Jump to content
Dogomania

gasparo

Members
  • Posts

    35
  • Joined

  • Last visited

Converted

  • Location
    Kraków

gasparo's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Bardzo mi przykro Kasiu!:-( :-( :-( Bunia się Gajką zaopiekuje. Będą razem hasać i wspominać pańcie, które je bardzo kochały. :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-(
  2. Nasza Bunia suchego nie chciała się tknąć, na puszkowe nie było mnie stać, bo to wynosiło 30 zł dziennie (golden). Weterynarz zalecił więc gotowane w następujących proporcjach: - w stanie ostrym lub w ciężkiej niewydolności mięso ma stanowić 1/5, pozostała część to wypełniacze (ryż, makaron, warzywa, głównie marchew, moczopędna pietruszka i ziemniaki) - w stanach lżejszych mięso może stanowić 1/4 . Oznacza to, że gotujemy np. 250 g mięsa, dodajemy 750g dodatków i otrymujemy 1 kg gotowanej karmy - piesek ma zjeść ile chce - na pewno nie zje za dużo. Nie treba w ten sposób przeliczać g mięsa na kg wagi psa. Do gotwej karmy dodajemy łyżkę oliwy (np. z pestek winogron lub oliwek, ew. psi tran) Jeśli chodzi o gatunki mięsa: niedozwolona konina i ryby z uwagi na zbyt dużą zawartość fosforu. Gotując warzywa: należy je krótko obgotować i zlać wodę. Zalewamy świeżą i gotujemy do miękkości. Pozbywamy się w ten sposób nadmiaru sodu. Ziemniaki koniecznie muszą być dobrze przetarte lub zmiksowane. Przez jakiś Bunia jadła w ten sposób, ale potem przetestowaliśmy inny sposób - Karmę renala zalewałam wrzątkiem. Jak rozmokła polewałam jak sosikiem "bulionem" i psinka wcinała aż miło. Bulionik gotowałam na grzbiecie z kurczka z dodatkiem warzywek i ziemniaków, potem miksowałam, gorące wlewałam do słoiczków i zakręcałam, słoiczki zamykały się hermetycznie, potem do lodówki. W ten sposób miałam "sosik" na kilka dni bez konieczności codziennej zabawy w gotowanie dla psinki. Jeśli chodzi o leczenie nadciśnienia - Bunia nie miała stwierdzonego nadciśnienia, ale wet. zlecił furosemid na stałe jako lek moczopędny, poprawiający diurezę. Lek ten może również obniżać ciśnienie. Podawanie furosemidu jest ponoć standardem w leczeniu niewydolności (zwłaszcza ciężkich) nawet bez stwierdzonego nadciśnienia. Bunia miała tylko robione RTG na którym stwierdzono brak powiększenia mięśnia sercowego i wykluczono w związku z tym nadciśnienie jako przyczynę niewydolności nerek (u nas to była wada wrodzona nerek).
  3. A czy to puchnięcie, kłopoty z oddychaniem występowały już wcześniej, czy dopiero po wprowadzeniu leczenia? Bo tak przyszło mi do głowy, że ten nagły katar i problemy z oddychaniem, a teraz to puchnięcie pyska i okolic oczu, to może reakcja alergiczna na któryś z leków? Jeżeli te objawy pojawiły się właśnie po wprowadzeniu leczenia, warto by było spróbować zmienić leki. Skonsultuj to z lekarzem.
  4. My Buńkę znosiliśmy i wynosiliśmy do 5 miesiąca. Później tylko znosiliśmy w dół, żeby nie było niekontrolowanego zjazdu ze schodów, a wracała już o własnych siłach. Aż do momentu, gdy dzieciaki musiały zostać same w domu z psem. Pies musiał na siusiu, a o dźwignięciu 18 kg nie było mowy, więc ją pomalutku sprowadziły nie pozwalając zbiegać, i od tej pory schodziła już sama. Pilnowaliśmy tylko jeszcze jakiś czas, żeby to było spokojne schodzenie, a nie zbieganie, żeby się nie poślizgnęła.
