Tak na krótko postaram się zrelacjonować te zawody, bo zaraz znowu śmigam na dalsze wojaże.
Zawody były SUPER, jak powiedziała Ada, warto było pojechać chociażby dla zabawy i rozmów z rówieśnikami z całej Europy tak samo zakręconymi na punkcie własnych czworonogów. Atmosfera na hali była wspaniała, wszyscy razem świetnie się bawiliśmy tańcząc podczas przebudowy torów :) Ja osobiście doceniam także możliwość pogadania z obcokrajowcami po angielsku, i oczywiście, podpatrzenia ich sposobu biegania. Nie wiem jak reszcie reprezentacji, ale mi to naprawdę dużo dało i wiem, nad czym koniecznie muszę popracować z Nutą w trakcie wakacji.
Bieg niepełnosprawnej dziewczynki był rzeczywiście bardzo wzruszający, tym bardziej, że do tego występu szykowała się 2 lata. Takie sytuacje przypominają, ile mamy szczęścia, że jesteśmy zdrowi...
Trochę smutne i straszne było zachowanie niektórych młodych zawodników z innych krajów. Byłam bardzo ciekawa, czy w krajach z lepiej rozwiniętym dziecięcym agility istnieje to samo co w jeździectwie - ogromne nastawienie trenujących dzieciaków na wygraną. Widok holenderskiego chłopczyka, którego po dyskwalifikacji trzeba było przytrzymać, by nie skopał swojego psa był naprawdę przerażający. Jak widać, hasło 'agility is fun' odchodzi do lamusa...
Do minusów zaliczyłabym jeszcze pogodę, 30-stopniowe upały nawet na hali były nie do zniesienia dla wszystkich. I opóźnienia w sobotę, bieganie z wykończonym psem o 22:30 nie było niczym przyjemnym :roll:
Ale podsumowując żałuję, że w przyszłym roku będę już za stara na te zawody :-(, i postaram się pojechać przynajmniej jako widz, by choć jeszcze raz spotkać tych fantastycznych ludzi! :D