Dzień dobry,
nie sądziłam, że przyjdzie mi tu się odezwać, bo do ostatniej chwili wierzyłam, że może to jednak nie to. Ale wczoraj nasza Pani weterynarz otrzymała wyniki i dostałam wiadomość "Niestety najprawdopodobniej nadczynność kory nadnerczy". Jutro udam się na rozmowę, żeby wiedzieć więcej.
Tekila to duży kundelek, waży około 30 kg, ma 13 lat i jest mooocno rozpieszczona. Tekila zawsze była ciut przy tuszy, ale ostatnio zrobił się koszmar. Niepohamowany apetyt, zaczęły powoli siadać stawy, ogromne pragnienie i związane z nim siusianie jak fontanna, dyszenie, apatia i brak energii witalnej. Początkowo myśleliśmy, że Tesię dopada starość, ale przytomna Pani Weterynarz postanowiła wziąć krew do badania - wyniki kiepskie (najgorsze ALT, AP, AST i cholesterol) więc poszliśmy w oznaczanie stosunku kortyzol-kreatynina.. wyszło 133,9 przy normie 0,010-26,5....
W piątek był bodajże test hamowania, ale nie jestem przekonana czy to było to (ja pracuję w stałych godzinach, więc wysłałam delegację z Tekilą,). Możliwe jest wykonanie tego testu przy pobraniu krwi przed i po 8 godzinach? Wszędzie znajduję wzmiankę o 3 próbkach, w tym jednej po 4 godzinach. Tak czy siak, jutro się dowiem, czy to było to. Wiem tylko, że będziemy iść w stronę Vetorylu.
Jestem przerażona. Tekila jeszcze jakiś czas temu ciągnęła na długie spacery, obszczekiwała wszystko i wszystkich, chciała bawić się smyczą, pobiegać i w ogóle.. A teraz, no starowinka z trzęsącymi się łapkami. Nawet michy zmieniamy, bo nie chce jej się już schylać do nich, tylko pije i je na leżąco. Co więcej, od paru dni, niekoniecznie jest głodna - ale zje chętnie wszystko, co znajdzie na dworze pod łapkami. Póki co, od tygodnia wspomagamy wątrobę.
Ja wierzę w zdolności medyczne naszej Pani Weterynarz, wierze w jej kompetencje (Tekila mieszka z 6 kotami i nimi Pani Doktor też się zajmuje zawsze z wielkim powodzeniem), niemniej wiem, że może być różnie. Moja wiedza o Cushingu jest nikła, a pierwsze 25 stron tego wątku nie było w żadnym stopniu dla mnie przyjemne (skutki po Vetorylu etc.).
Chciałabym zapytać o dietę psa na Cushingu. Jak to jest z nią w końcu. Wszędzie natrafiam na informację, że pies nie powinien jeść suchej karmy, a na niej Tesia została wychowana. Próbowałam jej dawać dobrej jakości karmy mielone (Macs, Terra Caenis etc.) ale zupełnie, ale to zupełnie, jej nie pasują. Czy są jakieś dobre jakościowo karmy, które nie są mielone, a które nadadza sie dla psa z Cushingiem? Czy jak mi się już uda ją przestawić na jakąś dobrą jakościowo karmę mokrą, to czy od czasu do czasu mogę dać jej coś innego - np. gotowanego kurczaka, gotowaną wołowinę albo coś surowego? Zupełnie nie wiem jak się za to zabrać. Do tej pory Tekila była na suchej karmie, ostatnio był to Brit, a w niedzielę dostawała gotowane mięcho. Wiem, że muszę wprowadzić zmiany w diecie, ale jestem przerażona tym, że miałabym się rzucić na Barfa. Nie chcę testować swoim umiejętności na chorym psie i wbić gwóźdź do trumny. Widzę też te problemy z wątrobą i pewnie dostanę sugestię, żeby podawać psu karmę weterynaryjną, ale też mam wątpliwości. Nigdy nie wchodziłam aż tak głęboko w kwestię psich karm, uznawałam, że skoro Brit jest na liście polecanych karm przez barfne korepetycje, to jest on okej. Zdecydowanie bardziej byłam skupiona na żywieniu 6 wybrednych kotów i tutaj wiem, że karmy weterynaryjne to straszne g.... i wystarczy leczenie i dobra jakościowo karma, żeby kota postawić na nogi (jeden z kotów miał problemy z nerkami jak do nas trafił).
Proszę o pomoc. Jestem zdezorientowana. Przerażają mnie możliwe efekty uboczne - fakt, że mogą ją złapać, jak my będziemy w pracy, przeraża mnie też cena Vetorylu przy wadze Tekili oraz kompletnie nie wiem, jak to ugryźć od strony diety, żeby wspomóc wątrobę, nie szkodzić Tekili i pomóc jej zrzucić kilka kg.