Witam serdecznie,
Mam 15-miesięcznego labradora.
Od małego bardzo szukał kontaktu z innymi psami. Jak tylko jakiegoś wypatrzył, kładł się i następnie ruszał do zabawy. Jeździliśmy na wybiegi, w okolicy znał niemal każdego psa. Myślę, że socjalizacja przebiegła raczej prawidłowo. No chyba, że problemem była nadmierna ekscytacja.
Od początku próbowałem go sam szkolić. Niestety pracę utrudniał mi brak konsekwencji, bo psem zajmowali się też inni członkowie rodziny, do których przez pół roku nie docierały moje prośby o to jak powinni reagować i wychować psa.
Znał dużo komend, sztuczek, ale podczas zabawy z psami miałem problem, żeby mnie słuchał, ciągnął oraz z radości skakał na właścicieli. Skakał również przy witaniu się z ludźmi. Zgłosiłem się o pomoc do behawiorystki. Ćwiczyliśmy klikerowo. Pies z każdym tygodniem był coraz spokojniejszy, udało nam się wyeliminować skakanie, w domu czeka na przywitanie się, chodzi przy nodze, wraca na zawołanie (ale tylko gdy nie ma psów w pobliżu).
Dodam, że Nero jest niekastrowany i na razie nie zamierzam tego zmieniać.
Jak zaczął się okres interesowania suczkami zdarzało się, że inne psy na niego szczekały, później zaczął odpowiadać tym samym, a odkąd skończył 11-12 miesięcy zazwyczaj pierwszy zaczyna atak, szczekając i kłapiąc zębami. Nadal wygląda to tak, jak był szczeniakiem, kładzie się, wbija wzrok w psa i czeka. Nie zawsze się jeży, więc ciężko przewidzieć jego reakcję. Z suczkami chętnie się bawi, a z psami bywa różnie. Ma kilku kolegów, ale większości psów nie lubi. Szczególnie upatrzył sobie owczarki niemiecki, wpada wtedy w furie. Zdarza się, że nawet atakuje suki, ale podejrzewam, że musiały być sterylizowane.
Oczywiście największy problem jest, gdy w pobliżu jest dużo cieczek lub gdy bawi się z suczką i podejdzie inny pies-rywal.
Wydaje mi się, że nie ma znaczenia, czy jest na smyczy, czy luzem. Odkąd bawił się z suczką i zaatakował innego psa, boję się go spuszczać do innych psów. Najbardziej żal wybiegów.
Na spacerach często wierzga łapami w trawie, jakby chciał coś zakopać, często przy tym warczy lub szczeka. Szczególnie po odejściu od psów. Jakby chciał wyładować emocje (frustrację?)
Napiszę co próbowałem robić:
Starałem się mieć luźną smycz, wesoło zachęcać do grzecznego przywitania - nie pomogło.
Odejście w drugą stronę, reprymenda i brak kontaktu wzrokowego - też nic.
Reprymenda i na krótkiej smyczy prosto do domu, brak kontaktu - też nic.
Oczywiście wszystkiego próbowałem wiele razy.
Tak jak napisałem w temacie, po takiej agresji, pies z radością na mnie zerka, nawet jak idziemy do domu to się cieszy i nie protestuje.
Absolutnie nie nagradzam go za to.
Aktualnie staram się skupić jego uwagę na mnie, bo chyba z tym jest problem. Biorę atrakcyjne smaczki na spacer, na początku mówię jego imię - zerka na mnie - klik i nagroda. Teraz dodaję komendę patrz. Jak idzie jakiś pies to komenda siad lub leżeć i zostań. Tutaj jeszcze sporo pracy, bo rzecz jasna, gdy inny pies się zbliży, to rusza do niego.
Po ataku, komenda siad i jak się uspokoi oraz na mnie spojrzy to go chwalę, smaczek i idziemy.
Wiem, że trochę się rozpisałem, ale chciałem dokładnie opisać problem. Bardzo dziękuję tym, którzy to przeczytali i proszę o jakieś rady co mógłbym zrobić. Czy jest szansa, że za kilka miesięcy będzie lepiej? Myślę, że ten młodzieńczy okres też robi swoje, pewnie chce mieć silną pozycję w okolicy, dużo jeszcze emocji w nim jest.
Będę bardzo wdzięczny za pomoc!