  5. Nadia86 - musisz się cofnąc do stron wrześniowych/początek października w tym temacie. Wtedy było trochę pisane o tym, jak zachęcić psinę do jedzenia karm nerkowych. Jeśli piesek kategorycznie odmawia jedzenia suchej karmy, można mu gotować, ale przy zachowaniu bardzo ścisłych reguł co do ilości poszczególnych składników. Też o tym już było. Jeśli nie będziesz mogła nijak znaleźć, daj znać, postaram się opisać dietę na pw. Piesek chory na nerki absolutnie nie może głodować - głodówki tylko pogarszają stan nerek.
  6. Mnie parę lat temu ktoś życzliwy otruł psa. Nie wiem ile czasu upłynęło od zjedzenia trucizny (prawdopodobnie była to trutka na szczury) do wystąpienia pierwszych objawów, ale gdy już wystąpiły, wszystko poszło bardzo szybko (ok. 3 godz.). Zaczęło się od charczenia i próby odkrztuszenia, tak jakby Miśkowi coś stanęło w gardle, później zaczęły mu drętwieć łapki, puściły zwieracze i było już po Miśku. Nie zdążyliśmy dojechać do weterynarza - psina zmarła w samochodzie. Więc myślę, że jeżeli to trucizna, to musiał jej zjeść naprawdę niewiele. I może wszystko dobrze się skończy. Ale bądź dobrej myśli. Na pewno znajdziecie przyczynę i okaże się zupełnie błacha a o charczeniu i kaszlu szybko zapomnicie. Życzę z całego serca.
  7. Buńka też cały czas dostawała Furosemid, który jest lekiem moczopędnym, mającym za zadanie właśnie obniżanie ciśnienia związanego z zatrzymywaniem wody w organiźnmie.
  8. My poprostu codziennie szczotkowaliśmy zęby pastą Stoma-gel - taka pasta do zębów dla psów. Osad powracał oczywiście, bo tego zahamować się nie da, ale przynajmniej na bieżąco go usuwaliśmy i zdecydowanie ładniej pachniało psince z pyszczka. No chyba, że piesek nie nauczony myć zęby, to może być trudno. Ale tylko regularne usuwanie osadu coś może pomóc. Przyczyny wszak nie da się usunąć. Łagodzimy tylko skutki.
  9. Myślę, że pieska trzeba dokładnie obserwować. To mógł być atak padaczki. Być może już się nie powtórzy, ale gdyby pojawił się znowu podobny incydent - najczęściej wtedy wprowadza się leczenie przeciwpadaczkowe. Życzę, żeby to był tylko pojedynczy incydent, na którym wszystko się zakończy.
  10. Dziękuję bardzo! Tak rzeczywiście, chodzi o Kaprys Rejenta. Jeszcze z nimi nie rozmawiałam, bo jestem z dzieckiem na rehabilitacji 500 km od domu. Narazie czytam różne opinie o hodowlach, przeglądam strony hodowli i wybieram te potencjalne do rozmów. Chętnie na priva poczytam o "polecanych" hodowlach z Małopolski, Świętokrzyskiego, podkarpackiego. Dalsze nie wchodzą w rachubę, bo podróżowanie z niepełnosprawnym dzieckiem jest bardzo kłopotliwe, a nikt nie chce z nim zostać na dłużej niż 2 godziny.
  11. Bardzo proszę o wyjaśnienie, co oznaczają następujące skróty: HD 3:4 (to chyba angielska ocena badania w kierunku dysplazji, tylko czy to dobra ocena, czy ze stawami coś nie tak?) oraz: Junior Warrant, CC 4RCC's (rozumiem, że to osiągnięcia psa, tylko jakie?) Kompletnie się na tym nie znam, a jestem na etapie poszukiwań szczeniaka. Taki opis ma planowany przyszły tatuś szczeniaków, który zewnętrznie bardzo mi się podoba, ale niepokoją mnie te stawy 3:4 (pewnie niesłusznie). Czy w zestawie z wynikami matki (A/B) nie będzie jakiegoś obciążenia dla szczeniaków? Z góry dziękuję.
