A nie ma możliwości żeby została jeszcze jakiś czas w schronisku? Byłam dzisiaj w okolicach gdzie została znaleziona, czyli ul. Mickiewicza, stadion olimpijski. I kilka osob ja kojarzy, zostawiłam tel. do mnie i może cos z tego wyjdzie. A jak byłam w schronisku to wyglada na całkiem zadbaną ( no pomijając ten guz) więc właściciel nie był taki zły, może to jakaś starsza osoba i nie ma jak szukać psa.
Zastanawiam się też czy schronisko nie podjęłoby się wykonania operacji. Oczywiście jeśli jest jeszcze sens i nie ma przerzutów do płuc. A wiadomo już coś o tym guzie czy to idzie od listwy mlecznej czy może to zwykły tłuszczak? A co do operacji to ja chętnie partycypowałabym w kosztach. A tym bardziej że przed adopcją i tak trzeba by ja zoperowac.