Moi drodzy
Moje starszawe psisko (wg weterynarza ok 15 lat) już prawie nie widzi, nie słyszy, ma zaburzoną motorykę. Na spacerach potrafi biec do cienia na ścianie, chodzi w kółko i wsadza łebsko w jakiś krzak, tak że nie potrafi już wyjść (wycofać się tyłem). Ludzie na nas patrzą, pytają w jakim wieku jest chłopak a ja cały czas zastanawiam się nad sensem tych spacerów. Ogólnie staram się wychodzić często (raz przed pracą, i ok 4 razy po pracy) a spacery trwają w sumie ok 1,5 godz.
Tyle, że często wygląda to tak, że ja idę a on za mną drepcze. Czasami coś powącha (zdarza się, że pochylając głowę upada - naprawde przykry widok, a nie zawsze zdążę zareagować i go przytrzymać); chętnie podbiega do innych psów - zawsze bardzo wszystkie lubił. I to w zasadzie tyle.
Pytanie - skąd mam wiedzieć na ile mu to jeszcze sprawia przyjemność a na ile jest to jakaś moja "potrzeba" zapewniania mu "odpowiedniej" porcji ruchu?
Niektórzy mówią mi, że męczę go spacerując 20 minut. Że 5 minut, siku i zaraz do domu.
Jakie jest wasze zdanie?