46-letni Jerzy Ch., bezrobotny mechanik, czeka na proces w areszcie. Według aktu oskarżenia pozbawił zwierzę życia ze szczególnym okrucieństwem. Grozi mu za to kara bezwzględnego pozbawienia wolności.
Trzy tygodnie temu pracownik ochrony krakowskiego hotelu Qubus zauważył mężczyznę niosącego kota. Według jego zeznań nieznajomy zaczął uderzać zwierzęciem o betonowe nadbrzeże. Na widok nadchodzącego ochroniarza wrzucił kota do Wisły.
Policja zatrzymała sprawcę. Wyłowiono też zwłoki kota. Sekcja wykonana w Zakładzie Higieny Weterynaryjnej potwierdziła, że zwierzę zabito w bestialski sposób. Miało m.in. zmiażdżoną czaszkę, przerwany kręgosłup, oderwany ogon. - Obrażenia wskazują na wyjątkowo brutalne znęcanie się nad zwierzęciem - podkreśla Bogusława Marcinkowska, rzecznik krakowskiej prokuratury.
Mężczyzna nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że kot był jego i zdechł wcześniej, dlatego wrzucił go do Wisły. - Uderzałem o mur, by się upewnić, czy nie żyje. Żeby się zwierzę nie męczyło, ale było już martwe - oświadczył niezbornie prokuratorowi.
Co innego mówią jednak świadkowie, którzy zeznali, że w trakcie bicia słychać było odgłosy wydawane przez zwierzę, co świadczyłoby, że jeszcze wtedy żyło.