Mta82
Members-
Posts
69 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Mta82
-
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=982752332251953&set=p.982752332251953&type=3&__cft__[0]=AZX0O-v4V4Ru8tr875Kba7Snn33yme2E4TR8Qo61D6DDIlp17SQQc1tqqKNO2VtEw_V9V85G8FStt65IliM-pOqyPnyxR3ErH8L2WnPohBJT-TCKB9ho2cMtG8SRsijbO1GCsirB149j0_-3zQqVDDhMWxdIjVZwGOIPmo3QnAIm1ApME7qgAGiPt0xqnx_rhDWAVXV6Q72fe_TGrU_ufcqCttCbc5Op4XEnMBn06pjFjSgJQ37_iTO-XhHTTZHS03Y&__tn__=R]-R
-
Melduję się po dłuższej przerwie. Wiele się w tym czasie wydarzyło. Ukończyłyśmy zajęcia z terapii lęku przed psami i podjęłyśmy decyzję o adopcji psa. Ze względu na pandemię szukałyśmy szczeniaka w Warszawie i okolicach, niestety jedna z fundacji po wizycie przed adopcyjnej i poznaniu naszej historii (od początku do końca byłam szczera i przedstawiłam naszą drogę z oswajaniem lęków) odmówiła adopcji. Uzasadnienie jak dla mnie było dziwne " ktoś koto nigdy nie miał psa nie poradzi sobie z wychowaniem szczeniaka". Na nic zdały się zapewnienia, że w razie problemów skorzystamy z pomocy behawiorysty. Inna fundacja po przesłaniu ankiety adopcyjnej nawet nie odpisała że niestety nie. Na prawdę zaczęłam się zastanawiać czy to ze mną jest wszystko w porządku. Mimo wszystko nie poddawałam się. Jak to mówią "do trzech razy sztuka". Kolejna ankieta, wizyta i w końcu pozytywna odpowiedź. Na początku czerwca do naszej rodziny dołączyła najukochańsza istota na świecie, która zmieniła nasze życie na lepsze. Dziewczynka z charakterkiem, podobno największy czort z miotu. Nie obyło się bez porady behawiorysty bo maluszek po miesiącu dosyć mocno nas podgryzał zaczepiając do zabawy. Po zastosowaniu porad i ćwiczeń po kilku dniach problem całkowicie minął. Ukończyłyśmy psie przedszkole oraz psią podstawówkę z wynikiem celującym a teraz czekamy na wiosnę aby realizować dalsze plany szkoleniowe. Mila ma teraz 8 miesięcy i jest cudowna. Dogadujemy się świetnie. Lęk przed psami minął całkowicie. Dziękuję wszystkim obecnym na wątku że nie skreślili mnie i dobrym słowem wsparli w realizacji marzeń.
-
Po wypadku bezdomna Pikusia z porażonym tyłem prosi o pomoc w BDT/DS
Mta82 replied to Moli@'s topic in Psy do adopcji
@Moli@ czy nadal myjesz pupę Pikusi specjalnym płynem antybakteryjnym? Być może udałoby mi się załatwić taki jeśli się Wam przyda. Mam pytać? -
Transporter już u mnie. Z dostawą prosto pod drzwi. Dziękuję.
-
Chyba grzecznie siedzi i wygląda na zadowoloną.
-
Cudownie.
-
Transporter, który posiadam to Savic Trotter 2 o wymiarach 33x33x56 cm. Wydaje mi się że psinka powinna się do niego zmieścić. Dorzucę podkład oraz ręcznik i może jakąś puchę.
-
Mam transporter dla dużego kota. Plastikowy, porządny, mogę pożyczyć jeśli się przyda. Mieszkam w Warszawie.
-
Przepraszam że pytam. Zbieracie na hotelik po operacji i na samą operację również? Czy jak pies przebywa w schronisku to nie ma tam zapewnionej opieki weterynaryjnej?
-
Chciałam zdać krótką relację co u mnie. Razem z córkami odwiedziłam Fundację Judyta. Szczeniaki super, ale głaskanie dużego, obcego psa przez siatkę kojca nie sprawiało mi przyjemności. Mocno zaskoczyła mnie jedna z córek, która była lekko zestresowana szczekaniem szczeniaków i podgryzaniem w ręce. Myślałam że to ja w tym towarzystwie najbardziej się boje ale widocznie jestem wyrodną matką, która przekazała swoje lęki dzieciom. Jak widać na razie nie jesteśmy gotowe by przygarnąć psiaka ale chcemy się rozwijać i pokonywać nasze słabości. Zapisałam nas na zajęcia "Terapia lęku przed psami" może to choć trochę zbliży nas do realizacji marzeń.
