Witam, czytałem sporo tematów o tym jak najlepiej przyzwyczaić pieska do smyczy oraz żeby wiedział, że smycz nic mu nie zrobi ale...
Mój piesek ma trochę ponad 2 miesiące, do obroży przyzwyczaił się po dosłownie dwóch dniach, na początku próbował ja zdjąć albo obluzować łapą ale nauczyłem go, że obroża to nic złego różnymi smakołykami, głaskaniem i tak dalej. Teraz pora na smycz, niedługo mam zamiar się przeprowadzić bo póki co mieszkam w miejscu gdzie co prawda jest parę ulic, które po południu potrafią być zatłoczone, ale obok domu ma sporo miejsca do wybiegania się i staram się wychodzić z nim dalej tylko w weekendy kiedy nie ma dużego ruchu (wolne od pracy itd.) no i jakoś muszę go nauczyć spokojnie chodzić żeby przyzwyczaił się do większego miasta. Tutaj zaczyna się problem... Na początku, kiedy zapinałem mu smycz chodził trochę po domu ciągnąc ją po ziemi, widać było, że bardzo jej się bał ale z czasem przy odpowiednich smakołykach i chodzeniem z nim wyłącznie po domu gdzie nie mógł odejść bardzo daleko od mojej nogi było coraz lepiej. Teraz kiedy tylko widzi smycz już zaczyna merdać ogonem i zadowolony pomyślałem, że połowa sukcesu już za mną.
Z naszym wychodzeniem jest naprawdę różnie... Momentami kiedy z nim wychodzę jest bardzo posłuszny. Nie odchodzi ode mnie daleko, stara się trzymać mojej nogi a kiedy tylko dalej odejdzie i czuje, że sam napina smycz to zwalnia - oczywiście dostaje za to nagrodę (bardzo lubi jak się go drapie za uchem i tylko wtedy to robię). Nawet jak już sam specjalnie zwalniam podczas tego jak jest taki spokojny, żeby zobaczyć czy będzie się mnie słuchał on też idzie wolniej. Ale nieraz wychodzenie z nim na spacer to już nie jest przyjemność tylko jakaś tragedia, w domu jak zapinam mu jego smycz wszystko jest okej, wychodzimy na zewnątrz i nagle od razu zaczyna wariować, próbuje uciec od smyczy, biegnie przed siebie a jak tylko czuje, że smycz się napina to od razu się wywraca i leży dopóki do niego nie podejdę, jak już obok niego jestem znów wstaje i robi to samo... Myślałem, że to dlatego, że bardzo chce się bawić no ale jednak jakoś muszę z nim dojść do miejsca gdzie swobodnie może sobie biegać prawda? Staram się go w jakiś sposób karcić klepiąc go ale on myśli, że robię to dla zabawy i zaczyna biegać i dalej wyrywa się od smyczy. A czasem jest nawet jeszcze gorzej. Podczas spaceru po prostu kładzie się na ziemi i nic nie może go ruszyć, dosłownie nic. Starałem się go jakoś delikatnie podnosić żeby dać mu do zrozumienia - że nie dam mu za wygraną i i tak będzie musiał ze mną iść, dalej bezskutecznie bo też myśli, że to jest część zabawi i wyrywa mi się, czasami delikatnie gryzie po rękach (nie jakoś tragicznie - po prostu jakby się ze mną bawił, zdarza mu się też czasami mnie złapać delikatnie za nogawkę ale to bardzo bardzo rzadko).
Chciałbym zapytać, jak mogę go karcić w taki sposób, żeby nie zniechęcić go do smyczy ale też żeby wiedział, że robi źle wyrywając się z niej? Może powinienem kupić mu dłuższą smycz? Obecnie ma 3-metrową i wydaje mi się, że jest mu w niej wygodnie. Każda rada mile widziana i będę próbował wszystkiego bo bardzo mi zależy na tym żeby można było z nim spokojnie spacerować. Z góry dzięki za przeczytanie tych wypocin dłuższych od mojej pracy maturalnej i za każdą odpowiedź : )