  12. Myślę, że decyzję o tym, czy walczyć dalej, czy nie trzeba dobrze przemyśleć i nie można uogólniać. Choć wszystkie nasze psinki chorują "prawie to samo", to jednak każdy przypadek jest inny. Jeżeli stan nerek stwierdzony na badaniu USG jest taki, że ich prawie nie ma, to sztuczne przedłużanie życia, przysparzająć jednocześnie psince cierpienia i stresu nie ma sensu. Trzeba żyć jak najbardziej sie da "normalnie", dając psince jak najwięcej miłości, czułości i uśmiechu. Wszystko to do momentu, gdy psinka w miarę dobrze funkcjonuje. Nam w tej ostatniej chwili lekarz jeszcze proponował pozostawienie Buni w lecznicy, mieli ją próbować wyciągać z obrzęku płuc. Ale nie byłabym w stanie tego zrobić. Za bardzo ją kochałam. Tam już nie było ani kawałka nerki, który można by pobudzić do pracy - więć po co te cierpienia? Co innego, gdy nerki są jeszcze w takim stanie, że rokują, że mogą jeszcze jakiś czas "popracować". Wtedy warto i trzeba walczyć. Katerinas! Jestem z Tobą i z Gajką. Jesteście bardzo dzielne.
  13. Nasza Bunieczka wczoraj odeszła. Walczyła dzielnie do samego końca. Bardzo nam jej brakuje...................
  14. [B]D[/B]ziś o 16.00 pożegnaliśmy Bunię. Walczyła dzielnie do końca. Dostała kroplówki i mieliśmy nadzieję, że jeszcze da radę powalczyć, ale przy obrzęku płuc poddaliśmy się. Odeszła słysząc nasze zapewnienia, jak bardzo ją kochamy. Ta pustka jest ogromna. Dziękuję, że byliście z nami.
  15. Nie dałam rady - nie pojechałam. Dzieci wróciły ze szkoły i widać było, jak pies ożywa. Gdy usłyszała, że wchodzą podniosła się z wielkim wysiłkiem i jak pijana przydreptała do przedpokoju, tradycyjnie zabrała Martusi worek z kapciami i patrzyła z taką radością i miłością, choć nie miała siły machać ogonem. Ogonek cały czas podkulony pod siebie. Dzieciaki na mnie nakrzyczały, że nie tego ich uczę. Że nie pozwalam nigdy się poddawać, więc dlaczego nie chcę walczyć. I chyba mają rację. Bunia chce, żeby dać jej jeszcze szansę. Martusia, jak zwykle niezawodna, była w stanie namówić ją na 5-minutowy spacer wokół domu i siusiu, i na zjedzenie strzykawką zupy. Karolina lekcje odrobiła na kolanie siedząc w legowisku obok psinki. Tylko Kacper nie bardzo zdaje sobie sprawę z całej sytuacji, choć był bardzo zdziwiony, że nie chciała przyjść "jeść z nim kolacji" - zawsze mu sprząta ze sliniaka to co spadnie i zjada mu z ręki skórki od chleba, których Kacper nie je. A dziś skórki zostały. Poczekamy do jutra. Jeśli nie będzie gorzej, może spróbujemy jeszcze wspomóc ją kroplówką i zobaczymy, jaka będzie reakcja. Gosiu - masz rację. Staram się jak mogę podchodzić do psa z uśmiechem i czułością, żeby nie denerwować jej naszym "dziwnym zachowaniem". Dobrze powiedziała dziś moja Martusia - nie możemy przy niej płakać, bo pomyśli, że coś złego zrobiła i będzie czuła się winna, a to nie jej wina, że jest chora. Rozczula mnie ten mój 8-letni człowieczek ze swoją mądrością życiową. Idę, spróbuję jeszcze trochę przemycić Buni wody. Może choć parę łyków. Oj, ciężka noc przede mną i przed psinką. Dzięki wszystkim, że jestecie myślami z nami. To bardzo pomaga.
×
×
  • Create New...