Hej! U nas trochę ponad rok temu stwierdzono Cushinga. Właściwie mogę się mylić, bo od tamtego czasu tyle się wydarzyło. Od początku...nasz Baster -pinczer średni, miał bardzo kiepskie wyniki wątroby. Weterynarze dziwili się, że nie ma objawów zewnętrznych: żołtych dziąseł, białek w oczach i uszu.Oprócz przerzedzonej sierści miejscami nic szczególnego nas nie zaniepokoiło. Okazało się, że wątroba w kiepskim stanie, Cushing i guz jądra. Czekaliśmy parę miesięcy na poprawę wyników krwi, by mógł otrzymać narkozę wziewną i zostać wykastrowany. Usunięto także śledzionę, bo się weterynarzom nie podobała. Wyciętego guza kazałam zbadać okazało się, że był złośliwy. Co jakiś czas robiliśmy różne badania kontrolując czy nie ma przerzutów. Ku naszej radości nie miał. Tak mijał czas na Vetorylu co prawda, ale było dobrze. Niestety około 3 tygodni temu dostał zapalenia pęcherza, otrzymał antybiotyk. Pomogło od ręki, niestety gdy antybiotyk się skończył i minęło parę dni Baster przestał pić wodę. Stało się to stopniowo, z początku nie zauważyliśmy, ale gdy przestał siusiać zaczęliśmy go baczniej obserwować. Podawaliśmy mu kroplówki i wodę ze strzykawki w domu, był badany wzdłuż i w szerz. Jednak do niczego nie doszliśmy. Wyniki krwi miał najlepsze od czasu gdy zaczął chorować. Mocz ok, nie wskazywał na uszkodzenie nerek. Dostawał różne leki by pobudzić go do picia, Gdy lek działał było wszystko dobrze. Jednak, gdy tylko przestawał- Baster nie pił. Dodatkowo zaczął mieć nieprzytomny wzrok, snuć się bez celu po domu, przymilać do nas w najmniej zaskakujących momentach i niestety piszczeć. Baster to od zawsze kanapowiec i śpioch. Podchodzi do pieszczot w sposób: możesz mnie pomilać albo teraz mam co innego do roboty, przyjdź później. Jednak nadmierną chęcią pieszczot chyba chciał mi dać znać, że coś jest nie tak albo szukał pomocy. Z początku gdy tak chodził po domu i piszczał wychodziliśmy z nim na spacer mnóstwo razy myśląc, że mu się chce. Teraz już wiemy, że był to jeden z oznaków tego, że dzieje się źle. Baster reaguje, ale potrafi się zawiesić, stać w kącie tyłem do nas, patrzeć z bliska w ścianę parę minut, położyć się w legowisku tak, że połowę ciała ma poza, co mu się nigdy nie zdarzało. Będąc w ciągłym kontakcie z wet analizowaliśmy wszystko, niestety składając wszystkie objawy do kupy okazało się, że zachodzą w nim jakieś zmiany natury neurologicznej, których nie powstrzymamy. Psiak się męczy, gubi we własnym domu, przewraca się przy jedzeniu...
Nie chcemy go trzymać przy życiu na siłę, bo cierpi i ani nam ani jemu nie będzie z tym dobrze. W sobotę musimy się z nim pożegnać na zawsze...