-
Dziękuję za wyjaśnienie. Takiej wiedzy właśnie mi brakuje. Czy mogłabyś mi podpowiedzieć gdzie mam szukać takich informacji? czy są jakieś książki? Póki co zamówiłam "Psim zdaniem" "Po obu końcach smyczy" Z. Mrzewińskiej Następnie panuję zakupić "Zwykły niezwykły przyjaciel" , "Sygnały uspokajające" Turid Rugaas, "Słuchając psa" Z. Zaniewska, P. Wojtków
-
Tradycyjnie odpowiem po kolei: @uxmal - dziękuję bardzo , w moim przypadku odpowiedzialność rośnie proporcjonalnie do wieku. Myślę, że analizując wszystko szczegółowo, zakładając różne scenariusze będę bardziej przygotowana na ewentualne niespodzianki. Da mi to większe poczucie bezpieczeństwa. Miło wiedzieć że właściciele psów też mają czasem swoje obawy. @Sowa- dziękuję za wyjaśnienie. Trudno mi zrozumieć że pies najpierw mnie widzi pod furtką, skacze na nią, szczeka a po 5 minutach jest wpuszczony do pokoju w którym siedzę (on przecież kuma że to ja, ta sama którą przed chwilą chciał zjeść). Wiele jeszcze muszę się nauczyć. U znajomych ze szczeniakiem to niestety na nic nie liczę. On cały czas tak skacze na wszystkich. Byli z nim w psim przedszkolu ale chyba nic nie realizują w domu, bo mam wrażenie że jest coraz gorzej.Tam jest 5 dzieci i każdy ma swoje pomysły na wychowywanie psa. Mieszkam w Warszawie, więc Rzeszów i Kraków odpadają. @Joanienka - jeśli chodzi o szczeniaka to myślę że to byłaby najlepsza decyzja przede wszystkim dlatego, że zależałoby mi na psie doskonale zsocjalizowanym, takim z którym mogłabym podróżować pociągiem, który mógłby bez stresu jeździć ze mną wszędzie i towarzyszyć mi na co dzień. I wiem że efekt byłby taki jaki bym sama wypracowała. Sikanie i inne przypadłości wieku szczenięcego nie są mi straszne. Nawet powstrzymuję się przed remontem mieszkania i wymianą mebli, chociaż coraz częściej myślę że jednak szybciej zrobię remont niż przygarnę psa. @shnooreck- na pewno stary i zniedołężniały kundelek, który od 100 lat siedzi w schronisku to coś co najbardziej łapie mnie za serce, ale wiem że to byłaby klęska. Po pierwsze prowadzę dość aktywny tryb życia i chciałabym, aby pies mógłby mi towarzyszyć np. w wyjazdach rekreacyjnych. Lękowego staruszka nie wyobrażam sobie podróżującego pociągiem. I na pewno ja nakręcałabym jego a on mnie- wariatkowo gwarantowane. Poza tym nigdy nie miałam psa i nie chciałabym aby ta przygoda zaczynała się od wiecznego latania po weterynarzach i oglądania cierpiącego, schorowanego stworzenia. Może kiedyś...ale na razie rozum wygrywa z sercem. Fundację Judyta śledzę na FB od kilku miesięcy i z nimi rozmawiałam o mich lękach, nie skreślili mnie i zaproponowali odwiedziny :) @dwbem - wyrazy uznania. Nie generalizuję i zdaję sobie sprawę, że wiek nie ma nic do rzeczy. Sama jestem laikiem i pojęcia o psach nie mam. Tak tylko przekornie zapytałam, bo z moich obserwacji wynika, że takich pań jest mniejszość, przynajmniej na moim osiedlu. Ostatnio widziałam jak starsza pani przywiązywała psa do barierki, bo nie mogła go utrzymać jak rwał się do innego przechodzącego psiaka (może nie miał złych zamiarów i chciał się bawić , ale ewidentnie nie była w stanie go utrzymać). Musze poczytać o szkoleniu obronnym bo do tej pory kojarzyło mi się bardziej negatywnie niż pozytywnie a tu taka niespodzianka. Jak to jest z tymi psami? Czy pies zawsze wybiera sobie jednego przewodnika czy jest szansa żeby trzy osoby traktował tak samo? Mam dwie kilkunastoletnie córki, które bardzo chętnie angażowały by się w pomoc przy psiaku. I jak to jest z alergiami? Czy ktoś ma psa i jest na niego uczulony? Ja po 12 latach posiadania kota dostałam mega uczulenia na niego, i wspólne egzystowanie nie było zbyt komfortowe. Córki po 2 latach posiadania świnek uczuliły się na siano do tego stopnia, że została u nich zdiagnozowana astma (wizyty u rożnych specjalistów były bardzo zabawne, zwłaszcza cenne rady pt "Proszę pozbyć się zwierząt z domu" i moje odpowiedzi "A czy nie mogłabym pozbyć się dzieci, bo świnki są cztery a córki tylko dwie?" . Póki co kontakt z psami mają i nie ma objawów alergicznych, chociaż zdaję sobie sprawę, że rożnie to może być.
