Hej,
Mamy 5 miesięczną suczkę JRT, która podsikuje, ale tylko kiedy ja jestem w pobliżu. Na codzień mieszka z moim chłopakiem, ja widuje ją niestety tylko w weekendy. Ostatnio chłopak się chwalił że pieseł już w ogóle nie sika w domu, że jak wraca nawet po 8 godzinach z pracy to nie jest nasiusiane i mata higieniczna czysta. A że jak jej się zachciało jak był w domu, to pobiegła grzecznie na matę.
Przyjechałam na weekend i ułożony pieseł się skończył. Siedziałam na dywanie, Szyszka bawiła się obok. Siknęła na dywan i na mojego kapcia (myśle kapeć to przypadek). Rano wybiegła na klatkę schodową za chłopakiem, pobiegłam ją złapać na ręce i mnie posikała. Później nasikała przy moich butach. Następny wieczór i ranek spędziła u rodziców chłopaka bez nas. Przyjechaliśmy ją odebrać (nie nasikała w domu przez cały ten czas), wskoczyła na łóżeczko dziecka przy którym stałam i od razu siknęła, jeszcze później siknęła przy progu.
Nie ukrywam, nerwowa ze mnie osoba i dostała ode mnie ze 4 klapsy za -ente siki i pewnie nie raz krzyknęłam. Ale nagradzam ją za siku na zewnątrz dobrym słowem, jakimś smakiem czy głaskaniem.
Tak poza tym się lubimy, przychodzi się bawić, wtula się w nocy, przychodzi do mnie na kolana...
Robi na złość za te 4 klapsy? Czy może jest zazdrosna o chłopaka, którego jej odbieram weekendami? Zbieg okoliczności, bo może w weekend jest więcej ruchu i zabawy i częściej chce się jej siku?
Dzisiaj znowu jest poniedziałek i znowu piesełka nic nie zasikała...