Wczoraj musiałem uśpić swojego ukochanego, 14 letniego kundelka u którego zdiagnozowano mocznicę 3 stopnia z mega wysoką kreatywną i mocznikiem. Bez szans na wyleczenie, po terapii kroplowkami i lekami. Decyzję oczywiście podjąłem gdyż pies bardzo cierpiał. Najgorsze jest oprócz straszliwego bólu, poczucie winy, które wraz ze śmiercią psa zaczęło mnie prześldować. W szczególności, że przeoczyłem symptomy mogące świadczyć o chorobie, gdyż wszystko złożyłem na karb starości. Tak mi zresztą powiedział weterynarz kiedy byłem u niego rok wcześniej. To nie daje mi spokoju i jest nie do zniesienia. Ma ktoś może radę jak sobie z tym poradzić?