Hej. Piszę na temat krążenia wrotno - obocznego, z którym i my z naszym Pakusiem zmagamy sie od kilku miesięcy, odkąd o nim się dowiedzielismy i zostało zdiagnozowane. Na dziś dzień Pako jest już ponad półtorej miesiąca po operacji wątroby. O tym jak się ma zaraz Wam napiszę.
Nie mogę nie wspomnieć, że wszystkie objawy związane z chorobą Pako przebył oczywiście bardzo wyniszczająco (kroplówki, leki). Ale zanim w ogóle zdiagnozowano krążenie wrotno -oboczne jeździliśmy do kliniki, w której lekarze nie mieli pojęcia co mu jest. Rzucano hasła padaczka, nosówka neurologiczna drugiego stopnia, a czasem i "no cóż, psy tak czasem mają, może coś zjadł). Najgorszy był ten pierwszy atak pewnego wieczora chyba w kwietniu - Pako słabł z minuty na minutę, wymiotował, chował się po kątach, "płakał", aż następowało najgorsze - zanik widzenia, chodzenie przy ścianie i chwilowe omdlenia. Pojechaliśmy do kliniki, dostał dwie kroplówki, leki ( w tym sterydowe, o czym dowiedziałam się dopiero u obecnej pani weterynarz) i przechodziło do następnego razu. W domu nie zauważaliśmy niczego niepokojącego dla nas, Pako jadł normalnie, gotowałam mu ryż z kurczakiem i warzywami, rzadko karmę typu Pedigree, bo wydawało mi się, że jest mało wartościowa.
Aż nastąpił kolejny atak. I tak mnie drgnęło żeby nie jechać do tej kliniki, do której od początku jeździliśmy. Pojechaliśmy do przychodni bliżej nas i jak się okazało to był dobry impuls. Pani doktor, zaskoczona niską wagą Pako ( w wieku 6 miesięcy ważył ledwie 3kg), jego ogólnym stanem fizycznym i brakiem badań morfologicznych z poprzedniej kliniki (pani doktor przeżyła szok, że ich w ogóle nie wykonano) od razu wykonała krew na biochemię, podała mu kroplówki, w tym ornitynę dożylnie, witaminę B12 też dożylnie i leki w tabletkach I kroplówki, które mieliśmy podawać w domu. Od razu skontaktowała się z lekarzem radiologiem we Wrocławiu, doktorem Wojciechem Kindą, do którego pojechaliśmy kilka dni później na tomografię komputerową (koszt 500zl). Podano małe znieczulenie i całe badanie trwało może jakieś 30 min. Dla nas to była cała wieczność! A przy tym informacja o możliwym niewybudzeniu po badaniu..Jednak wszystko poszło sprawnie, Pako się wybudzał, dostał kroplówkę a my potwierdzenie przypuszczalnej przez naszą panią doktor diagnozę - krążenie wrotno - oboczne. Doktor Kinda powiedział od razu o operacji i o co w niej w ogóle chodzi. Jeśli ją wykonamy jest duże prawdopodobieństwo, że wszystko będzie dobrze, jeśli się nie zdecydujemy Pako pożyje krócej.
Zdecydowaliśmy się oczywiście na operację, którą przeprowadzono w przychodni u pani doktor. Koszt 1500zl. Trwała jakieś 2 godziny. Pako bardzo powoli dochodził po niej do siebie. Jak dobrze pamiętam to 24h po operacji dopiero zaczął być bardziej "obecny". Dostaliśmy leki - na czczo je Euthyrox, czyli lek na tarczycę, z którą tez ma problemy, potem pół godziny później sucha karma Hepatic Purrina+ mokra karma Royal Canin Renal, do której dodajemy nieco wody i rozkruszony Zentonil pół tabletki i Heparegen pół tabletki. Popołudniowy, składający się z tej samej kombinacji karmy posiłek musi być w połączeniu z pół łyżeczki proszku Hepa Merz (ornityna, którą po zabiegu podawaliśmy mu samodzielnie w domu w kroplówkach a teraz podajemy w ten sposób). Czasem Pako je niechętnie i kilka razy nawet podchodzi do miski ale w końcu je. A puszki RC Renal mógłby jeść same - tak je uwielbia. Szwy zagoiły mu się w tydzień. Chodził w bawełnianym kubraczku.
Na tej diecie na pewno będzie jeszcze przez długi czas. We wrześniu czeka nas kastracja i ponowny wgląd w wątrobę żeby zobaczyć jak się ma zacisk i czy go ściągnąć i czy jest już pełne zbliznowacenie.
Oczywiście po wszystkich tych przejściach każda wizyta u pani doktor to straszne nerwy. Przed operacją jeździliśmy na kroplówki, a zdarzyły się nawet sytuacje, że wszystkie łapki miał pokłute i z wenflonem, bo żyły nie dawały rady. Pako boi się każdego dotyku, no ale tyle co przeżył to nie ma co się dziwić. Reaguje więc bardzo nerwowo. Wczoraj byliśmy na wykonać badania kontrolne - kwasy żółciowe nieco się podniosły, reszta, nawet tarczyca w końcu jest w porządku. Leki i dieta nadal bez zmian.
Staram się nie myśleć o tym, że gdybyśmy wiedzieli wcześniej o chorobie to już daaawno byłoby po operacji. Pako jest z nami od lutego. Wzieliśmy go ze schroniska (Miechów, za Krakowem). Jest pieskiem porzuconym w czarnym worku przy drodze. Pytałam czy schronisko jest w stanie w takich sytuacjach pomóc finansowo, jednak odpowiedź była negatywna. Gdyby było to schronisko w Krakowie to może mogliby pomóc. Z drugiej strony jak sobie przypomnę zachowanie lekarzy z kliniki, do której na samym początku jeździliśmy to aż mną trzepie. Tendencyjne, obojętne podejście, zaleczanie a nie leczenie. Zero zainteresowania albo i nawet nieznajomość przypadku.