Opowieści ciąg dalszy czyli jak po raz kolejny zawiodła mnie poznańska klinika Pana Wąsiatycza.
Po wydaniu kilku stów na kolejne zdjęcia RTG i konsultacje w klinice na Mieszka I (a przykładowo wizyta u ortopedy kosztuje 100 zł), postanowiono, że będzie operowane prawe kolano.
15 września umawiam się z Panią Pekalą wstępnie na termin 29 września. Mam zadzwonić za tydzień.
21 września, po tygodniu, dzwonię potwierdzić termin. Niestety okazuje się, że doktora Wąsiatycza nie będzie, bo 25 wyjeżdża na 2 tygodnie, więc prawie na pewno będzie mógł operować od 7 października. Informacji udziela recepcja. Mowię sobie, no trudno, pies kuleje coraz bardziej ale zaczkamy jeszcze.
3 października, czyli dzisiaj, dzwonię potwierdzić termin 7 października. Rozmawiam z Panią Pekalą, która informuje, że doktor będzie za 2 tygodnie a więc możemy się umówic na 16 października. Mówię, że chyba raczy żartować, że przecież powiedziano mi tydzień temu że będzie mógł operować w ten weekend. Pani Pękala informuje mnie, że nie wie kto mi udzielił takiej informacji, i stanowczo powtarza, że teraz Pana Wąsiatycza nie ma i będzie dopiero 16 października. Przy okazji okazuje się, że Pan Wąsiatycz [B]był i operował 29 września[/B] tylko, że widocznie ktoś na recepcji udzielił mi złej informacji. Oczywiście co typowe dla kliniki na Mieszka, zero przepraszam, zero proszę, zero dziękuję.
Na moje pytanie co będę miał robić jeśli umówię się z Panią na 16 października, a kilka dni wcześniej okaże się że muszę czekać kolejne dwa tygodnie, Pani Pękala stwierdziła że niegrzecznie z nią rozmawiam i to nie jest jej wina, że ktoś mi udzielił złej informacji i przecież mogłem rozmawiać z nią a nie z recepcją. Czyli ostatecznie to chyba moja wina... Oczywiście probowałem wtedy porozmawiać z Panią Pękalą i prosiłem o oddzwonienie, niestety bezskutecznie.
Podsumowanie: szukam doświadczonego chirurga w poznaniu lub okolicach.