-
Dziękuję za odpowiedzi. Nie umiem cytować , więc odpowiem po kolei: @Sowa nie mam psiarzy z prawdziwego zdarzenia wśród znajomych, nikt z nich nie szkoli swojego psa a wyjście na spacer to taki truchcik wokół bloku. Czasami najbliższą koleżankę wyciągnę na spacer do pobliskiego lasu, ale ona w żaden sposób nie pracuje ze swoim psem. Kiedyś podczas rozmowy wspomniałam, że gdybym miała psa to chciałabym zapisać się z nim do psiego przedszkola oraz na inne zajęcia np.: pies w wielkim mieście czy tropienie użytkowe - efekt był taki że spojrzała na mnie jak na wariatkę i skomentowała że nienormalna jestem. Przepracowanie lęku przy pomocy doskonale wyszkolonego zwierzaka w moim przypadku nie wchodzi w grę, ponieważ taki zwierzak z założenia jest dla mnie bezpieczny i nie wywoła u mnie żadnego strachu. Nawet szalejący po parku golden, labrador czy bokser w moim przekonaniu nie jest groźny i nie buzi we mnie żadnych emocji (są to rasy z którymi mam bardzo dobre wspomnienia i nie boję się ich). @shnooreck boję się to znaczy, że jak wizę obcego, dużego psa, który biegnie w moim kierunku to odwracam się do niego tyłem, zamykam oczy i stoję jak słup a serce mi wali jak oszalałe (2 razy w życiu miałam taką sytuację). Małe psy jakoś na mnie nie działają o ile nie jazgoczą i nie ciągną mnie za nogawki. Jeśli widzę dużego psa spuszczonego ze smyczy, który idzie w moim kierunku a gdzieś w pobliżu jest jego właściciel to jestem w stanie spokojnie go minąć. W mojej okolicy jest sporo psów wędrujących bez smyczy po parku, lesie czy na ulicy. A jak to jest z paniami 80+, które niejednokrotnie spotykam na spacerze, które lewo powłóczą nogami (bez urazy oczywiście) i ewentualnym wspomaganiem psa przez nie lub rozdzielaniem walczących psów? Ja rozumiem, że psy nie zawsze mogą mieć na coś ochotę i mogą wyrażać niezadowolenie warczeniem, ale kiedy warczy na Ciebie Twój własny pies, którego znasz od małego to nie robi to specjalnego wrażenia (tak mi się wydaje). Zresztą wiele rzeczy można wypracować z psem pozytywnym szkoleniem, ewentualnie jest możliwość skorzystania z usług psiego behawiorysty. Wet, który zajmuje się moimi świnkami doradził, że powinnam zakupić szczeniaka w hodowli, który będzie miał określony charakter, nawet podał mi przykładową rasę - Labradoodle. Ja marzę o kundelku, starym, ślepym i bez oka. Wiem , że to nie realne bo ze względu na moje doświadczenia pierwszy powinien być szczeniak. Poza tym kupowanie psa z hodowli (i to za taką cenę !) jest sprzeczne z moim światopoglądem skoro jest tyle psiaków w potrzebie. @al'akir mam wrażenie, że znalezienie dobrego psychologa/psychiatry, który jest psiarzem to wyzwanie graniczące z cudem. @dwbem dziękuję za opinię. Z czasów dzieciństwa pamiętam wielkiego, rudego, bezdomnego kundla, który przybłąkał się na nasze osiedle i moje beztroskie zabawy z nim. Kilka lat później chodziłam na działce łowić ryby, a żeby dojść nad rzekę musiałam przejść obok nieogrodzonej działki sąsiada po której zawsze biegał wielki pies. Za każdym razem prowadził mnie tata i wszystko było ok. Ten jeden jedyny raz puścił mnie samą. Prosiłam go aby mnie przeprowadził, ale tak mnie zapewniał, że nie mam czego się bać i że nie musi mnie tam prowadzić za każdym razem, więc poszłam sama. Niestety kiedy minęłam psa ten rzucił się na mnie od tyłu i kilkakrotnie pogryzł w uda. Pamiętam straszliwy ból, pisk i płacz. Pies uciekł a ja poszłam nad rzekę. Siedziałam tam pół dnia i płakałam bo bałam się wrócić. I pamiętam złość i żal do mojego taty za to, że mnie okłamał, bo przecież wszystko