesniej 2 razy nowotwor bylam wsciekla ze nikt mi nie podpowiedzial o tomografii komputerowej. Bylam zla na siebie ze pol roku temu jak zauwazylam ze ma drgawki nie pojechalam do dr Jagielskiego. Ale przeciez w naszej klinice nikt nawet o tym nie pomyslal.. Ty zrobilas wszystko co moglas przeciez zdecydowalas sie na szybka operacje... Ja tez nie sadzilam ze tak szybko to sie potoczy , jeszcze rano byla w klinice i sadzilismy ze jest jakas poprawa. Kiedy wychodzilam z domu nie pocalowalam jej jak zawsze to robilam, nie przyszlo mi do glowy ze cos moze sie wydarzyc. Dzisiaj bylam po wypis u weterynarza, przyjmowal mnie inny weterynarz, on natomiast powiedzial ze byl to udar mozgu. :-( I teraz znow mam mysli jesli udar to miala jakies szanse. Tylko czy ona chcialaby tak zyc? ma_ruda mi tez bylo ciezko pisac te wszystkie wspomnienia.. placze za kazdym razem ale chcialam komus opisac historie Nuczki i wiedziec ze moge zawsze liczyc na ludzi ktorzy tutaj sa bo niestety w realu duzo slysze PRZECIEZ TO TYLKO ZWIERZE!! Tu nikt tak nawet nie pomysli bo kazdy traktuje swoje "malenstwo" jak czlonka rodziny. Jeszcze raz chcialam Wszystkim podziekowac za cieple slowa... Karolina
  8. wczoraj wieczorem minal dokladnie tydzien jak wydarzyla sie tragedia :-( ciagle mam wyrzuty sumienia ze tak latwo sie poddalam .. moze powinnam dac jej wiecej czasu :placz: mimo ze weterynarz powiedzial ze nic juz nie mozna zrobic to ja nadal sie zastanawiam czy chociaz jeszcze jedna godzina zdzialalaby cos... Przeciez nie raz weterynarz sie mylil w przypadku Nuczki.
  9. Toska dziekuje... Ech jak ten czas szybko mija ... to juz 5 dzien jak od nas odeszla. Ciesze sie ze biega sobie teraz z innymi psiakami i nic juz ja nie boli. Nigdy nie zapomne jakim byla lasuchem.. co chwile moglaby cos zjesc i te pyszne kosci od golonki hmmm jej ulubione :lol: Nie zapomnimy tez jak uwielbiala nosic do domu gazety i listy ... chodzila wtedy taka dumna :cool3: Mimo tych trudnych dni jestesmy szczesliwi ze los byl laskawy dla nas i moglabyc NASZYM psiakiem ...
  10. Dziekuje za te wszystkie slowa ..... A oto jedno z ostatnich zdjec mojej Nuczki ...
  11. Agusiazet i Monia dziekuje... Wiem ze teraz jej jest dobrze i biega sobie z innymi psiakami... Niestety spotykam tez sie z inna reakcja ludzi, mowia mi po co tak placzesz przeciez to tylko pies... dla mnie byla jak czlonek rodziny i nie da sie zapomniec o niej nigdy....
  12. Moja Nuczka odeszla w niedziele ... miala dokladnie 19 lat i 65 dni :placz: Jej zycie skonczylo sie niespodziewanie tak jak i zagoscila w naszym domku. Taki maly piesek a duzo przezyl... Jej historia zaczela sie 11.07.1987 r. Babcia znalazla ja jako szczeniaka na smietniku , ledwo co przyszla na swiat. Nie wiedzielismy czy damy rade ja uratowac, na szczescie w klatce oszczenila suka i postanowilismy podrzucic ja. Przygarnela ja i wykarmila jak swoje. Po odchowaniu trafila do nas ot tak na probe (wiadomo bylo ze zostanie z nami juz na zawsze). Byla pieknym zdrowym kundelkiem , w zasadzie miala jeden defekt nie zeszla jej blona z oka, ale weterynarz powiedzial ze nauczy sie zyc z jednym okiem. Towarzyszyla nam wszedzie, zwiedzila cala Polske, byla pupilkiem taty .. uwielbiala z nim jezdzic samochodem.. az pewnego dnia wykryto u niej komorki rakowe. Jej silny organizm przetrwal to, moglismy znow sie cieszyc jej zdrowiem.. niestety nie na dlugo po kilku latach okazalo sie ze ma gronkowca, wypadala jej siersc.. ale i z tym poradzila sobie. I znow moglismy cieszyc sie jej szczesciem.. Los jednak znow pokazal ze nie ma w zyciu lekko. Zmarl moj tata , kazdy to przezyl i niestety Nuczka tez. Z tesknoty nic nie chciala jesc , lekarz powiedzial ze jak tak dluzej potrwa to stracimy ja. Dalismy jej tyle milosci ile moglismy dac. Doszla do siebie i znow moglismy wierzyc ze bedzie dobrze. Mijaly lata, az pewnego dnia znow doswiadczyl ja zly los. Tym razem ropomacicze z 6 guzami sutkow na obu stronach. W miescie w ktorym mieszkam powiedzieli ze nie podejma sie leczenia jej ze wzgledu na wiek , miala wtedy 17 lat. Skierowano mnie do dr Jagielskiego. Podjal sie tego mimo zlych wynikow watroby i krwi. Operacje przezyla i malo tego po niej zachowywala sie jak szczeniak , zaczela biegac , skakac... Nikt nie wierzyl ze ma tyle lat , tym bardziej ze miala wszystkie zeby!!! Pol roku temu zauwazylismy u niej drgawki, weterynarz powiedzial nam ze to sa starcze i niestety bedzie tak juz ale nie mamy czym sie przejmowac. Niestety w piatek zaczela tracic czucia w tylnych lapach , dostawala zastrzyki. Bylo co raz lepiej az do niedzieli. W pewnym momencie zaczela glosno szczekac, lezac przebierala lapami i nie pozwolila podejsc do siebie. Pojechalismy na ostry dyzur.. lekarka powiedziala ze stracila swiadomosc. Dostala cala serie zastrzykow.. powiedziala ze to prawdopodobnie guz mozgu :placz: Teraz mielismy tylko czekac czy lekarstwa zadzialaja. Niestety po 2 godzinach nic sie nie zmienilo , lekarka powiedziala ze jedynym wyjsciem jest uspienie jej... I tez taka podjelismy decyzje, mimo ze nie czula bolu nic nie dalo sie juz wiecej zrobic... Po 22 dostala zastrzyk smierci. W jednej sekundzie uspokoila sie.. bylam przy niej do konca.. jej serduszko bylo tak silne ze musiala dostac jeszcze 2 takie same zastrzyki!! Miala silna wole ale niestety nadszedl na nia czas.... Trudno jest przyzwyczaic sie ze jej nie ma, nie szczeka, nie budzi ze chce na dwor , nie ma malego lasucha ktory zasze byl kiedy otwierala sie lodowka... Byla Kochanym Psiakiem ....:placz: Karolina
×
×
  • Create New...