Witam
W styczniu adoptowaliśmy ze schroniska 2-letniego kundelka, Ciapka. Piesek bał się innych ludzi.
Po dwóch tygodniach pobytu u nas Ciapek zerwał się, że smyczy i uciekł. Wracał pod blok w którym mieszkamy, lecz był tak płochliwy, że nie dawał się w ogóle złapać. Udało się po 3 tygodniach. W trakcie poszukiwań Ciapka dowiedzieliśmy się, że przez schroniskiem podobno był zamykany w jakiś pomieszczeniach, zdany zupełnie na siebie. Jak to wszyscy mówią, pies po przejściach.
Na początku na spacerach traktował nas z dystansem, w domu cały czas się bał.
Teraz, po tylu miesiącach pracy nad zachowaniem na podwórku Ciapek jest cudownym psem. Bawi się z nami, chodzi bez smyczy, przychodzi na zawołanie, okazuje duże zainteresowanie otoczeniem, uwielbia się bawić z innymi psami. Bardzo towarzyski pies.
Problem polega na tym, że w domu jest zupełną odwrotnością. Nie chce wychodzić w ogóle ze swojego legowiska. Wychodzi tylko wtedy gdy idziemy na spacer. A jeśli już da się go namówić, żeby opuścił legowisko to tylko w takim miejscu gdzie jest miękko (dywan). Nie chce chodzić po panelach czy płytkach. Je tylko wtedy gdy nie ma nas w zasięgu wzroku. W ogóle nie chce się z nami bawić. Jak tylko się poruszymy to od razu się kuli i wpycha w kąt. Nie ma mowy go wzięciu Ciapka na ręce czy przytuleniu, zdarza się wtedy, że popuszcza mocz. Na podwórku z psem sąsiadów jest mega zabawa, a w domu zupełnie Neli unika. Kuli się jak podchodzi do jego legowiska.
Nie wiemy już co możemy zrobić, by Ciapek czuł się lepiej w domu, by pomieszczenie nie było dla niego klatką, bo zdajemy sobie sprawę, że ciągłe siedzenie w legowisku i wychodzenie tylko na spacer nie daje psu satysfakcji. Nam też serce pęka gdy po takim czasie wspólnego "życia" Ciapuś nadal nas się boi :(
Prosimy o rady
Pozdrawiam