Rinuś doskonale wiem co czujesz, ja w podobny sposób straciłam ukochanego Tofinia miał 14 lat. Zabrałam go w lipcu nad wodę......wróciłam już bez niego - zgubiłam moją kochaną psinkę, pozwoliłam choremu niesłyszącemu psu biegać po krzakach, gdy się zorientowałam że go niema w pobliżu - wszczęłam poszukiwania-bezskutecznie nikt go nie widział. szukałam go codziennie, rozwieszałam ogłoszenia, mialam stały kontakt ze schronami i "hyclami", ogłoszenia w necie. Tofiego zgubiłam 8 lipca a 28 sierpnia dostałam wiadomośc od jednej Dogomaniaczki, że widziała podobnego psa do mojego-zdzwoniłyśmy się - na 99 % to był Tofi-wpadł pod samochód, próbowano go ratowac... nie udało się.......próbowałam odszukać weta do którego został przewieziony mój pies, cokolwiek dowiedzieć się....nie wiem nic tylko tyle że mój Toficzek nie żyje....przeze mnie:placz:
Rinuś Ty nie masz się za co winić, uważam tak jak Szajbus - dałaś Rinowi wspaniały dom i miłość, wyciągnęłaś go ze schronu.
Ja nigdy nie pogodzę się ze śmiercią Tofinia, próbuję sobie tłumaczyć,że odszedł bo był bardziej potrzebny TAM....wierzę, że kiedyś się z nim spotkam i za wszystko przeproszę......teraz czasem czuje jego obecność......na zawsze pozostanie w moim sercu....KOCHAM CIĘ TOFICZKU....Rino pozdrów go ode mnie...