Dzień dobry,
Zdecydowałam się w końcu zarejestrować i napisać z prośbą o pomoc...
Mamy psa, miks wszystkich możliwych ras wzięty ze schroniska, bez odrobiny agresji w zachowaniu (chyba, że względem psów większych od siebie ;)), ogólnie duża ciapa, której jednak można się wystraszyć. Mamy też sąsiada, emerytowany żołnierz bodajże, albo policjant, który panicznie Bruna się boi. Pies na klatkę schodową nigdy nie wychodzi bez smyczy, rzadko się zdarza żeby wychodził bez kagańca (uchwała rady miasta jasno określa, że pies może być bez kagańca pod warunkiem, że jest na smyczy i pod kontrolą właściciela). Mimo wszystko dostaliśmy wczoraj wezwanie na komisariat, bo... szczujemy sąsiada psem. Nigdy nie schodzimy na dół gdy wiemy, że sąsiad jest na klatce, zawsze czekamy na półpiętrze, puszczamy go przodem. Najwidoczniej to za mało. On zawsze wrzeszczy, że nie będzie przebywał na schodach z kundlem, sąsiedzi aż wychodzą zaciekawieni sytuacją. Policjant nie chciał słuchać naszych wyjaśnień, generalnie potraktował nas jak śmieci, przesłuchiwał nas siedząc w radiowozie, my staliśmy w ulewie przed nim. Stwierdził, że jesteśmy nienormalni, że zrobiliśmy sobie boisko z klatki schodowej, że mamy sąsiada omijać. Zapytałam więc wprost, czy mam zamontować sobie i psu skrzydła, skoro czekanie na klatce z psem przy nodze to za mało. Policjant stwierdził, że on tak ze mną nie będzie rozmawiał, trzasnął drzwiami auta uderzając przy tym mojego faceta odbierajacego swój dowód osobisty i tyle z naszych wyjaśnień.
Powiedzcie mi proszę, co ja mogę w tej sytuacji zrobić? Pomijając oczywiście wyprowadzkę. Zaczynam mieć dość tych ciągłych afer i straszenia sądem.
Uśmiechnięty Bruno w załączniku. :)
PS: Naprawdę rozumiemy, że można bać się psów, ale czy to upoważnia do robienia z nas wariatów, a z psa mordercy?