Ale czy nie piękniejszym byłaby adopcja psa "nieidealnego" w sensie naszych upodobań? Zamiast płacenia tysięcy, wpłacanie kilku stówek na wsparcie schroniska i adopcja, podarowanie szansy. Nie mówię tu też, że wszystkie schroniska są idealne, bo i tu się zdarzają czarne owce, co wiem z własnego doświadczenia, ale to już inny temat. Kiedyś byłam szczególnie zafascynowana rasami border collie i pudla, border collie bardziej z podziwu (ze względu na wymagania tej rasy), a pudla właśnie dlatego, że też mi ten pies odpowiadał z wyglądu i charakteru. Teraz jednak, patrząc na ten temat z innej perspektywy, mam wątpliwości, czy dobrze czułabym się, wspierając hodowlę w świadomości istnienia milionów psów bez domu i potrzeby uśpienia części. Pies z hodowli to wygoda - wiemy, czego mniej więcej oczekiwać. Pytanie, czy powiniśmy mieć te oczekiwania w stosunku do żyjącej istoty. W końcu zaczęliśmy od wilka, a skończyliśmy na mopsie. Modyfikacja ze strony człowieka niekoniecznie dla pewnych ras wyszła na dobre. Ewolucja ma na celu jak najlepsze przystosowanie organizmu do zmieniającego się środowiska. Krzyżowanie psów w nadziei uzyskania konkretych cech ma na celu zaspokojenie naszych upodobań i zachcianek (czy to w kategorii charakteru, czy wyglądu). Pies poniekąd staje się wtedy produktem modyfikowanym pod oczekiwania klienta. Sięgam już może zbyt głęboko, ale dzielę się myślami, co by i Was do tego zachęcić, bo temat ten męczy mnie już od jakiegoś czasu. Skoro istnieją komory gazowe dla bezdomnych psów, bo aż tyle ich jest, to zmusza do zastanowienia. No a pseuduchy - świadomi i tak peudohodowlanki nie wesprą, nieświadomi i tak z niej psa kupią.