Nie dawał sobie zalozyc obroży przez kraty (po wypuszczeniu z ciasnego boksu do takiego troche wiekszego zrobił sie bardzo pobudzony), nie umiał utrzymac głowy w jednym miejscu. Pojechlismy wiec do byłego własciciela zeby nam pomogl go "okiełznac". Przy zonie facet wydawał sie nieporuszony ale jak zobaczył psa, wział go na smycz i potem jak patrzył jak odjeżdza do Krakowa wydawał sie zmartwiony, powtarzał ze to żona chciała go wydac, ze dla niego moglby zostac i chyba go ruszyło sumienie.