Witam, chciałabym się poradzić w sprawie mojego psiaka. Ozzie ma ok 12,5 lat. Jest kudelkiem, waży 11 kg. Od jakiegoś roku choruje na padaczkę, na początku dostawał luminal, ale ataki były częste - raz na dwa tygodnie. Po badaniach krwii okazało się, że ma niedoczynność tarczycy- dostał leki i to się unormowało. Oprócz luminalu zaczął dostawać karsivan, ataki trochę skróciły sie- trwały ok 5 minut, a nie 10-15. Jednak jego ataki są bardzo silne, rzuca nim po całym pokoju, leci piana z pyska, oddaje mocz i kał. Ma szczękościsk. Po ataku był zawsze oszołomiony. Od pewnego czasu za dnia miał dziwne epizody, skręcało go na pół i chodził jakby bokiem. Chcieliśmy wykonać TK. Miał trudności z wchodzeniem po schodach. Nie chciał chodzić na spacerach. Wczoraj ok 13tej dostał stanu padaczkowego. Do godziny 15tej miał 8 ataków, między nimi nie odzyskiwał świadomości. W klinice dostał wylewkę z relanium, dostał po niej ataku, więc dostał drugą wylewkę, uspokoil się lecz nie miał świadomości. Został wprowadzony w śpiączkę, po 4 godzinach sprobowali Ozziego wybudzić, miał drgawki i brak świadomości. Znów śpiączka. Dzisiaj go wybudzali i jest to samo, brak świadomości i drgawki. Proponują nam dwa rozwiązania. Albo spróbują obudzić go za 12 h i zobaczą w jakim będzie stanie, jeżeli odzyska świadomość to super. Druga opcja jest eutanazja już teraz. Niestety weterynarz nie daje dużych szans dla Ozika, nie reaguje na leki, nie wiadomo w jakim stanie jest mózg. Nie mam pojęcia co robić, czy czekać i próbować go wybudzić jeszcze raz? On tak bardzo cierpi, straszny jest widok jak nie kontaktuje i tylko ma drgawki. Czy kogoś piesek wyszedł z takiego stanu padaczkowego?