Najpierw wyprowadzałem na smyczy w czasie kiedy spodziewałem się, że będzie coś robić. Szliśmy w TO miejsce i tam się kręciliśmy. Taki miły spacerek - bez efektu.
Drugi krok - jak zrobiła kolejną kupę na środku trawnika to ją zebrałem i zaniosłem w TO miejsce. Sonia ochoczo mi towarzyszyła. Pokazałem kupę, pogłaskałem, pogadałem. Patrzyła na mnie jak na idiotę...
Kolejny krok - wyprowadzałem tylko na smyczy i ciągle wracaliśmy do tego wybranego miejsca. A jak widziałem, że coś zaczyna robić na trawniku to padała komenda "nie wolno" i biegliśmy do wyznaczonego miejsca. Tam znowu namawianie, pokazywanie zaniesionej kupy - bez efektu.
Następny krok - desperacja. Zamknąłem ją na tym wybranym terenie. Co jakiś czas brałem do domu. Jak tylko piszczała, że chce wyjść - szliśmy w TO miejsce. I nic. Ona bardzo chce ale wszędzie tylko nie TAM.
W końcu odpuściliśmy bo nie chcemy psa zamęczyć. Ale problem jest poważny - nie można się ruszyć, podwórko jest zaminowane. A nie ma kto jej pilnować kiedy i gdzie postawi minę.
Pozdrawiam i czekam na dobre rady.