Samba, piesku.... leżysz teraz półtora metra pod ziemią, a tak niedawno leżałaś ze mną na trawie i lizałaś mnie po ręce. Wzięliśmy Cię ze schroniska, byłaś czarną kuleczką. Mały szczeniaczek, nie zbyt urodziwy, nie słuchający się, ale wdzięczny i kochający. Zastanawialiśmy się jak Cię nazwać. Samba powiedział tato i tak zostało. Pierwszą noc przespałaś u nas w małym mieszkanku, nie chciałaś spać w koszu, położyłaś się mi pod nogi. Byłaś prezentem urodzinowym. Dziadek tak się ucieszył. A ja kochałam Cię całym sercem, Był czas gdy się mnie bałaś, ale ja goniłam cię z miłości, chciałam być bliżej Ciebie. Uciekałaś przez furtkę i zwiedzałaś Wałbrzych. Goniliśmy Cię a Ty uciekałaś radośnie. Tak lubiłam wizyty u dziadka, bo wiedziałam, ze tam będziesz. Tak bardzo kochałam Twoje czarne futerko.... dwa lata temu dostałaś cukrzycy, nie było ratunku. Oślepłaś, ale wiedziałaś kiedy się zbliżałam i witałaś mnie swoim piskliwym szczekiem. Umierałaś wczoraj pod stołem na ogrodzie, ja zdawałam się rozumieć Twoje dwuletnie cierpienie. Tak przeraźliwie wyłaś te lata... Tak bardzo Cię bolało.... Dziadek miał Cie uśpić w tym tygodniu, żebyś nie cierpiała, ale nie zdążył. Zmarłaś podczas imprezy, na której byli wszyscy znajomi. U swojego pana, mojego dziadka, w piwnicy. Przeniósł Cię tam i czekał aż dokonasz swojej boleści. Nie mógł tego znieść. Płakał potem rozmawiając ze mną. Ja też płakałam. Ze szczęścia, bo już Cię nie boli. Już nie cierpisz. Będę tęskniła piesku. Już tęsknię
Samba
1997-24.06.2007
odeszła za Tęczowy most