WIęc opisze naszą historie... postaram się dość szczegolowo.
Suczka na dzień dzisiejszy 17-letnia, ale jest prowadzona bardzo dobrze. Wszyscy się dziwią, że ma tyle lat -wygląda na 8. Około 4-5 lat temu przeszła ropomacicze. Niestety ma bardzo silny organizm i nie dawała żadnych oznak, że coś się z nią dzieje. Pamiętam jak niosłam ją na zabieg i pyszczek bezwladnie zwisał z mojego ramienia, a ropa uchodziła dosłownie każdym otworem. Zaprzyjaźniony weterynarz nie wierzyl, że przezyje, ale przezyla! Radosc, szczescie malowalo się na jej pyszczku.Niestety wątroba i nerki dostały w kość. Wykonywałyśmy regularnie badania krwi, były lekko podwyższone, ale nic się takiego nie działo. Mam oprocz niej drugiego adoptowanego psa i tydzien temu biegała razem z nim.... beztrosko, radośnie. Czwartek. Nagle pies się popsuł - dosłownie.Zaczęła się rozjeżdżać, mięsnie lekko drżały, ale miała apetyt, piła. Moj narzeczony stwierdzil, ze ma swoje lata i jestem przewrazliwiona. Niestety w piatek bylo gorzej ledwo ustala na swoich lapkach, idac z nia na spacer plakalam poniewaz nie mogla dac kroku albo dawala dwa i milosiernie na mnie patrzyla. Pognalam do weta i otrzymalam silne tabletki na stawy po weekendzie mialam miec nowego psa - jednak stan sie lekko pogorszyl... w pon wizyta, weterynarz stwierdzil ze bardzo schudla (jej waga 10 kg a w pon wynosila 7,8) i byla mizerna, apatyczna, nieobecna. Cieszyla się tylko na moje przyjscie z pracy. Nie pobralismy krwi, bo nie byla na czczo. Spazmowalam, naprawde myslalam, ze moze miec guza... najczarniejsze mysli. We wtorek pobralismy z rana krew i diagnoza... mocznica. Mocznik grubo ponad 300, kreatynina 12. Z jednej strony się ucieszylam, bo pomyslalam, ze to nie jest wyrok. Jednak moja radosc nie trwala dlugo. Dzisiaj otrzymala pierwsze wlewy, leki, robilismy rowniez usg i nerki nie wyszly bardzo tragicznie. Został pobrany mocz, zamowilam puszki dla nerkowcow. Obecnie Tinka jest bardzo slaba, ale to pewnie od lekow. W poniedzialek mamy kolejne badanie krwi - zobaczymy czy sie obnizaja wartosci. Moje pytanie brzmi czy jest jakakolwiek szansa, że piesek jeszcze z tym pozyje jesli bedzie odpowiednio prowadzony? czy to nie jest walka z wiatrakami? Jestem załamana... Nikt nie jest mi tak bliski jak ona. Weterynarz twierdzi, że ona ma najsilniejszy organizm jaki spotkał. Pytanie czy wystarczajaco zeby pokonac tak paskudna chorobe...