miało być dobrze. Mało tego, jak wróciłam do domu to nic nikomu nie powiedziałam a przez kilka dni po kryjomu robiłam sobie opatrunki bo rany się mocno paprały. Było to dla mnie tak traumatyczne przeżycie, że unikałam kontaktu z psami przez najbliższe kilka lat. Rodzicom powiedziałam w złości 6 lat później, kiedy kolejny raz mnie pouczali że przesadzam ze strachem przed psami. I nawet na początku mi nie uwierzyli, dopiero jak pokazałam uda to szczęka im opadła. Dziś wiem, że pies który mnie pogryzł był przygarnięty ze schroniska i strasznie bał się jak człowiek trzymał kij w ręku (widocznie ktoś musiał go kiedyś bić) a moja wędka musiała mu się źle skojarzyć. I tak jak pisałam wcześniej nie boję się wszystkich psów. Jeśli idę do znajomych, którzy mają psa to zazwyczaj przez pierwsze 2, 3 spotkania czuje się lekko spięta (chyba wynika to ze świadomości, że jestem na jego terenie), ale później jest już ok i jestem swobodna, bez stresu poruszam się po mieszkaniu, bawię się z nim czy głaszczę. Nie boję się szczeniaków (np. teraz kilka razy w tygodniu odwiedzam znajomych, którzy mają 5 miesięcznego szczeniaka za kolano, który na mnie za każdym razem skacze i próbuje podgryzać - nie boję się go. Natomiast kiedyś odwiedziłam koleżankę, która ma owczarka kaukaskiego i to była tragedia. Najpierw pies obszczekał mnie przez bramę, skakał na nią. Później koleżanka zamknęła go w pokoju żebym mogła wejść do kuchni, a potem jak go wypuściła to przez godzinę siedziałam nieruchomo na krzesełku popijając herbatkę. Ja mam to jakoś dziwnie zakodowane bo mimo, że pies spokojnie poruszał się po kuchni i nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi to się go bałam- po pierwsze te gabaryty są dla mnie przeogromne, po drugie nielogiczne jest dla mnie, że pies był najpierw zamknięty żebym weszła (moim zdaniem to takie nie jasne sygnały dla psa), po trzecie kiedyś spotkałam się z opinią że psy tej rasy są mocno terytorialne i nie tolerują obcych. Chyba powinnam pojechać na wakacje do Ducha Leona :) Ja czuję, że brakuje mi obycia z psami, znajomości ich zachowań bo czyste gadanie psychologa niewiele mi pomoże stąd pomysł z kursem trenerskim. Póki co czytam blog Zofii Mrzewińskiej "Szczeniak w domu" i jestem zachwycona. W najbliższych dniach poszukam psychologa, zobaczymy czy będzie miał jakiś pomysł na mnie. I z góry odpowiem- nie zamierzam na razie przygarniać psa, nie chciałaby krzywdzić siebie ani jego. Nie wiem czy moje marzenie kiedykolwiek się spełni, ale warto próbować.
-
Kurs trenerski miałby być tylko i wyłącznie dla mnie i absolutnie nigdy nie miałabym zamiaru pracować w takim zawodzie. Od 14 lat mam stałą pracę w której się spełniam i rozwijam. Po prostu pomyślałam, że gdybym zdobyła podstawowe wiadomości na temat psów, nauczyłabym się odczytywać, interpretować oraz właściwie reagować na ich zachowania to nabrałabym większej pewności siebie podczas spotkania z obcymi psami.Ba, nawet biorę pod uwagę że mogłabym nie zdać egzaminu, ale na pewno wiele bym z tego wyniosła. Gdybym pokonała mój lęk przed obcymi, luzem puszczonymi psami to na pewno nie wahałabym się przygarnąć psiaka. Ale póki co jest jak jest. Obawiam się że moje lęki przekazałabym psu. Książki swoją drogą ale praktyka jest podstawą w przypadku mojego problemu. Od ponad 20 lat mam w głowie , że obcy puszczony samopas pies jest dla mnie zagrożeniem. Mało tego, przez lata wbijano mi do głowy, że jak się boje to pies to wyczuje i wtedy mnie zaatakuje :( . przecież nie sposób mieć własnego psa i unikać spotkań z innymi psami podczas spaceru.
