mi przypomina się historia z 3 gówniarzami w roli głównej i z bezdomnym.
gówniarze (chłopaczek około 11 lat i 2 dziewczynki trochę młodsze), bawili się w rzucanie kamieniami w bezdomnego siedzącego na przystanku autobusowym.
bezdomny był tak przerażony, że nawet nie odwracał się, żeby sprawdzić kto w niego rzuca i dlaczego. "ludzie" przechodzący obok kompletnie nie zwracali uwagi na to, co się dzieje, bo przecież nie będą przerywać dzieciaczkom tak wspaniałej zabawy.
podeszłam i nawet nie starałam się niczego tlumaczyć (emocje wzięły górę, a ja niestety w takich sytuacjach mam baaardzo nieski próg wyzwalania agresji ;-) ). po prostu przylałam gówniarom po doopskach smyczą i zapytałam tylko, czy tatuś szacunku nie nauczył.
dziewczynki uciekły, a koleś próbował się wymigiwać, ale tu zareagował mój TZ ("jak się czujesz taki lepszy, to może mi to udowodnisz?") i chłopiec pokornie i na drżących nóżkach szybko się zawinął.
pewnie przesadziłam. może powinnam była za uszy wytargać i do rodziców zaprowadzić. ale...
tak sobie myślę: to był człowiek. dorosły. teoretycznie mógl bronić się sam. nie wiem, co zrobiłabym, gdybym zobaczyła bandę gówniarzy znęcających się nad zwierzakiem. i szczerze mówiąc mam nadzieję, że się tego nigdy nie dowiem.