-
Witam serdecznie. Los zwierząt nigdy nie był mi obojętny. Od dzieciństwa przez mój dom przewijała się masa różnych zwierząt w potrzebie: ślimaki , gołębie, papużki, kanarek, myszki, chomik, rybki, kraby, żaba szponiasta, kot - wszystkie zwierzaki z tzw "odzysku". Moim marzeniem było dostać się na weterynarię, jednak lęk przed psami zniweczył moje plany. W wieku 10 lat zostałam dosyć dotkliwie pogryziona przez psa sąsiadów i do dnia dzisiejszego boję się nieznanych psów które biegają bez smyczy. Zazwyczaj potrzebuje kilku spotkań z obcym psem aby nabrać do niego zaufania i się z nim zaprzyjaźnić. Przez kilkanaście lat w gronie moich znajomych przebywałam z różnymi psami przy których czułam się na prawdę komfortowo i bezpiecznie a były to między innymi wyżeł, bokser , pitbull, owczarek, labrador oraz kilka kundelków różnej wielkości. Nigdy jednak nie brałam pod uwagę faktu iż mogłabym mieć własnego psa. Po przeprowadzce na swoje i założeniu rodziny przez wiele lat w domu nie było zwierząt, aż do momentu kiedy moje córki zapragnęły mieć futerkowego przyjaciela. Nasz wybór padł wtedy na świnki morskie, które od wielu lat są nierozłącznym elementem naszej rodziny. 2 lata temu moja przyjaciółka przygarnęła małego szczeniaka w typie jack russel terrier a ja wpadłam po uszy. Miałam możliwość obserwowania z bliska jak wiele radości daje posiadanie psa, razem spędzałyśmy wakacje, czasami wyprowadzam małą kiedy koleżanka wyjeżdżała gdzieś na cały dzień. W głowie zaczęła pojawiać się myśl, że ja też chciałabym mieć taką radość w domu. Ale.... Czy osoba, która boi się nieznanych psów byłaby dobrym opiekunem? Myślałam, że szczeniak byłby dobrym rozwiązaniem bo pies po przejściach z nieznaną historią mógłby na początku wywoływać we mnie strach i niepewność. Wybrałam się nawet na akcje "Adoptuj Warszawiaka" gdzie rozmawiałam z wolontariuszką i opowiedziałam o moich obawach min o tym, czy jeśli idąc z psem na spacer zobaczyłabym nieznanego psa biegnącego w naszym kierunku na pewno bym się przestraszyła i czy w ten sposób nie sprzedałabym lęku psu. Pani wolontariuszka od razu powiedziała mi, że absolutnie nie nadaję się na dom dla żadnego psa, że jeśli pies wyczułby mój strach to na pewno by mnie zdominował i zaczęły by się kłopoty. Poczułam się jakby ktoś wylał mi na głowę kubeł zimnej wody. Zero zrozumienia, próby rozwiązania problemu, rady. Cały czas myślałam i zastanawiałam się co mogłabym zrobić aby pokonać ten strach. Wolontariat w schronisku odpada z przyczyn wiadomych opcja DT również. Szukałam różnych kursów, szkoleń, które pomogłyby mi zrozumieć psychikę psa oraz poznać podstawowe zasady opieki ale nic takiego nie znalazłam. Jedynie kurs trenerski- który trwa kilka miesięcy i kosztuje 5000zł. Nawet byłabym skłonna się na niego zapisać ale czy to sprawi że mój lęk zniknie? Nie mam pojęcia. Obecnie studiuję zaocznie, więc taki kurs mogłabym rozpocząć na jesieni przyszłego roku... Sama nie wiem. Innych szkoleń krótszych i tańszych nigdzie nie znalazłam. W akcie desperacji zadzwoniłam nawet do jednej z fundacji zajmującej się adopcją szczeniaków z pytaniem czy nadaję się aby adoptować psa. Bardzo miły Pan po wysłuchaniu mojej historii powiedział, że absolutnie nie skreślałby mnie jako opiekuna, że powinnam do niego przyjechać i on by musiał mnie poobserwować, wtedy mógłby coś doradzić. Jeszcze nie pojechałam , cały czas się waham bo wiem, że ze szczeniakiem to będzie zupełnie inna bajka. Jak Wy to widzicie? Czy kiedykolwiek moje marzenie będzie mogło zostać zrealizowane? Może macie jakieś pomysły?